piątek, 15 czerwca 2012

Larry: Should let you go - eleventh chapter.


Patrzyłem z szeroko otwartymi oczami na drzwi, za którymi przed krótką chwilą zniknął Harry i zastanawiałem się, co się dzieje. Czy ja właśnie dostałem angaż w jakieś taniej komedii? Albo lepiej, to jest tylko mój głupi koszmar. Rano obudzę się w swoim łóżku, Harry będzie obrażony na mnie za kłótnię, którą wywołałem, przeproszę go, pogodzimy się i wszyscy będą szczęśliwi. Tak? Tak? Powiedzcie, że tak!
Zacisnąłem powieki, uświadamiając sobie, jakie głupie mam myśli. To nie żaden sen, Harry naprawdę mnie olał. Wiedziałem! No wiedziałem! Trzymanie języka za zębami i nie mówienie Harry’emu o tym było najlepszą opcją. Już lepiej było mu wmówić, że mam anoreksję, przynajmniej by uwierzył i nie dociekał przyczyny mojego samopoczucia.
- Louis? – Ciszy szept matki na chwilę zakłócił moje rozmyślania. Otworzyłem oczy, dostrzegając jej smutną minę. – Louis, tak mi przykro – dodała, podchodząc szybko do łóżka szpitalnego. Ujęła moją dłoń, całując ją lekko w wierzch.
- To nie twoja wina, że Harry jest skończonym dupkiem – powiedziałem bez entuzjazmu, z całych sił powstrzymując łzy. Wcale nie myślałam tak o nim. Był moim skończonym dupkiem, naprawdę go kochałem.
- Pani Tomlinson? Mógłbym zostać na chwilę sam z Louisem? – zapytał grzecznie Niall.
Mama widocznie opierała się temu, ale w końcu uległa i dodała, że będzie czekała na niego w bufecie. Kiedy tylko rodzicielka zniknęła za drzwiami, blondyn usiadł na wysokości moich bioder, uważnie lustrując mnie wzrokiem. Wiedział, że chce mi się płakać, nie musiałem tego przed nim ukrywać. W ogóle on wiedział czasem o mnie więcej, niż ja sam wiem o sobie. Wspominałem już, czyż nie?
- Chodź tu. – Powiedział szeptem, wyciągając ku mnie ręce.
Przeniosłem się do pozycji siedzącej, mocno obejmując go w talii. Uważałem, żeby nie zerwać też kroplówki, która nieco przeszkadzała mi w pełni swobodnie przytulić do Nialla. Rozpłakałem się, nie chcąc dłużej tłumić w sobie tych wszystkich emocji. Teraz to było mi potrzebne. A Niall był jedyną osobą, przed którą nie ukrywałem tego, co czuję.
- Powiedziałem mu wszystko – wyszeptałem po dłuższej chwili. Poczułem, jak dłoń mojego przyjaciela zaczyna gładzić mnie po plecach, niemo dodając mi otuchy i odwagi, bym mu o tym powiedział. – A on stwierdził, że ja mu nie ufam! – krzyknąłem cicho, czując kolejne łzy.
- Próbowałeś go zatrzymać? Porozmawiać z nim spokojnie? – zapytał łagodnie Horan.
- Nie krzyczeliśmy na siebie, czyli to można było uznać za spokojną rozmowę.
- Targały wami emocje. – Poczułem, jak Niall zaczyna głaskać mnie po włosach, ani na chwilę nie poluźniając ciasnego uścisku, w którym tkwiliśmy. Byłem mu bardzo wdzięczny za to, jak mnie wspiera w takiej okropnej chwili. – Harry na pewno nie myślał, co mówi.
- Widziałem, że zabolało go to, że mu nie ufam. Że znów zatajam przed nim prawdę, bo „znów czegoś się boję”. Jestem głupim tchórzem i tyle!
- On jest głupi, nie ty – odparł spokojnie mój przyjaciel.
Niall pocałował mnie w czubek głowy, nie odzywając się więcej ani słowem. Wciąż tulił mnie do siebie i pozwalał mi się wypłakać. Musiałem być bardzo zmęczony wszystkimi przeżyciami i emocjami, bo nie pamiętam w którym momencie zwyczajnie przysnąłem.
*
Błąkałem się bez celu po ulicach Londynu, myśląc nad tym wszystkim. Czułem się zraniony przez Louisa. Przecież zmieniłem się. BARDZO się zmieniłem przez kilka miesięcy i komu to zawdzięczam? Louisowi. Przed kim zacząłem się otwierać, zdradzać wszystkie swoje sekrety, opowiadać o swoich najdziwniejszym zachowaniach? Przed Louisem. Kogo zaakceptowałem takim, jakim jest? Louisa. Do jasnej cholery, dlaczego on tak bał się powiedzieć mi o tym, że on… Och, nie mogę o tym myśleć.
Zatrzymałem się przed wejściem do szpitala, patrząc na ogromny budynek. Czułem, że do moich oczu znów napływają łzy. Gdzieś mignęła mi blond czupryna Nialla i nie pomyliłem się, kiedy poczułem mocny uścisk na moim ramieniu, ciągnąc mnie na ławkę tuż przy chodniku przed schodami. Horan brutalnie mnie na niej posadził, zajmując miejsce obok. Nie miałem odwagi spojrzeć mu w oczy, dlatego uparcie wpatrywałem się w swoje dłonie.
- Nie będę cię tu długo zatrzymywał. – Powiedział spokojnie, co mnie szczerze zaskoczyło.
Sądziłem, że dostanę opierdziel z góry na dół, a nawet byłem gotowy na to, że Niall mnie pobije, poważnie. Zaskoczony spojrzałem w jego niebieskie oczy, czując gdzieś w środku ukłucie.
- Powiedz mi, ale tak szczerze… Czego ty właściwie chcesz od Louisa?
Zaskoczony jego pytaniem, patrzyłem na niego w osłupieniu. Niall jeszcze chwilę milczał, jakby układał sobie w głowie wszystko, co chciał mi powiedzieć. Wszystko, co miało mnie zaboleć i uświadomić w zgodzie, co do jednej myśli, świtającej w mojej głowie. A której trochę się bałem.
- Rozumiem, zakumplowaliście się. Fajnie spędziliście sobie wakacje i w ogóle. Był dla ciebie aż nad to opiekuńczy, troszczył się o ciebie i na dodatek nie oczekiwał niczego w zamian. Wystarczyło mu to, że byłeś obok i doprowadzałeś go do łez ze śmiechu.
Zamilkł na chwilę, biorąc głęboki wdech. Chciałem, aby więcej nic nie mówił, bo czułem coraz większe wyrzuty sumienia, ale on nie miał zamiaru.
- Miałeś być przy nim jako przyjaciel, jak ja na przykład. Ale ty musiałeś go całować? Musiałeś rozmawiać z nim w dwuznaczny sposób? Musiałeś mu pokazywać, jak bardzo satysfakcjonuje cię to, że zakochał się w tobie bez pamięci?
- Skończ, proszę – przerwałem mu gwałtownie, zaciskając mocno powieki. Nie mogłem tego więcej słuchać, nie mogłem po prostu!
- Musiałeś przylecieć do Londynu i na dodatek wprowadzić się do niego? Musiałeś zachowywać się w stosunku do niego, jakbyś chciał, żeby myślał, że ty też coś do niego czujesz?
- Musiałem! – wykrzyczałem zdenerwowany, wstając szybko z ławki. Niall w mgnieniu oka zrównał się ze mną.
- Po co? Styles, odpowiedz mi, po co! – Potrząsnął mną za ramiona.
- Bo on nie jest mi obojętny! – wykrzyczałem, strącając jego dłonie z moich ramion. Czułem, że nie kontroluję już nad sobą. Kilka osób przebywających na zewnątrz obejrzało się na nas. Dlatego zacząłem brać głębokie oddechy, żeby chociaż na chwilę się uspokoić. Łzy same popłynęły mi z oczu, co sprawiło, że widziałem Nialla dość niewyraźnie. – Musiałem, bo każdy dzień w Nowym Jorku bez jego śmiechu był dla mnie dziwny. Nie miałem do kogo otworzyć gęby, nie miałem z kim pożartować, nie miałem się komu zwierzyć. Brakowało mi go! Brakowało mi jego troski w stosunku do mnie. Nie mogłem przestać myśleć o tym, jak mnie całował, o tym, że mnie kocha, bo ja… - urwałem, bojąc się wypowiedzieć tych słów na głos.
Otarłem wierzchem dłoni łzy, na chwilę patrząc na twarz Nialla, która nie wyrażała żadnych emocji. Zapragnąłem uciec. Ale blondyn widocznie przejrzał mnie, bo chwycił mnie mocno za rękaw płaszcza, mimowolnie zatrzymując.
- Co ty? – zapytał łagodnie.
- Mam pecha w życiu – powiedziałem cicho, patrząc gdzieś w bok. – Kochałem już raz jedną dziewczynę na zabój. Ona też mnie kochała… Mieliśmy może po czternaście lat, ale znaliśmy się całe życie i planowaliśmy w przyszłości być razem. Nic nie miało nas rozdzielić. Któregoś dnia wymknęliśmy się nocą z domów i wzięliśmy samochód mojego taty. Umiałem troszkę prowadzić, co jej widocznie imponowało. Ale ja byłem na tyle głupi, że posłuchałem jej, kiedy mówiła, żebym jechał szybciej. I jak to się skończyło?! – Spojrzałem na jego zaskoczony wyraz twarzy. Wciąż milczał. – Skończyłem w szpitalu z połamaną ręką i nogą, lekkim wstrząśnieniem mózgu, a ona? Ona leży teraz pod ziemią, bo ją zwyczajnie zabiłem! – wykrzyczałem.
Nigdy nie chciałem mówić o tym nikomu. Nawet Louisowi o tym nie powiedziałem, bo było mi ciężko do tego wracać. Kochałem Lauren bardziej niż jak kobietę. Może nawet jak siostrę. Byłem przecież nastolatkiem, mogłem nie odróżniać uczuć. Ale była dla mnie ważna i chciałem być w jej oczach kimś. Jeszcze bardziej nakręcało mnie to, że nie byłem jej obojętny. Od tamtej pory bałem się pokochać kogokolwiek. Bałem się, że to również tak się skończy. I co się okazuje? Mam pieprzonego pecha w życiu, bo osoba, którą zaczynałem darzyć miłością właśnie mi powiedziała, że jest ŚMIERTELNIE chora! Co to ma być?!
Poczułem, jak Niall obejmuje mnie. Wtuliłem się w jego ramiona, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi.
- Przykro mi – powiedział cichutko, gładząc mnie po plecach. – Ale dlaczego uciekłeś ze szpitala? Dlaczego nie powiedziałeś tego Louisowi?
- Sam nie wiem… Na początku poczułem, że on nie traktuje mnie jak kogoś, kogo naprawdę kocha. Że mógł się tylko mną zauroczyć. W końcu nie powiedział mi prawdy, kiedy pytałem go o to, co się z nim dzieje. A pytałem setki razy. A ja opowiadałem mu o wszystkim…
- Zataiłeś ten tragiczny wypadek. – Zauważył.
Spiąłem się lekko. Nie lubiłem o tym mówić, bo zawsze czułem wyrzuty sumienia. Miałem dziwne wrażenie, że Lauren jest gdzieś blisko, że tylko czeka, żeby zrobić wszystko, abym ja też do niej dołączył, gdziekolwiek jest.
Choć nie wierzyłem w to, że duchy mogą istnieć.
- On tak samo miał prawo nie mówić ci o tym. Wiesz, czego najbardziej się bał? Tego, że właśnie w takiej chwili go zostawisz. Że uciekniesz od niego.
- To głupota! – zawołałem oburzony, odsuwając się od Nialla. – Co mu w ogóle do głowy przyszło?
- Ale nie widzisz, Harry, że ty to właśnie zrobiłeś?
Zamilkłem, czując się zwyczajnie głupio. No tak. Obawy Louisa okazały się słuszne w pewnym stopniu. Uciekłem stamtąd, bo przestraszyłem się prawdy. Nie tego, że on jest chory. Nawet gdybym miał zarazić się od niego jakąkolwiek chorobą, nie zostawiłbym go. Ja zwyczajnie przestraszyłem się tego, że jego… kiedyś może mi zabraknąć.
- Idź z nim porozmawiać i powiedz mu to, co powiedziałeś mnie. Idź, póki nie będzie zbyt późno.
*
Przebudziłem się i pierwszą osobą, jaką dostrzegłem była mama. Mówiła coś do mnie, wypytywała o to, jak się czuję, ale ja nie odpowiadałem. Nie chciałem nic mówić. Miałem ochotę umrzeć jak najszybciej, byleby tylko nie budzić się z myślą, że Harry mnie zostawił. Bez niego równie dobrze mogę nie żyć. Patrząc wstecz, uświadamiałem sobie, że uśmiechałem się tylko dzięki Harry’emu. Nawet jeśli miałem ochotę skopać mu jego tyłek, chwilę potem już śmiałem się razem z nim. Nie potrafiłem się długo gniewać na niego.
Nagle do mamy ktoś zadzwonił. Oznajmiła, że zaraz będzie, patrząc na mnie z niepewnością.
- Muszę jechać do dziewczynek, nie wiedzą, gdzie jestem. Niall przyjedzie cię odwiedzić za dwa dni i zostanie w Londynie dopóki cię nie wypiszą.
Skinąłem głową na znak, że się zgadzam. Dodałem jeszcze, że nie jestem dzieckiem i poradzę sobie, ale mama nie skomentowała moich słów. Kiedy wyszła, poczułem jeszcze większą pustkę w środku. Teraz zaczynało do mnie docierać, że zostałem sam. Nie miałem za złe mamie, że pojechała do dziewczynek, wręcz przeciwnie. Po prostu zapragnąłem, żeby był przy mnie…
Spojrzałem zdziwiony w kierunku drzwi, które otworzyły się powoli. Miałem wrażenie, że nadal nie wybudziłem się ze snu, dlatego dyskretnie uszczypnąłem się w nogę. Ach, jednak nie śpię. W takim razie, czego tu chce Harry?
- Po co wróciłeś? – zapytałem cicho.
Usiadłem na łóżku, sięgając po szklankę wody i upijając z niej łyk. Zatrzasnął cicho drzwi, przykuwając tym moją uwagę. Dopiero w tej chwili dostrzegłem, że jego policzki są mokre, a oczy poczerwieniałe i podpuchnięte od płaczu. Nic z tego nie rozumiałem.
- Jesteś głupi – powiedział cicho.
Zabolało. Bardzo zabolało. Ze wszystkich sił powstrzymałem łzy, siląc się na obojętność z mojej strony. Spojrzałem gdzieś w bok.
- Skoro wyjaśniliśmy sobie wszystko, mógłbyś, proszę, zostawić mnie samego? Nie chcę nikogo widzieć ani z nikim rozmawiać.
- Ale ja jestem idiotą – dodał, kompletnie ignorując to, co do niego mówiłem.
Spojrzałem na niego w osłupieniu, patrząc na jego poczynania. Zdjął płaszcz, zarzucając go niezdarnie na wieszak i wielkimi krokami podszedł do mnie, siadając na wysokości moich ud. Uważnie obserwował moje lekko drżące wargi. Cóż, ciężko było mi powstrzymać łzy, szczególnie teraz, kiedy naprawdę nie wiedziałem, co się wokół mnie dzieje.
- Jestem skończonym idiotą – szepnął, ocierając z policzka łzę, która mu przeszkadzała. – I to nie ty jesteś tchórzem, tylko ja, Louis.
Chciałem przerwać tę krępującą sytuację. Coś powiedzieć, zapytać, czemu tak sądzi, ale coś od środka mnie paraliżowało. Nawet nie opuściłem wzroku z jego zielonych oczu, w których się zatopiłem.
Harry powoli ujął moją twarz w dłonie, nieco chłodząc moje rozgrzane policzki. Powoli zaczął zmniejszać dzielący nas dystans. Moje serce mimowolnie zaczęło bić szybciej, kiedy uświadomiłem sobie, do czego to wszystko prowadzi. Czułem jego oddech, przyjemnie drażniący mnie po twarzy. Przymknąłem powieki, kompletnie oddając się jego dotykowi. Chwyciłem delikatnie jego nadgarstki, nie chcąc, aby nagle się rozmyślił. Nawet jeśli teraz śniłem, miał to być najpiękniejszy sen, jaki w życiu miałem. Ale kiedy poczułem na swoich drżących wargach jego ciepłe i spierzchnięte usta, nagle straciłem kontakt z rzeczywistością.
Ten pocałunek tak bardzo różnił się od tych poprzednich, spontanicznych, zachłannych, dzikich, na pokaz. Teraz całował mnie bardzo delikatnie, jakby bał się, że tym przyjemnych gestem może zrobić mi jakąś krzywdę. Zaś ja z początku bałem się odwzajemnić jego pocałunek. Ale kiedy w końcu się na to odważyłem, poczułem, jakbym się unosił nad ziemią.
Harry z każdą sekundą coraz bardziej pogłębiał nasz pocałunek. W takich chwilach zawsze lubiłem poddawać się mu z wielką przyjemnością. Powoli zacząłem opadać na łóżko, a osiemnastolatek razem ze mną, lekko napierając na moje ciało. O mamo, o mamo, o mamo! Czułem go na sobie! O matulu! Ciepło. Robi mi się ciepło. Coraz cieplej. Tylko nie rumieńce, proooooszę! Ale mogłem tylko pomarzyć o tym, żeby na moich policzkach nie pojawiły się wypieki po tym, jak Harry wtargnął z językiem do moich ust. A ja nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Czułem, jak moje ciało na krótką chwilę bezwładnieje. I jeszcze ten dziwny, ale przyjemny, dla mnie nie do opisania, ucisk w podbrzuszu. Błagam, Harry, całuj mnie tak do końca życia…
Czy ja w ogóle byłem na niego zły? Miałem żal o cokolwiek? Bo teraz to już na pewno o tym zapomniałem.
Nagle przerwał pocałunek, nie oddalając się ode mnie dalej niż o kilka centymetrów. Wciąż czułem na swojej twarzy jego ciepły oddech, a w moje nozdrza uderzał zapach jego perfum, które tak bardzo uwielbiałem. Tak, teraz z pewnością wyglądam jak dorodny pomidorek. Harry uśmiechnął się delikatnie, gładząc kciukiem mój rozgrzany policzek. Dostrzegłem jak jego oczy błyszczą i aż miałem ochotę znów zatracić się w całowaniu jego cudownych warg.
- Myślisz, że przyjdziesz tu sobie, pocałujesz mnie ot tak i ci wybaczę? – zapytałem spokojnie. Harry uśmiechnął się szerzej, odgarniając kilka kosmyków z mojej twarzy.
- Kochasz mnie, to wystarczy, żebyś mi wybaczył.
- A co, jeśli jednak bym tego nie zrobił? – zapytałem, chcąc się z nim trochę podroczyć.
Tak szczerze, nie chciałem wyjść na aż tak uległego. Każdy wie, że kocham go do zwariowania. I już mu wybaczyłem tamtą sytuację. Nawet o niej nie pamiętam. No… O czym ja mówię?
Patrzyłem wprost w jego tęczówki, czekając na jakąkolwiek odpowiedź. Ale zamiast tego zauważyłem, jak do jego oczów znów napływają łzy. Zrobiło mi się go żal. Nie mogłem patrzeć na to, jak cierpi przeze mnie. Wyglądał pięknie, nawet jak płakał. Ale wolałem oglądać łzy szczęścia, nie smutku. Przyciągnąłem dłonią jego głowę do klatki piersiowej. Chłopak od razu wtulił się w nią, a chwilę potem usłyszałem, jak pociąga nosem.
- Nie płacz już, proszę cię. Nie mogę patrzeć, jak cierpisz – wyszeptałem, całując go w czubek głowy.
- Nie pomyliłem się, myśląc sobie, że jesteś ucieleśnieniem ideału – powiedział po krótkiej chwili, całując mnie w szyję. Poczułem lawinę przyjemnych dreszczy, kiedy jego ciepłe usta zetknęły się z moją wrażliwą skórą. A jego słowa sprawiły, że moje serce na chwilę szybciej zabiło. – Czasem się zastanawiam, co takiego mam, że to akurat we mnie się zakochałeś. Przecież jesteśmy kompletnymi przeciwieństwami.
- A przeciwieństwa się przyciągają – dodałem.
- Tak bardzo nie chcę cię stracić.
- I nie stracisz, Harry. Ja zawsze będę przy tobie, bez względu na wszystko.
- Moje życie, to jedno wielkie pasmo niepowodzeń.
- Nie myśl już o tym – poprosiłem cicho.
Chłopak posłuchał mnie. Nie chciałem, aby tak bardzo to przeżywał. Nawet nie sądziłem, że aż tak się tym przejmie. Czy to możliwe, że on naprawdę… Że on może jednak czuje do mnie coś więcej…? Nie powiedział tego wprost, ale tak to odbierałem.
- Kocham cię – wyszeptał, składając subtelny pocałunek na moich ustach.
Teraz to chciałem już tylko móc trzymać go blisko i mieć nadzieję, że to naprawdę nie jest żaden cudowny sen, ale piękna, wspaniała rzeczywistość.
*
Leżałem w ciszy wtulony w bok Louisa. Pozwoliłem sobie zdjąć buty i wsunąć pod cienką kołdrę, którą był przykryty dwudziestolatek. Wsłuchiwałem się w spokojne bicie jego serca, napawając jego bliskością. Jednak w mojej głowie wciąż pojawiała się ta straszliwa myśl, że on… Kiedyś mnie opuści. To chyba najbardziej mnie bolało. Niall powiedział mi, że Louis jest jedną z tych osób, które, jeśli już pokochają drugą osobę, darzą ją tym uczuciem do samego końca. Dlatego przestałem się obawiać swojego uczucia. Kochałem Louisa, szczerze. Od dłuższego czasu głowiłem się nad tym, co do niego naprawdę czuję. I zawsze bałem się, nawet w myślach, mówić o tym, jako o miłości.
Usłyszałem w pewnym momencie, że do sali weszła pielęgniarka. Szybko zamknąłem oczy, udając, że słodko śpię. Mówiła coś do Louisa o poprawie jego stanu zdrowia. W pewnym momencie nawet zasugerowała, że powinien mnie obudzić, bo czas wizyt dawno się skończył i nie mogę zostać tam na noc.
Ale mój kochany Louis wmówił jej jakąś historyjkę. Poprosił ją, żeby nic nie mówiła lekarzom, a w razie wypadku bierze całą odpowiedzialność na siebie. Pielęgniarka w końcu zgodziła się zostawić mnie, prosząc go na przyszłość, żeby to była tylko jednorazowa sytuacja. Czyli wychodzi na to, że śpię dzisiaj razem z Louisem. Och, już czuję ten przyjemny ucisk w podbrzuszu.
W końcu wyszła, zostawiając nas samych. Miałem nadzieję, że to będzie koniec wizyt jakichkolwiek osób trzecich i będziemy mogli nacieszyć się sobą. Poczułem w pewnym momencie, jak Louis zaczął bawić się moimi włosami. W normalnych przypadkach zawsze mnie to denerwuje. Nie lubię, kiedy ktoś dotyka moich włosów i tarmosi je. Ale w przypadku Louisa nawet przez sekundę nie odczułem irytacji wywołanej tym czułym gestem.
- Jest szansa, żebyś wyzdrowiał? – zapytałem cicho. Poczułem, jak ciało dwudziestolatka nagle się spina.
- Póki co zostałem od razu podjęty leczeniu i są minimalne poprawy. Próbują zwalczyć raka w sposób autogeniczny. Była taka możliwość, a lekarze sami powiedzieli, że na przeszczep można czekać nawet kilka lat. Zdarzają się chorzy, którzy nigdy nie doczekali dawcy…
Wyrwało mi się ciche westchnienie. Nie, nie, nie! Nawet nie było opcji, żeby Louis miał nie doczekać przeszczepu! Tam, w sali szpitalnej, leżąc wtulony w niego, postanowiłem sobie w duchu, że zrobię wszystko, absolutnie wszystko, żeby znaleźć dla niego dawcę. Nie chodziło tu o mnie. Bo owszem, bałem się życia po tym, jak on… No właśnie. Przede wszystkim chciałem, żeby mógł jak najdłużej cieszyć się z tego, jak piękny świat go otacza. I… no… że ma mnie przy sobie. Głupi jestem, że zachowałem się, jak się zachowałem, ale… No, głupi jestem.
- Tak długo o tym wiedziałeś… Dlaczego od razu mi nie powiedziałeś?
- Bałem się, że mnie zostawisz. – Wypowiedział te słowa tak cicho, iż w pierwszym momencie miałem wrażenie, że to tylko wytwór mojej wyobraźni.
- Czyli naprawdę nie jestem skończonym dupkiem, ale skończonym idiotą. Nawet bardziej niż skończonym idiotą. I ty mi jeszcze wybaczyłeś…
- Bo cię kocham, głuptasie.
Pocałował mnie w czubek głowy. Odszukałem jego dłoni, chwytając ją i splatając nasze palce. Wtuliłem się bardziej w jego ciepłą szyję, napawając się jej słodkim zapachem.
- Mogę cię o coś zapytać?
- Jasne. Pytaj śmiało.
- Dlaczego powiedziałeś, że… - Przełknął nerwowo ślinę. – Że mnie kochasz? Skąd ta nagła zmiana?
Milczałem przez dłuższą chwilę, układając sobie w głowie to, co mam mu powiedzieć. Ale jakoś wszystko mi umykało i nic nie trzymało się kupy. Pojawiła się tam nagła pustka. Louis mruknął pod nosem, że pytanie już jest nieważne, na co roześmiałem się lekko.
- Przestań się w końcu bać. Nie żyj strachem przed odbiorem z mojej strony. – Odchyliłem głowę lekko w tył, aby móc na niego spojrzeć. – Nie kocham cię od dzisiaj. Kocham cię od dawna. Tylko musiałem sobie to uświadomić i być pewien swojego uczucia. Nie chciałem cię zranić, gdyby nagle okazało się, że tylko się zauroczyłem, bo to jakaś nowa sytuacja dla mnie. Wtedy, kiedy pocałowałem cię po pogrzebie dziadka, to nie była ciekawość. Coś ciągnęło mnie do tego. I tak właściwie… to twoja wina.
- Co jest moja winą? – zapytał z zaciekawieniem, kiedy zamilknąłem na dłuższą chwilę.
- Zacząłem się zastanawiać, czy te wszystkie dziewczyny, z którymi spałem, dały mi tyle przyjemności, co ty jednym pocałunkiem i... - Przerwałem, słysząc śmiech Louisa. Ej, powiedziałem coś nie tak?
- Przepraszam. – Wydusił, ani na chwilę nie przestając się uśmiechać. – Kontynuuj.
- Strasznie lubię, kiedy się śmiejesz – powiedziałem, ciągle patrząc na jego usta. – Chyba tego mi najbardziej brakowało, kiedy siedziałem przed telewizorem z michą popcornu.
- Mogłeś od razu przyjechać.
Pocałowałem go czule. Ułożyłem głowę na jego ramieniu, przymykając powieki. Poczułem się troszkę senny. Podejrzewałem, że te niewielkie ilości alkoholu i wszystkie zdarzenia tego dnia jednak przyczyniły się do mojego zmęczenia.
- Zrobisz cos dla mnie? – zapytałem. Mruknął na znak zgody. – Od teraz mów mi zawsze o wszystkim, co się dzieje. Nawet jak będzie cię palec swędział, masz mi to powiedzieć. Obiecasz?
- Obiecuję ci to. Zero tajemnic.
- Dokładnie, zero tajemnic.






Macie jedenastkę. Nareszcie oceny wystawione i nareszcie spokój. Tak chciałam coś od siebie dodać tutaj. Może Was rozczarowało to, że Louis jest chory, ale zabierając się za pisanie tego trzy miesiące temu, moją pierwszą myślą było to, że jeden z nich będzie chory. Było to też do przewidzenia, wiele z Was już przy trzecim (jak się nie mylę) rozdziale zorientowało się, że coś jest nie tak. Ale spójrzcie też na to z innej strony, gdyby jednak Lou był zdrowy, nie miałabym tyle pomysłów, żeby dociągnąć to do, chociażby, 20 rozdziałów, ile jest obecnie. A ciągle dopisywane jest co niego i historia rozwleka się na więcej, także to chyba plus, co nie? ;) A także może być teraz niepewność, bo przecież Louis jeszcze nie umiera, a nawet jeśli, nikt nie powiedział, że tak się skończy ta historia. To jeszcze nie jest pewne, dlatego nic więcej nie dodaję. 
No, na koniec mamy nadzieję, że się Wam spodoba i mimo wszystko uda się choć niektórym z Was dotrwać z nami do samego końca. :3 Wspominałyśmy, że jesteście naprawdę wspaniałe? Mimo tych wszystkich gróźb pod ostatnim rozdziałem. <3

46 komentarzy:

  1. Absolutnie wspaniałe! ^^
    Boże, dziewczyno, jak ja zazdroszczę Ci takiego super-hiper-zajebistego pisania. To, co piszesz, zawsze ma w sobie to "coś". Wciąga na maksa i już nie mogę się doczekać 12. :D
    No to pracuj dalej nad kolejnymi cudownymi rozdziałami. :)
    A ja pozdrawiam chłopaków, którzy tak jak ja, lubią One Direction. Musimy kiedyś założyć jakiś klub chłopaków lubiących 1D. ;pp
    Zapraszam także do odwiedzin mojego bloga http://wakacyjny-oboz-z-1d.blog.onet.pl/
    Mateusz "Kossa" :>

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest najlepszy blog jaki czytam, serio. <3

    OdpowiedzUsuń
  3. jestem w szoku, nie wiem co pisać.. tyle wydarzeń, emocji, zwrotów akcji.. wzruszyłam się przeokropnie. umiesz trzymać w napięciu i rozciągać historię w granicach normy (w sensie bez przynudzania) i po każdym rozdziale chce się więcej i więcej.. coś pięknego. jesteście cudowne : * Larrego przedstawiłyście idealnie.. delikatnie i bez przesady, niesamowicie opisane czułe momenty.. BRAWO !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się całkowicie! A co do Harrego, byłoby strasznie smutno, gdyby to on był, bo przecież musiałby umrzeć, nie? Może np niech w ostatnim momencie się ktoś inny znajdzie?:33 A Lou się dowie, że Hazza chciał oddać za niego życie i będzie tak super cudownie.<33

      Usuń
  4. NIECH HARRY BĘDZIE DAWCĄ *______________*
    Tak, niech to bedzie on !
    Co do rozdziału jest boski. Nareszcie Hazz odnalazł się w uczuciach :')
    Naprawdę, przepiękne.
    Miałam wyłączyć komputer, ale przypadkowo włączyłam Twojego bloga i zobaczyłam nowy rozdział wiec od razu wzięłam sie za czytanie haha :D
    Cieszę sie, że dodajecie tak szybciutko rozdziały *___*
    Wasza historia jest taka ... inna. Jedyna w swoim rodzaju .!
    Genialna *O*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noo ! Kompletnie się z tym zgadzamm :)) ^^ Ale to się tag nieźle rozkręcaa -,-

      Usuń
  5. Jedno co myślę po tym rozdziale to jedno wielkie awwwwwwwwww jak słodko. Strasznie mi się podoba ten rozdział i chciałabym już następny.

    OdpowiedzUsuń
  6. powinnyście widzieć moją radochę, jak zobaczyłam powiadomienie u siebie :D
    Harry ty kretynie, nareszcie kurna się skapłeś, bo serio irytowałeś mnie jak cholera.
    Tyyyyle Larry'ego, my life is complete. :D!
    Niech się okaże, że są genetycznie zgodni i niech harry mu odda szpik, to będzie taaaakie romantic:D

    Dziękuję, dobranoc xd.

    OdpowiedzUsuń
  7. To chyba u mnie tradycja, że nie mam czasu na komentowanie rozdziałów. Mimo tego, że każdy czytam z nienaturalną wręcz czcią, to pomimo starań nie potrafię znaleźć chwili czasu.
    Jak już wcześniej powtarzałam, Should Let You Go jest w pierwszej trójce moich ulubionych opowiadań z Larry'm w roli głównej. To taka moja własna perełka, którą potrafię zachwycać się godzinami. Co z tego, że zapominam wtedy o całym otaczającym mnie świecie i żyję światem przez ciebie opisanym? Nic, bo to po prostu oddanie. Nienaturalny wręcz fanatyzm. Nie tylko do tej historii, ale głównie do ciebie.
    I jeśli się nie mylę i dobrze zapamiętałam, a przede wszystkim wyedukowałam, to już za parę rozdziałów czeka mnie to, na co już od dłuższego czasu oczekuję.
    Może to i banalne słowa, które nie potrafią złożyć się w logiczną całość, ale taka jest prawda. Od zawsze powtarzałam, że komentarzy pisać nie umiałam, nie umiem i jestem wręcz stuprocentowo pewna, że umieć nie będę. Niemniej nie powinno to wpływać na mój odbiór i zafascynowanie tym blogiem.
    Jeśli już skończyłam zachwycać się tym opowiadaniem, jako jedną z najlepszych historii, jakie czytałam... a myślę, że tak jest, to może w końcu przejdę do konkretów? Mianowicie, ten z pozoru prosty sposób w jaki opisujesz wszystkie wydarzenia, panujące między nimi relacje, czy po prostu opisy uczuć jest tak hipnotyzujący, że czasami brakuje mi słów na wyrażenie podziwu. Nigdy nie myślałam, że można tak zamanipulować człowiekiem; pobawić się jego odczuciami w można by rzec tak banalny sposób.
    Nie potrzeba wyszukanych słów. Wystarczy chwila obecna, a i tak opowiadanie pozostanie fenomenem.
    Przez to zaczynam wątpić w mój sposób pisania. Może powinnam wziąć przykład z ciebie, hmm? W sumie to wyszłoby mi na dobre.
    W każdym bądź razie (wracając do 11) cieszę się, że Harry w końcu przestał się bać i wyjawił Louisowi, co tak właściwie do niego czuje. Tommo, mając przy sobie kogoś tak idealnego, na pewno da sobie radę :) Wierzę w niego z całego serca.
    A jeśli chodzi o następny rozdział...
    Serce, zranione nie szuka przebaczenia.
    Woli być potępione, zżywa się z duszą, w której odnajduje ukojenie. Ono jednak nie trwa wiecznie.
    ... Z całą pewnością na niego wyczekuję!
    Love xx
    @JBluvsBabycakes

    OdpowiedzUsuń
  8. O matko ! Genialne ! <333
    Kocham Cię dziewczyno !!
    to najlepszy blog jaki czytałam o.o
    i tylko nie pisz mi, że niedługo kończyć czy coś w tym stylu, bo Cię chyba zabiję ! :p
    <33333333333333333333333333333333333333333333

    OdpowiedzUsuń
  9. LARRY ! jesssu ! Zajebiste :3 Chcę już kolejny ! Jaram się tym :)

    OdpowiedzUsuń
  10. bialaczka a rak to nie to samo! jak ma białaczkę to przeszczep szpiku moze pomóc, ale jak raka to jakiś organ, który choroba zaatakowała! np, nerke Harry mógłby oddac!
    ale ogl jesteście MEGAA! tak szyko dodajecie rozdziały i tak genialne ze po prostu nic tylko wam dziękować,dziękować i jeszcze raz dziękować! ale wyczuwam małą kłotnię związaną z tym że Harry obiecał mowic wszystko a Lou o wypadku nie wie!
    ej ale weźcie dajcie nam Larry's Moment(If you know what I mean) ;D
    no to do następnego! xx

    OdpowiedzUsuń
  11. Alee zajebiste .!! :D Pod każdym rozdziałem piszę wam że was kocham za te opowiadanie .<3 W końcu mamy Larry'ego .:D Piszcie jak najdłużej to opowiadanie, abym sie we wakacje nie nudziła. Jesteście MEGAAAA .!!! :D Szybko kolejny rozdział.! I nie uśmiercajcie mi Lou, bo normalnie się załamię psychicznie .!!<33

    OdpowiedzUsuń
  12. To chyba "najsłodszy" ze wszystkich rozdziałów, ale dlatego chyba najbardziej mi się podoba.
    Ojejojejojejojej :< Mam nadzieję, że Louis nie umrze (no kurcze nooo)
    Nie mogę się doczekać dalszych rozdziałów [oczywista oczywistość] <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Uuiuhhhagghh! Jacy oni są słitaśniii!

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudowny. Czekam na nn. ♥ : )
    Zapraszam do mnie. http://life-of-one-direction.blogspot.com/ i http://heart-races.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Zgaduję że Harry będzie dawcą? ;)
    Boże nawet sobie nie wyobrażasz jak ja kocham twój blog! Przeżywam każdą linijkę, czując motylki w brzuchu albo uciski w podbrzuszu, tak jak to opisujesz. Kocham Larrego od dawna, więc jak się domyślasz czytam bardzo dużo takich opowiadań, ale mogę stwierdzić że to jest najlepsze jakie kiedykolwiek czytałam. Jest tutaj miłość, przyjaźń, rozczarowanie, a czasami strach przed zranieniem. Szukałam właśnie takiego bloga. Larry z każdym rozdziałem rozwija się, co mnie bardzo cieszy. Na to czekałam od początku ;)
    JEŚLI CHCIAŁABYŚ TAKIE ,, ZBOCZONE '' ANIMACJE LARREGO TO MOŻESZ DO MNIE NAPISAĆ NA TT @11Puchacz . Proszę dodaj szybko 12 bo nie wytrzymam... :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Po przeczytaniu 10. rozdziału byłam pewna, że Harry przez jakiś czas nie będzie chciał mieć nic wspólnego z Louisem, ale na szczęście żyje sobie na tym świecie ktoś o imieniu Niall! Boże, on przecież ich 'uratował'. Bez niego nadal by ze sobą nie rozmawiali i wszystko byłoby smutne, szare- dzięki niemu Hazza i Lou są wreszcie razem;D I to jest świetne, ponieważ jako para są absolutnie przesłodcy;3
    Wyjaśnienie pod rozdziałem trochę mnie uspokoiło. Skoro Louis ma jeszcze trochę czasu, a choroba nie jest w końcowym stadium, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wyzdrowiał, prawda?;> Przynajmniej ja w to wierzę;) Coś wymyślisz, jestem pewna;3 A jeżeli nie... no cóż, przygotujemy sobie zapas chusteczek, bo na pewno za wesoło nie będzie. Ale póki co jestem dobrej myśli:)
    Czekam na 12. ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. a ja wspominałam, że was kocham? <3
    świetny rozdział! xx

    OdpowiedzUsuń
  18. "Nawet jak będzie cię palec swędział, masz mi to powiedzieć." ashuhasduhuasdhdh rozwalił mnie ten tekst ;D Genialnie piszesz. To najlepsze opowiadanie jakie czytam. szybko dodawaj nowy ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Kurde... Rozdział jak zawsze świetny. Bardzo fajnie opisujesz uczucia. Wszystko co im tam w głowie siedzi. Przez co naprawdę można się wczuć w sytuację bohatera.
    Cieszę się, że w twoim opowiadaniu jest Niall i robi on za przyjaciela Lou. :P Widać, że go wspiera i ta ich rozmowa w szpitalu naprawdę mnie rozczuliła. Taki przyjaciel to skarb. Dobrze, że blondyn też pozwolił wygadać się Harry'emu i chyba uświadomił mu, że on kocha Lou. Bardzo lubię jego postać mimo, że jest jej mało w tym opowiadaniu.
    Cieszę się, że Harry w końcu przyznał się przed Lou, a przed wszystkim przed samym sobą, że darzy chłopaka nie tylko miłością przyjacielską, a tą drugą silniejszą.
    Co prawda Harry ma niesamowitego pecha. W końcu znowu zakochał się w osobie, która ma go zostawić szybciej niż by tego chciał. ;/ Mam nadzieję, że akcja dalej będzie tak ciekawa jak jest.
    Czekam na kolejny rozdział.
    Dreamer www.lovestory-1d.pl

    OdpowiedzUsuń
  20. awwwww *__* Jak słoodko <3 w końcu Harry zrozumial co czuje do Louisa. Ciekawa tylko jestem dlaczego mu nie powiedział o tym wypadku, o ktorym wspomniał Niallowi. Oby się znowu przez takie coś nei pokłócili, gdyby Lou się dowiedział, Niall to powinein zostać psychologiem, no! XD Rozdział bardzo mi się podoba, zresztą jak zawsze, ale to już powinienaś wiedzieć. <3 Cieszę się, że Harry wyznał Lou swoje uczucia. Że Lou mu wybaczyl, jeżeli miał co. ;D Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  21. ja pierniczę, właśnie dobrze, że jest chory, że nie ma w tym takiej szczęśliwej sielanki jak wszyscy oczekują żeby zawsze była we wszystkich opowiadaniach :)
    jej jak ja bym chciał żeby to się nieszczęśliwe skończyło, wiem jest to dziwne życzenie, ale uwielbiam takie zakończenia, bo wtedy ta historia wydaje mi się taka prawdziwa i nie wiem jak to jeszcze określić, pozostawia taki niedosyt? ♥
    jak czytam Twoje/Wasze opowiadanie, to przeżywam to wszystko razem z bohaterami i uśmiecham się do monitora jak dzieje się coś zajebistego

    http://shortstoryabout.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  22. jedenastka już ! jestem zadowolona z faktu, że tak szybko pojawiają się ostatnio rozdziały ;)
    a co do treści do wszystko zeszło na dobrą drogę, chociaż nadal zostaje nam ta nieszczęsna choroba Lou ;/
    a Harry? zmiękł nam ;> wreszcie sobie uświadomił, że kocha Tomlinsona. i to wszystko dzięki Niallowi <3
    jestem ciekawa co wydarzy się w następnym rozdziale ;)
    lifewithfuckinglove

    OdpowiedzUsuń
  23. Cudowny rozdział. Dobry jest tem przełom z chorobą Lou, przynajmniej, jak sama zauważyłaś, coś się dzieje :). Pozdrawiam i zapraszam na historie z 1D http://storyoffaless.blogspot.com/ . Jeśli przeczytasz to skomentuj, to dla mnie ważne :).

    OdpowiedzUsuń
  24. Zgadzam się z poprzednimi komentarzami. Od razu wpadło mi żeby Harry był dawcą. Może to i dobrze - on uratuje Lou i razem będą żyć długo i szczęśliwie, albo ktoś inny da i Lou wyzdrowieje i będą żyć długo i szczęśliwie. NIEWAŻNE byle żyli długo i szczęśliwie, bo inaczej dostane zawału, umrę i będziesz mnie miała na sumieniu!!
    Ja nie wywieram żadnej presji, skąd.:P Ok to był dziwny komentarz tak samo jak ja więc już skończę bo zaraz napisze więcej głupot.
    Do następnego. paaaaaa *psychol O_o*

    OdpowiedzUsuń
  25. widzę, że nie tylko ja pomyślałam o tym, by Hazza był dawcą <3
    rozdział piękny, wspaniały, romantyczny, wzruszający, Boże. brak słów. MASSIVE THANK YOU za ten part. kocham Was! <3
    i zapraszam do mnie na Larry'ego :* [http://heart-without-you.blogspot.com/]

    OdpowiedzUsuń
  26. Jezu jak ja kocham tego bloga. To jest najlepsze opowiadanie jakie do tej pory czytałam. Kochaaaaaaaaam. Błagam was nie kończcie tego nigdy. NIGDY. Czytałam ten rozdział z pięć razyi przeczytam jeszcze nie raz. Kocham. Czekam z wielką niecierpliwością na nn. ;**
    Zapraszam do mnie.: http://youreallivegot.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  27. Jestem w niebie *___* Jeden z najlepszych blogów jaki kiedykolwiek czytałam :') Po raz kolejny się popłakałam , jejuu . <3 / http://soyourteacherisgay.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  28. Ojacie ! :<
    Ja chcę jużk olejny rodział!
    Zapraszam do siebie
    -> http://hungry-for-affection.blogspot.com - Blanca xx

    OdpowiedzUsuń
  29. boże, jest poniedziałek przed piątą nad ranem, na polu już jasno a ja od pewnie jakiejś 1 czytam i czytam! Wspaniale, będę odsypiać 2 tygodnie xd Ale opowiadanie na prawdę cuuuuudne! :* czekam na następny rozdział, to znaczy na następne 100 najlepiej ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne.! Po prostu oderwać się nie mogłam :). Podziwiam talent i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy;p Zapraszam też do mnie

      http://boy-from-bakery.blog.onet.pl/

      Pozdrawiam.! :)

      Usuń
  30. Ja-pier-do! Dziewczyno, wciągasz na maksa! Tzn, to co piszesz :). Znalazłam twój blog wczoraj na telefonie koło godziny... 21? Tak mnie to wciągnęło, że czytałam to do 1 w nocy! Rzecz jasna przeczytałam dosłownie wszystko. Od pierwszego rozdziału podejrzewałam, że Lou jest chory, nawet myślałam na białaczkę, bo tak co jakiś czas wspominał o życiu i śmierci itd. Przeważnie zniechęcam się do blogów, które mają już trochę rozdziałów i w dodatku długich ale jak przeczytałam wstęp to pomyślałam 'jebać to, dam radę!'. No i ot poznałam przepiękną historię, która dała mi coś do myślenia, za co dziękuję, bo już dzisiaj zmieniłam coś w swoim życiu z czego jestem dumna :).

    Zapraszam do mnie na 1d-offcamera.blogspot.com
    Pozdrawiam. xx

    OdpowiedzUsuń
  31. kiedy mogę się spodziewać następnego?? bo ciekawość mnie zżera okropnie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miał być dzisiaj, ale jednak to nie będzie możliwe. Także jak już coś to raczej jutro, najpóźniej że środę. :3

      Usuń
  32. O jejku! Czytam i czytam. Dopiero teraz zorientowałam się, że przeczytałam ten rozdział już siódmy raz! Z reguły rzadko komentuję blogi, jeśli już to znajomych, ale dziewczyno.. Talent. :) Nie powiem, zakochałam się. Tak cudownie są tu opisane wszystkie sceny, tak delikatnie rozpisujesz zachowania Lou i Hazzy. Ląduje w ulubionych, obserwowanych i co tam jeszcze. JESTEM TWOJĄ FANKĄ NUMER 1! No i tradycyjnie: zapraszam do siebie. Nie jest tak wybitne, jak to cudo, no ale... ;) no-more-fears-no-more-crying.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  33. Coś wspaniałego, niesamowitego i niezwykłego. Te rozdziały, po tym jak kazdy znich wie że ten drugi nie jest dla niego obojętny sa coraz piekniejsze. Ostatnie sceny w szpitalu KOCHAM! Mam nadzieję że dotrzymasz słowa i Louis nie umrze, bo Harry znowu się stoczy na samo dno. Ja sobię nie mogę wyobrazić że oni nie sa razem. To jest niemożliwe i sama o tym wiesz. Nawet nie zauwazyłam ze ktoś to piszę, tak się wczułam w tekst że mam wrażenie iż sam Harry albo Louis mi o tym opowiada. NIESAMOWITE!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  34. ja to po prostu uwielbiam :)) a najbardziej te wszystkie teksty o erekcji i wgl, haha, GIVE ME MORE! :))xX

    OdpowiedzUsuń
  35. Wspaniałe! Najlepszy blog jak czytałam! Nie ma słów, żeby to opisać! Po prostu piękne! Zazdroszczę Ci talentu do pisania i pomysłów. Pozdrawiam. <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  36. Bardzo fajny rozdział ;D przyjemnie się go czytało, dzięki dziewczyny ;*

    OdpowiedzUsuń
  37. Odpowiedzi
    1. o czym ty mówisz? jeśli chodzi o mnie, to nikomu nie ukradłam pomysłu, broń boże. gdzie się spotkałaś z tym samym?

      Usuń
  38. Tak, wiem, że jest 2016 i chyba już nikt nie zobaczy tego komentarza, ale to jest... Genialne. Zupełnie, jakbym czytała książkę, a nie zwykłe fan fiction.
    Ma w sobie ,,to coś''. Nie jest sentymentalne, wszystkie wątki cudownie opisane i idealnie rozwinięte... Byłoby cudownie, gdyby kiedyś, w przyszłosci ktoś wydałby to w formie książki :D

    OdpowiedzUsuń