piątek, 20 lipca 2012

Epilog - should let you go.



Dzisiaj także mamy dla Was kilka słów na wstępie. I chociaż zapowiadałam mój żmudny monolog, to mam nadzieję, że nie będzie to aż tak długie. Postaram się streścić wszystko w paru słowach. 
Na sam początek chcemy BAAAAAAARDZO PODZIĘKOWAĆ za cały czas, który poświęciliście SLYG. Kiedy czytałam na gg, czy w komentarzach, jak piszecie, że poświęciliście przeczytaniu tego ładne kilka godzin, bo dopiero co znaleźliście bloga, i moja, i Sabiny buzia automatycznie się otwierały. To naprawdę miłe, bo sama wiem, że jak jest dużo tekstu, to aż się odechciewa czytać.  Podziękowałybyśmy każdej z osobna, ale to zajęło by dużo więcej miejsca, niż sam epilog, który tam niżej czeka na Was (jeśli czytacie w ogóle to, co tutaj piszę ;d). Nie odpowiadamy też na Wasze komentarze, bo ciągłe pisanie "dziękuję" byłoby nudne. Wy przecież dobrze wiecie, że za każde słowa, nawet, jeśli te komentarze są strasznie długie (co nam oczywiście w żadnym wypadku nie przeszkadza :3), albo bardzo króciutkie, my się uśmiechamy i widzimy, że jest sens pisać, bo są osoby, które to opowiadanie naprawdę lubią i z chęcią czytają. Także jeszcze raz dziękujemy. <3
Oczywiście, nie zmuszałyśmy Was do komentowania przez cały czas trwania SLYG, bo wiem, że niektórym może się po prostu nie chcieć pisać nic od siebie, ale i tak by to czytały. Ale jeśli to nie byłby kłopot, to teraz, w tej chwili chciałybyśmy bardzo ładnie poprosić każdą osóbkę, która przeczytała wszystko od początku, włącznie z epilogiem, o zostawienie tych kilku słów, co sądzi na temat całości. Byłybyśmy dozgonnie wdzięczne.
Jeszcze odnośnie nowego opowiadania, które mamy zamiar zacząć pisać za jakiś czas... Ciągle wahamy się, czy to ma być Larry. Ja wiem, wszyscy go kochamy, bo jakżeby nie, ale po pierwsze, nie bardzo ten pairing pasuje mi do fabuły (choć w sumie mogłabym zrobić, żeby pasował), a po drugie, nie chcę ciągle tylko o nich pisać. Także nadal nie powiemy Wam, który bromance będzie później, wszystko możliwe. Jakby co, będziecie mieć malutki "suprajs". Najwyżej komu nie przypadnie do gusty pomysł, jak i prolog, który postaram się napisać, choć jestem w tym słaba, to po prostu nie będzie czytał. :) A, dla jasności, kolejne opowiadanie również będzie tutaj umieszczane. Żeby potem nie było nieporozumień. 

Teraz już moje ostatnie słowa na tym blogu, przynajmniej w poście. Nie wiem, czy epilog wyszedł taki epicki, jak niektóre z Was chciały, ale wyszło, co wyszło. Pozostawiamy Wam do oceny zakończenie SLYG. Sądzę, że tak, jak się skończyła historia, jest tak, jak powinna się skończyć. Od samego początku, od pierwszych rozdziałów, które zaczęłam pisać miałam wizję na sam koniec. Także mam nadzieję, że mimo wszystko spodoba Wam się. 
Także teraz już do nowego opowiadania. Mamy cichą nadzieję, że chociaż połowa z Was zostanie z nami bez względu na to, jaki bromance dalej wybierzemy. :3
Tam jest w połowie tekstu muzyka, gdyby ktoś chciał, bo jedna z Was pisała do mnie na emaila, że chciałaby coś takiego, także do wyboru, do koloru. :) 
A, i w razie kontaktu, szukajcie nas na twitterze. Jeśli chcecie, follujcie, jeśli chcecie z nami popisać, to piszcie, nie gryziemy. Teraz najłatwiej tam będziecie mogły nas złapać, także pytania, wiecie, gdzie kierować. :3 







Kiedyś, gdyby ktoś powiedział mi, że spotka mnie w moim krótkim, dziewiętnastoletnim życiu pierwsza prawdziwa miłość, za którą byłbym w stanie oddać wszystko, co mam, wyśmiałbym go w twarz. Przecież ja, Harry Styles, obiekt westchnień niejednej nastolatki, nie mógłbym się zakochać, mając co noc inną kobietę. To irracjonalne. Na domiar wszystkiego, gdyby ktoś powiedział mi, że tą osobą, dla której stracę głowę będzie mężczyzna, padłbym na ziemię i nie mógł powstrzymać śmiechu. A jednak patrząc na to wszystko uświadamiam sobie, że nigdy nie wiadomo, co los nam przyniesie i przede wszystkim, nie należy tego odrzucać ani unikać.
Spotykając Louisa, tak naprawdę przez myśl mi nie przeszło, że zaprzyjaźnię się z takim sztywnym kujonem. Poznając go bliżej odkryłem, że jest osobą wartościową, która dąży do wyznaczonych sobie celów i nie poddaje się mimo przeciwności losu. Nauczył mnie też, że lepiej jest znaleźć jedną osobę, którą będziesz mógł nazwać prawdziwym przyjacielem, niż tkwić w gronie osób, które jedno twoje potknięcie rozpowiedziałyby wszystkim osobą lubiącym dokuczać innym. Uświadomił mnie też, że nie trzeba się wstydzić tego, kim się jest. Nawet jeśli inni nie odbieraliby ciebie pozytywnie, najważniejsze jest, abyś ty sam miał do siebie szacunek.
Mhm, nie. Nie myślcie sobie, że Louisa już nie ma. Co prawda czekałem pod salą długie godziny. W międzyczasie dołączyła pani Tomlinson wraz z Lottie, Chrisem, Daisy, Phoebe i Fizzy. Louis dwa dni przed operacją podarował każdej z dziewczynek skromny prezent, który zawsze by miał przypominać o nim. To głupota, przecież wiadomym było, że Louis będzie żył.
Lekarz powiedział, że jeżeli do czterdziestu ośmiu godzin nie wedrze się infekcja do organizmu, choroba ustąpi. Cieszyłem się ogromnie, bo to oznaczało, że jeszcze długie lata przed nami i będę mógł zrobić z nim jeszcze więcej szalonych rzeczy, niż do tej pory.
- Mogę się z nim zobaczyć? - zapytałem, kiedy lekarz skończył mówić.
- Ale tylko jedna osoba – powiedział, uważnie patrząc na całą rodzinę.
Mama Louisa od razu kiwnęła twierdząco głową. Spojrzała na syna przez dużą szybę, łapiąc się za usta. Widziałem, że powstrzymywała płacz. Lottie objęła ją, opierając policzek o głowę kobiety, dodając jej w ten sposób choć trochę otuchy. Spojrzała na mnie i skinęła twierdząco głową, dając mi tym samym pozwolenie na wejście.
- Pan Tomlinson powinien zacząć wybudzać się za niedługo – oznajmił lekarz, zostawiając nas samych.
Wszedłem powoli do pomieszczenia. Zlustrowałem twarz Louisa, czując mocne ukłucie w sercu. Naprawdę bałem się o niego. I chociaż Louis przeszedł operację bez zbędnych komplikacji, zagrożenie nadal było. Podszedłem powoli do łóżka, nie odrywając wzroku od jego twarzy. Znałem każdy jej milimetr na pamięć. Z przymkniętymi powiekami wyglądał, jakby właśnie spał. A usta… lekko rozchylone, były teraz bledsze niż zwykle. Rozrzucone wokół, ciemne włosy kontrastowały z bielą pościeli. Louis wyglądał jak bezbronny chłopiec, którego tak bardzo pokochałem za jego podejście do świata. Usiadłem niepewnie na niskim taborecie, który postawiony był zaraz obok małej szafeczki przy łóżku, na którym leżał chłopak. Ostrożnie ująłem jego dłoń, lekko muskając wargami. Bałem się wtedy, że mogę go skrzywdzić samym dotykiem, czy moją obecnością.
- Już po wszystkim, Lou – wyszeptałem, czekając, aż się obudzi.
Nie minęło wiele czasu. Byłem pewien, że nie minęła nawet godzina, jak Louis zaczął się powoli wybudzać. Oczywiście zaraz po otworzeniu oczu, odetchnął głęboko, zaciskając mocniej palce na mojej dłoni.
- Bałem się, że cię nie zobaczę – wychrypiał i odetchnął głośno z ulgą.
- Obiecałem, że będę. A ja obietnic zawsze dotrzymuję – zauważyłem, nachylając się w jego kierunku i składając na jego ustach delikatny pocałunek.
Pierwsze, co zrobiłem, to poinformowałem o tym lekarza. I później zaczęło się. Każdy chciał się zobaczyć z Louisem, oznajmić, iż cieszy się z faktu, że operacja się udała, i że zdołał wybudzić się z narkozy. Lekarz jednak prosił, żeby nie męczyć za długo pacjenta i dać mu odpocząć przynajmniej do rana.
Dlatego ja miałem swoją chwilę z Louisem dopiero następnego dnia w południe. Po trzynastej przyjechałem z hotelu i zastałem Louisa w takim samym stanie. Zmartwiłem się, że nadal jest blady i osłabiony, ale lekarz powiedział, że tak może być po operacji. Usiadłem na swoim poprzednim miejscu, chwytając Louisa za dłoń.
- Jak się czujesz dzisiaj? – zapytałem, gładząc go po policzku.
- Lepiej, chyba  – odparł słabym głosem. – Właśnie myślałem o tobie – dodał, uśmiechając się.
- Co takiego? – zapytałem z ciekawością, nie mogąc powstrzymać wesołego grymasu twarzy.
- Zbliża się lato… - zaczął, przymykając powieki. A z jego ust ani na chwilę nie schodził uśmiech. – Uwielbiam lato, bo właśnie wtedy ciebie poznałem.
- Louis, o czym ty...
- Marzyłem wtedy, abyś któregoś dnia był mój – ciągnął, ignorując moje słowa. - I tylko mój. Żebyś uśmiechał się do mnie z miłością, przytulił, był w każdej sytuacji, pocieszył, kiedy byłoby mi źle… A gdy to wszystko się stało, nie chciałem od życia nic więcej. Marzyłem, abym kiedyś mógł ci powiedzieć, jak bardzo kocham skończonego dupka z Nowego Jorku, który już przy pierwszym spotkaniu skradł moje biedne serce.
Chłopak otworzył szeroko oczy, sięgając dłonią do mojej twarzy. Kciukiem zatoczył zarys moich ust, uśmiechając się do mnie słodko.
- Marzyłem, aby kiedyś te usta pocałowały moje, abym mógł się w nich zatopić, zapominając o bożym świecie.
- Louis, proszę cię, nie rób tego – szepnąłem błagalnie.
Kątem oka dostrzegłem ruch za dużą szybą w ścianie. Poza pielęgniarką, która pędziła gdzieś korytarzem, dostrzegłem także całą rodzinę Louisa. Widzieli strach wymalowany na mojej twarzy.
- Chcę cię przytulić, Harry.
Pewność głosu Louisa sprawiła, że spojrzałem na chłopaka z przerażeniem. Bez wahania usiadłem na skraju łóżka, obejmując kruche ciało chłopaka. Gdy tylko delikatnie oplótł mój kark i westchnął cicho, poczułem w środku niewyobrażane uczucie. Jakby coś ciężkiego usiadło na moim żołądku, a serce pracowało ciężej niż zwykle. Wciągnął głęboko powietrze przez nozdrza, wypuszczając ustami.
- Lubię twój zapach. Tak pachną najszczęśliwsze chwile mojego życia. - Odepchnął się lekko, spoglądając w moje oczy. – Mówiłem ci już, jak bardzo wyjątkowy dla mnie jesteś? – zapytał nagle.
Byłem oszołomiony całą tą sytuacją. Nie umiałem nic powiedzieć, za to czułem, że z moich oczu płynie coraz więcej łez. Wyszeptałem cicho, aby tego nie robił, mając nadzieję, że zrozumie, co mam na myśli. Oparłem swoje czoło o jego. Louis potarł lekko swoim małym noskiem o mój, uśmiechając się ostrożnie. To co mówił, było piękne, ale obawiałem się, że to… Nie umiem o tym myśleć.
- Nie odchodź – wydusiłem z siebie, zaciskając wargi w wąską linię.
- Obiecasz mi coś?
- Absolutnie wszystko – odparłem ożywiony, bez chwili zastanowienia.
Powtórzę się pewnie, ale ja naprawdę byłem gotów zrobić dla niego wszystko. Nawet gdyby chciał, odszedłbym razem z nim i spotkalibyśmy się prędzej, niż to możliwe. Co w sumie nie jest wykluczone, bo ja naprawdę nie będę potrafił poradzić sobie tutaj bez niego.
- Uśmiechaj się ciągle. Wiesz, że to w tobie kocham najbardziej. A kiedy już umrę, chcę móc nadal napawać się twoją radością, twoim uśmiechem… - Westchnął głęboko, zwilżając wargi językiem. – Chcę, abyś znalazł sobie kogoś, kto da ci dużo szczęścia. Kogoś, przy kim będziesz czuł się wyjątkowo. Kogoś, kto sprawi, że twoje serce będzie szalało z radości na widok tej osoby. Kogoś, komu powiesz „kocham cię” ze szczerością.
- Ty jesteś tym kimś. Przy nikim innym nie poczuję się tak, jak czuję się przy tobie, Louis. Oboje to wiemy – wtrąciłem.
Chłopak otworzył na chwilę oczy, patrząc na mnie z niewyobrażalnej bliskości. Tak, z pewnością jego cudowne tęczówki będę miał za każdym razem przed oczami, kiedy tylko przymknę powieki.
- Chcę, abyś miał dzieci. Ogromną gromadkę małych kopii mojego ukochanego Harry’ego. – Uśmiechnął się nikle. Słyszałem, jak z każdym słowem jego głos słabnie, co wywołało u mnie jeszcze więcej łez. – Nadaj jednemu z nich imię Louis, dobrze?
- Przepraszam, Lou, ale ja… ja nie mogę ci tego obiecać. Po prostu wiem, że z  nikim nie zwiążę się na stałe. O ile w ogóle zwrócę na kogoś uwagę. W moim sercu nie będzie miejsca dla nikogo innego. Jesteś tam tylko ty. Tylko ty, Louis – zapewniłem go.
- Wierzę, że z czasem zmienisz swój tok myślenia i pozwolisz zakochać się swojemu sercu, mój ty kochany kociaku.
Poczochrał lekko moją czuprynę. Jego słowa spowodowały, że na całym moim ciele pojawiła się gęsia skórka.
- Mówisz, jakbyś się żegnał – wyrzuciłem przez łzy, na co Louis uśmiechnął się krótko.
- Pewnie tak jest. – Westchnął, wplatając dłoń w moje loki. – Wiesz… kiedyś byłem gotowy stawić czoła śmierci, ale dzisiaj… Dzisiaj jest mi trudniej, bo ja… uhhh. Chcę tylko wiedzieć, że kiedy mnie już zabraknie, nie stanie ci się krzywda i poradzisz sobie. Nigdy nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś ci się stało z mojego powodu, Harry.
Powoli zbliżył się do mnie, nieśmiało całując w usta. Delikatnie, z czułością i miłością, jaką mnie darzył. Oddałem pocałunek, obejmując go mocno, jakby to miało utrzymać go przy życiu. Chciałem, aby ten moment trwał wiecznie. Abym mógł smakować jego ust przez całą resztę naszego WSPÓLNEGO życia.
- Kocham cię, jak nikogo innego, Harreh – wyszeptał, ponownie oplatając mój kark.
Ufnie wtulił się we mnie, zaciskając lekko palce na mojej koszulce. Po krótkiej chwili poczułem coś mokrego na moim karku. To była łza, która spłynęła po jego policzku. Pogładziłem go po plecach, chcąc mu dodać otuchy. Choć po moich policzkach lało się coraz więcej łez, a uczucia w środku mnie mieszały się ze sobą powodując, że chwilami nie dałem rady oddychać.
Aparatura, która wychwytywała bicie serca, nie dała mi się słyszeć, dopóki nie zorientowałem się, że ucisk Louisa słabł, a jego ciało stawało się coraz cięższe. Maszyna, do której był podpięty zamiast pojedynczych piknięć zaczęła dźwięczeć po całej sali jednym, ciągłym piskiem. W pierwszej chwili pomyślałem, że może niefortunnie naderwałem jakiś kabelek, ale kiedy do pomieszczenia wpadli lekarze i pielęgniarki, które zaczęły mnie odciągać od Louisa, uświadomiłem sobie, że on… Umarł. Umarł w moich ramionach. Umarł z uśmiechem na twarzy, a ja z wielkim bólem zacząłem coraz bardziej zalewać się łzami, patrząc, jak oddział szpitalny biega wokół mojego Louisa. I krzyczałem, żeby mnie nie zostawiał. Żeby wrócił. Że go kocham…
Ale słowa są przecież niczym. Słowo ma swoją moc, ale nie przywrócisz nim życia osobie, która pomimo śmierci nadal jest całym twoim światem. Tak naprawdę nigdy nie doceniasz tego, co masz, dopóki tego nie stracisz. W moim przypadku było to coś najcenniejszego. Przyjaźń odbudujesz. Miłość odzyskasz. Na dobra materialne zarobisz. Życia ludzkiego nie przywrócisz. To była ta najboleśniejsza strata. Myśl, że ktoś, kogo kochasz, leży teraz pod zimną ziemią, sprawia, że boli cię nie tylko serce, ale i twoja dusza. Bo tak naprawdę nie ma nic cenniejszego niż życie. A ja zacząłem to dostrzegać zbyt późno. Zdecydowanie zbyt późno. Żałuję wielu rzeczy. Naprawdę wielu. Ale na pewno nie tego, że rodzice wysłali mnie do Doncaster. Bo tutaj tak naprawdę odkryłem, co to znaczy być szczęśliwym i kochać.
Wiem, że to usłyszysz, Louis, dlatego to powiem. Naprawdę, nigdy w życiu nie kochałem nikogo tak mocno, jak kocham cię nadal. I nigdy nie pokocham. Do zobaczenia, Lou.

305 komentarzy:

  1. Wiecie, że w tej chwili ryczę, jak głupek nad tą piękną historią?
    Płaczę, choć jest to tylko opowiadanie. To się nie dzieje naprawdę. Mimo wszystko, to Wy doprowadzacie mnie do takich emocji. Każdym swoim słowem, w tym wszystkim co tu piszecie budzicie we mnie niesamowite uczucia. I to jest piękne! Że swoim talentem i tym, że potraficie go wykorzystać, obdarowujecie nas takim cudownym prezentem. Nigdy nie zapomnę tego, co dla nas zrobiłyście. To Wy jesteście wspaniałe! I to nie Wy powinnyście dziękować. To my.
    W imieniu wszystkich czytelniczek SLYG, chciałabym powiedzieć jeszcze jedno słowo:
    DZIĘKUJEMY!

    pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie to samo chcialam powiedziec. *_* I tak, dziekujemy. BARDZO DZIEKUJEMY. Ja juz nie dam rady nic napisac, lzy zamazuja mi wszystko...

      Usuń
    2. ... ooo ... nie no po prostu rycze tu jak bóbr! ... Jesteście genialne! Ten epilog jest ... aa... nie mam słów. Czytałam każdy rozdział. Na każdy czekałam z niecierpliwością. Kocham to opowiadanie i kocham was dziewczyny. Macie niezaprzeczalny talent. Obojętnie o kim bedzie kolejne opowiadanie wiem, że będzie niesamowite ;**

      Usuń
    3. O Boże... Co tu napisać... płacze, bo mnie to dotknęło.
      Nie wiem co napisać... dziękuje Wam dziewczyny,że mogłam przeżyć coś tak wspaniałego jak to. Ciągle łzy lecą mi strumieniem. Mam nadzieje na więcej historii ale może ze szczęśliwym zakończeniem :). Naprawdę dziękuję wam za to opowiadanie
      trzymajcie sie :*
      xoxo Harriet

      Usuń
  2. O matko! Zwariowałyście! Płaczę jak debilka! No mam całą twarz we łzach! DLACZEGO?! ahh.. ale mogłam się tego spodziewać, bo ta pewność Hazzy mnie na to przygotowała.
    Jeśli chodzi o całość to dla mnie najlepsze opowiadanie o Larry jakie dotychczas czytałam. Wspaniałe opisy postaci, emocji, uczuć. Bardzo fajny pomysł i niesamowita fabuła. To ja bardzo dziękuję, że mogłam czytać coś tak wspaniałego.
    Już nie mogę doczekać się nowego opowiadania. <3

    OdpowiedzUsuń
  3. A prosiłam, błagałam o happy end. Ale wiecie co? Tak jest nawet lepiej. I chciałabym w tym miejscu móc napisać, że rozryczałam się jak bóbr (co pewnie zrobią wszyscy poniżej), ale co was będę oszukiwać. Przykro mi, nie płakałam. Mimo że czuję ogromną golę w gardle i mam ochotę wyrzucić teraz z siebie wszystko, co się we mnie skumulowało przez ostatni czas, nie mogę. Wspominałam chyba, że już nie potrafię płakać, prawda? Chcę tylko, żebyście wiedziały, że mimo wszystko wywołałyście we mnie tak skrajne emocje, że chwilami sama byłam zaskoczona swoimi reakcjami. Pamiętam jak przy pierwszych rozdziałach na tym blogu, czytałam pewien fragment około drugiej w nocy i zaczęłam się tak histerycznie śmiać, że musiałam przycisnąć sobie obie ręce do ust i wstrzymać na chwilę oddech, żeby nie obudzić wszystkich w domu. A teraz siedzę jak ostatnia kretynka i nawet się rozpłakać nie umiem. Wiecie, jakie to trudne?
    Przepraszam, rozpisuję się o swoich problemach, mimo że miałam pisać o waszym opowiadaniu.
    Myślę, że nie będziecie miały mi za złe, jeśli pod tym ostatnim rozdziałem SLYG napiszę coś jeszcze dłuższego niż zwykle, prawda?
    Jeśli macie coś przeciwko, to już z góry przepraszam.
    Pamiętam tę historię od początku do samego końca. Każdy moment Larry'ego. Od pierwszego, do ostatniego, w którym na zawsze się żegnają. Dlaczego musicie sprawiać, że czuję się jakbym była niestabilna emocjonalnie?
    Cóż, nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia, co mogłabym tu jeszcze napisać. Nie mam słów, by wyrazić to, co teraz czuję. To złe.
    Może po prostu podziękuję wam, że byłyście, jesteście i będziecie. Że pisałyście i nie porzuciłyście tej historii. Wiele osób czyta tego bloga, chwilami sama uśmiechałam się na widok liczby komentarzy. Matko, cieszę się waszym szczęściem, ale mimo wszystko uważam, że zasługujecie na jeszcze więcej. Jak najwięcej. Jak najlepszego.
    Dobrze, myślę, że z mojej strony to tyle. Jeszcze raz dziękuję.
    No i oczywiście czekam, czekam na nowe opowiadanie bez względu na to, jaki będzie pairing. Bo szczerze mówiąc, uwielbiam wszystkie *-*
    Dziękuję, kocham, pozdrawiam,
    Kamila x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie musiałaś płakać, każdy może to odbierać inaczej. Grunt, to szczerość. Lepiej napisać, że się nie płakało, niż rozpisywać, jak to się "ryczało", choć w rzeczywistości było zupełnie inaczej.
      My Cię tu pamiętamy od samego początku. Każdy Twój komentarz pod rozdziałem, który sprawiał nam radość, bo komentowałaś bezinteresownie, bez żadnego "zapraszam do mnie" i słowa, jaki super to rozdział. I to jest wyjątkowe, co napisałaś pod koniec. Że cieszyłaś się naszym szczęściem, bo to rzadkość w tym czasach. Ty jesteś niesamowita, naprawdę.

      Usuń
  4. Ryczę. Jak małe dziecko. Jezusie... nie wiedziałam.ze tak sie skonczy . miałam nadzieje ze przezyja ale ... nie moge no nie mg to jest najlepiej napisane opowiadanie na świecie pod poprzednim rozdzialem napisalam juz wszystko co miałam . wiec pisanie znow bd bez.sensu.... brak mi słów ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Jezu ... ja nie wiem co powiedzieć . Po prostu nie wiem , doprowadziłyście mnie do stanu do jakiego jest mnie bardzo trudno doprowadzić . Płacze jak jakaś głupia . I wiem że dziś już chyba nie przestane . Całą noc pewnie przesiedzę czytając to w kółko , słuchając tej piosenki i płacząc ... Właśnie dla tego nie lubię smutnych zakończeń , bo strasznie nie lubię płakać. Ciekawe co by sobie o mnie teraz ludzie pomyśleli.? Siedzi przed laptopem i ryczy. Ja zawsze wiedziałam że jestem dziwna , chociaż zdziwiłabym się gdyby ktoś po przeczytaniu tego nie płakał .

    A co do nowego opowiadania , to oczywiście ja jestem za Larry'm . Ale nawet jeśli zaczniecie pisać coś innego to i tak będę to czytać . Wy macie po prostu talenty. I dobrze wam radze , nie zmarnujcie ich ...

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham twój blog
    Boże wiesz że teraz rycze :'(
    Na początku czytania tego epilogu byłam pewna że Lou nie przeżyje, ale miałam taką nadzieje że jednak... Hmmm Harry się zestarzeje z Lou. No cóż, nie wszystko się dostaje. Chce tylko powiedzieć, a raczej napisać że świetnie piszesz i czekam na nowe opowiadanie. Mam nadzieje że tym razem napiszesz o niam'ie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Skończyłam czytać dokładnie 36 minut temu po sześciu kiedy skończyłam na przemian płakać i kląć zaczęłam pisać komentarz... no ale pustka w głowie próżnia zamiast mózgu.. i tak od ponad pół godziny ślepię w monitor i myślę, piszę jedno zdanie.. usuwam.. znowu coś piszę dochodzę do wniosku że to bez sensu i znowu usuwam i właśnie uświadomiłam sobie że to chyba pierwszy raz w moim życiu kiedy naprawdę brak mi słów! Zazwyczaj mam do powiedzenia aż za dużo a teraz po prostu jednego sensownego zdania nie potrafię napisać! Dobra dzisiaj to nie ma sensu najwyraźniej mózg sobie wypłakałam albo mi wyparował przez zajebistość waszego bloga nie wiem...Jeżeli mój umysł do jutra wróci do stanu "przed przeczytaniem epilogu SLYG" to postaram się napisać jakiś bardziej sensowny komentarz obiecuję :) Ale żeby nie było wątpliwości to będzie na pewno pozytywny komentarz :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Minęło 5 minut od kiedy przeczytałam ten rozdział.. epilog.
    Leżę na łóżku z telefonem w ręku..
    Za ścianą znajdują się rodzice.
    Dławię się łzami...
    ręką trzymam usta, by tłumić nierównomierny oddech i uspokoić się..
    Co chwila wybucham niepohamowanym płaczem, ale pomimo tego piszę ten komentarz.
    Zawsze pisałam, od kiedy znalazłam ten blog. Był wyjątkowy. piszę w formie przeszłej, ponieważ to.. to już koniec. Koniec historii Larrego Stylinsona. Koniec martwienia się czy Lou wyjdzie cało z tej choroby. Koniec uroczych sytuacji, kiedy to obaj rumienili się na swój widok, na swoje gesty, które tylko były znaczące dla tej nich. Koniec...
    Chyba jeszcze się nie uspokoiłam, dalej samowolnie łzy spływają po moim policzku.
    Pamiętacie mój komentarz, w którym chciałam doradzić, by to skończyło się śmiercią Lou ? .. Teraz nie wierzę w swoje słowa. Wspominałam, że jestem bardzo przywiązana do tego .. do tego wszystkiego, do .. yww, znowu płaczę..
    . . . . . to śmierć dziadka połączyła ich razem, teraz kolejna śmierć musiała na stać*, by ich rozdzielić. Pożegnanie Lou .. Ja chyba nigdy się nie uspokoję. ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lou bał się śmierci, bał się o Harrego, nie miał pewności czy sobie poradzi, czy ułoży sobie dalej życie zapominając o pierwszej prawdziwej miłości. Musiał o to poprosić, by ten żył dalej.
      jednak czy byłoby mu łatwo to zrobić ? Ja ledwo co mogę sprawić, by moja psychika nie legła w gruzach. Jakie to głupie, przywiązać się do słów. Rzecz materialna ..
      Nigdy nie chciałam, by to opowiadanie zakończylo się. Mogło trwać dalej jak 'moda na sukces' , prawda ?
      Jaka jestem głupia - wszyscy mogą potwierdzić czytając moje słowa. Nie jestem jedyną która czytając to miała łzy w oczach i wielką chęć zatrzymania tego wszystkiego. Sprawienia by żył dalej.
      Marzenie, nie ? Ile piszę swoją wypowiedz ? 20 minut wliczając napady płaczu ?.no około tego.
      Czytając słowa, które Lou kierował do Hazzy, nie sądziłam że to koniec. Mimo wszystko byłam w przekonaniu, że czeka nas happy end i w epilogu zmieścisz jeszcze scenki z ich ślubu , na którym wszyscy będą szczęśliwi.
      Z całego serca życzyłabym im jak najlepiej. Teraz, kiedy nie ma już naszego Boo Beara to .. Yww.. ;(
      Co z jego rodziną ? Jego mama, siostry.. a te podarunki przed operacją i kiedy Harrieh, był wręcz pewny , że wszystko pójdzie tak, jak trzeba. Będą przypominały dziewczynką o zawsze kochającym bracie. Był dla nich wzorem, godzien naśladowania. A co z mamą Harrego ? Kiedy poznała Louisa była nim zachwycona, kiedy dowiedziała się że jej syn kocha go - również starała się przyjąć to do wiadomości. Teraz będzie widywać swojego syna na skraju załamania.
      Banalnie brzmi, ale tak, dziękuję Wam za te opowiadania do którego wracałam kilka razy, nie z nudów, tylko po to by na nowo przeżyć wszystko , co działo się do tej pory. Jestem przekonana, że wrócę tutaj by ponownie przeczytać historię o Larrym, który prawdę mówiąc zmienił mnie. Tak, zmienił. Czy kiedykolwiek moglo by komuś wpaść to do głowy, że opowiadanie, na ogół normalne, nie różniące się od innych opowiadań o tego typu tematyce, może zmienić postawę oraz docenić otaczający nas świat małej, głupiej i naiwnej dziewczynki ? Tak. Po pierwsze to opowiadanie nie jest 'jakimś tam' .. To najlepsze, piszę to z ręką na sercu, więc,trochę potrwa zanim lewą ręką będę wbijać w małe literki klawiatury telefony (udało się) to najlepsze opowiadanie jakie kiedykolwiek czytałam.
      Mogłabym pisać bez końca, co bardzo chętnie bym też zrobiła, ale 45 minut pisania tego to długo, prawda ?
      Nie zdążyłam powiedzieć wszystkiego. Nigdy nie będę żałowała, że przeczytałam ten blog. To jedna z najlepszych decyzji jakie zrobiłam.
      Ha, nie myślałam, że doprowadzi mnie do takiego stanu, a dokładniej śmierć Loulou spowodowała, że przez ten cały czas, przez ten cały pieprzony czas , w którym przypominałam sobie łzy Harrego i obawy Lou, od nowa beczalam.
      jeszcze raz chciałam ogromnie podziękować za,wszystko, za przepiękne opowiadanie.. Chyba żadne słowa nie opiszą tego, jak strasznie cieszę się że przez ten -prawie- cały czas byłam z wami. :3
      To chyba koniec. To ja tylko mogę życzyć weny przy następnym opowiadaniu. <3
      Swoją drogą by zacząć nowe najpierw należy skończyć jedno, prawda ?
      I tak , jak już wspomniałam nie zdążyłam napisać wszystkiego, chyba lepiej że nie zaśmiecam tutaj już dużej.
      Do napisania <3

      Usuń
    2. Swoją drogą, wiedzieliście że jest limit do 4 098 słów ? *__*

      Usuń
  9. Leżę pod kołdrą na łóżku i płaczę jak bóbr dlaczego.. Dlaczego to zrobiłyście..? Umarł w jego ramionach... Nieeee no ja nie mogę... Dlaczego.? Nie dość, że przez zakończenie tego opowiadania czuję sią jakbym straciła połowę mnie to jeszcze takie zakończenie...? Przynajmniej pogoda odzwierciedla moje uczucia, bo właśnie zaczął padać deszcz.. Naprawdę kocham to opowiadanie.. Kocham też was i nawet nie wieciej jak bardzo... Już mnie oczy pieką od tego płaczu.. Czuję się teraz jak Harry.. Moja miłość odeszła.. Nie mogę się opanować.. Tak bardzo jest mi smutno.. Od razu kiedy zobaczyłam, że to już epilog miałam łzy w oczach...a tu jeszcze takie zakończenie.. Chyba popadnę w depresję.. Nie mogę się z tym pogodzić.. To dziwne no nie.? Niby normalna rzecz, a tak ją pokochałam.. Ale ze mnie materialistka.. Idę się spoliczkować.. Własnoręcznie. ....co tu jeszcze napisać.. O już wiem. Bardzo się cieszę, że zdecydowałyście się pisać jeszcze jedno opowiadanie.. Nie musi być o Larry'm bylebyście tylko nigdy przenigdy nie zrezygnowały z pisania.. Błagam Was.(ostatnie zdanie było wogóle bez sensu, ale przekaz prawdiłowy). Wasza wierna fanka.<33

    OdpowiedzUsuń
  10. za kilka minut minie 1 w nocy...
    gdy zaczynałam czytać Wasze opowiadanie też było koło tej godziny.
    zakochałam się w Waszym Larrym... tak, serio.
    nie czytałam NIGDY piękniejszej historii. NIGDY
    prawdziwa miłość, przedstawiona w tak cudowny sposób...
    z bólem przyznaję sie, że wcześniej miałam złe zdanie o homoseksualistach, ale swoim opowiadaniem przekonałyście mnie, że są to tak samo kochający ludzie jak my...
    wiem, ze wszystko jest wymyślone...
    mimo to: płaczę i jeszcze długo będę płakała
    DZIĘKUJĘ ZA TAK PIĘKNĄ OPOWIEŚĆ
    DZIĘKUJĘ, ŻE NIE ZMARNOWAŁAM TYCH KILKU GODZIN NA CZYTANIE WASZEGO BLOGA
    DZIĘKUJĘ!

    paulinaz_real

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wiem co powiedzieć... Raczej napisać. Chyba powinnam zacząć od tego, że jestem cała roztrzęsiona i nawet łzy nie chcą lecieć... Teraz jest tylko ten nieprzyjemny ucisk w gardle i taka dziwna pustka w środku... Całe to opowiadanie było pisane bardzo emocjonalnie, ale końcówka mnie zdetonowała czy coś.. Nie wiem co więcej pisać, więc napisze tylko, że absolutnie nie przestawajcie pisać. Na pewno będę czytać całą waszą twórczość jaką znajdę. Pozdrawiam Maggy ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. rycze jak głupia! jak można to tak zakończyć, Lou powinien przeżyć i razem z Harrym żyć długo i szczęśliwie, to takie niesprawiedliwe :((
    no cóż, dziękuję za tego bloga, za te cudowne chwile i emocje, szczęście i smutek, płacz i śmiech. Jesteś wielka, nie przestawaj pisać, jeszcze raz wielkie dziękuję xx

    OdpowiedzUsuń
  13. Obiecałam sobie, że jeśli będzie smutne zakończenie to ni chuja nie skomentuję. Ale cóż...wygrałyście.
    To było NAJPIĘKNIEJSZE opowiadanie jakie czytałam. Na początku beztroskie, 'luzackie', ale potem przerodziło się w coś czego nie potrafię nazwać. Nie wiem czy mogę tak to napisać. To opowiadanie przerodziło się w miłość.
    Dziękuję. Tyle z mojej strony.

    ___

    Co do następnego bromancu miło by było gdyby to był Ziam :3

    OdpowiedzUsuń
  14. Osz, kurde! Popłakałam się. To było najpiękniejsze opowiadanie jakie kiedykolwiek czytałam, nigdy nie dorówna mojemu opowiadaniu i żadnemu innemu. Codziennie wchodziłam na waszą stronę, sprawdzać czy czasami, nie dodałyście nowego rozdziału. Tak szybko się to skończyło, szkoda. Mam nadzieje, że już nie długo napiszecie kolejne tak CUDOWNE opowiadanie, a także mam nadzieje, że będzie ono również o Larry'm. Chociaż inny bromance również z chęcią przeczytam. Tak pięknie opisujecie uczucia bohatera, dzięki temu mogłam poczuć to samo. W scenach erotycznych nie opisywałyście ohydnie tego, tak jak niektórzy, że aż nie dobrze się robiło, tylko tak profesjonalnie. W skrócie pisząc, po prostu no, coś PIĘKNEGO.! <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Dlaczego? Dlaczego uśmierciłyście Louis'a? Mojego biednego Lou... Myślałam, że będzie happy end. A tu? Dlaczego śmierć Lou?

    OdpowiedzUsuń
  16. aaa, mówiłam że jak uśmiercicie Louisa to serducho mi pęknie! W dodatku tonę teraz tutaj w morzu łez, które wylałam czytając ten epilog! I sama nie wiem co napisac... Chyba to, że właśnie ten epilog udał wam się najbardziej kiedy porówna sie go z wszystkimi rozdziałami? Jest taki delikatny i... yey. Moje ulubione opowiadanie. Żałuje że się tak skończyło, jak sobie wyobrażałam tą scenę kiedy Lou żegna się z Harrym... masakra. Biedactwo :c
    No i chciałam wam podziękowac za tak cudowne opowiadanie, nie żałuje że zaczęłam je czytac, jest cudowne <3.
    A ja każde opowiadanie przeczytam z obojętnie jakim parringiem, także zdaje się na was :3

    [ tina-kawaii.blogspot.com , uszati.blogspot.com, direction-yaoi.blogspot.com ]

    OdpowiedzUsuń
  17. Wiem, wiem, wiem. Powinnam napisać jakiś ogromny komentarz... Ale chyba nie dam rady. Musicie mi kupić teraz chusteczki. Najlepiej cały pociąg, pięć wagonów.
    Gratuluję, stworzyłyście coś PIĘKNEGO. Możecie być dumne. Płakałam jak na królu lwie. Płakałam jak na Titanicu. Płakałam i nadal płaczę.
    Kiedy już załączyłam tę muzykę i popłynęły pierwsze takty, już wiedziałam co się stanie. A gdy on zaczął się żegnać... Ja, ja, wybaczcie, nie jestem w stanie tego opisać. Nienawidzę go za to, co zrobił. Nie mógł odejść. Chyba to jeszcze do mnie nie dotarło.

    Przecież to opowiadanie, tylko opowiadanie, a czuję się, jakby umarł ktoś naprawdę. Z mojego bliskiego otoczenia.

    Dziękuję, że mogłam przeczytać coś tak cudownego. Wiem już, że będę czytała cokolwiek, byleby Waszego autorstwa.
    To pozostanie na zawsze w mojej pamięci.
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wierzcie czy nie ale ja nie płacze na opowjadaniach bo wiem że to tylko wymyślona historia ale przy tym po prostu nie umiałam powstrzymać łez! Siedze, płacze i modle się żeby nikt nie przyszedł i nie zobaczył mnie w takim stanie...
    Ok, teraz takie małe 'podsumowanie'. Ktoś kiedyś na tt podał linka do jakiegoś opowiadania. Zobaczyłam że chodzi o bromance Larry'ego od niechcenia weszłam, przeczytałam pralog (bo tylko on się wtedy tutaj znajdował) i... zakochałam się? Nie ale od razu coś w tej historii mnie urzekło. Od tamtej pory wchodziłam tu codziennie z nadzieją że dodałyście coś nowego. Płakałam, zwijałam się ze śmiechu a to tylko i wyłącznie dzięki waszej wyobrażni i cudownego sposobu opisywania tego. DO SAMEGO KOŃCA, do ostatniej linijki miałam nadzieje że jednak ta wspaniała miłość zwycięży... Tak na prawde to zwyciężyła bo oni o sobie nigdy nie zapomną...
    Tak więc jestem tu od SAMEGO POCZĄTKU AŻ DO TERAZ i będe z wami dalej czy tego chcecie czy nie :)
    Przepraszam że taki długi, nie mogłam inaczej i jeśli ktoś to w ogóle przeczytał: dziękuje.
    Masa błędów ale sens chyba da się zrozumieć.
    Do następnego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, jeszcze jedno... Przy pralogu pytałam się czy się zakochałam, odpowiedziałam stanowcze nie była to po prostu cudowna historia która mnie urzekła ale teraz po epilogu i sumując to wszystko co tutaj przeżyłam odpowiadam: TAK! Jestem zakochana i zapamiętam to opowiadanie na dłuuugo!

      Usuń
  19. Najpierw musiałam doprowadzić się do jakiegokolwiek stanu używalności, bo nic nie widziałam przez pieprzone łzy, a na dodatek przeczytałem ten epilog w nocy i jeszcze długo potem nie potrafiłam zasnąć.
    Chcę wam podziękować za te wszystkie wspaniałe chwile, które przeżyłam z tym opowiadaniem. Oczarowałyście mnie od pierwszego rozdziału i już wiedziałam, że to opowiadanie będzie cudowne. Szczerze to nadal nie potrafi to do mnie dotrzeć, że... to już koniec. Na dodatek piękny koniec. Co z tego, że nie ma happy endu - w końcu nie zawsze każda historia musi kończyć się szczęśliwie. Chociaż dla mnie jest to szczęśliwie zakończenie, jakkolwiek dziwnie to brzmi. W końcu to była historia prawdziwej miłości, czego chcieć więcej ?
    Okej, bo na pewno niepotrzebnie zanudzam się i się rozpisuje nad wspaniałością Should Let You Go. Ale naprawdę dziękuję wam za tą pracę i zaangażowanie, które w to włożyłyście. Niech no was uściskam.
    Pozostaje mi teraz czekać na kolejne opowiadanie, które na pewno będę czytała z takim samym uśmiechem na twarzy jak to ;)
    Do zobaczenia za niedługo :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Jakie smutne...
    Ale czemu ON umarł???
    Długo płakałam czytając to, baaardzo długo!

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie wiem, dziewczyny, co ja mam wam powiedzieć. Dziękuję? Nie, to za mało. Zdecydowanie. Nigdy nie czytałam czegoś takiego. Przez cały epilog miałam łzy w oczach. Coś pięknego. Kocham was i wasze opowiadanie i jakoś do mnie nie dociera, że to już koniec. Smutny, ale piękny koniec. Na pewno będę do tego wracać jeszcze nie raz. Dziękuję. Zaglądałam tutaj codziennie czekając na nowy rozdział i.. szkoda, że nie widziałyście uśmiechu na mojej twarzy, gdy on się pojawił :) Nie mogę się doczekać kolejnego opowiadania. Chciałam tu napisać coś jeszcze, ale to nie ma sensu, bo i tak nic przez łzy nie widzę. Dziękuję raz jeszcze. Kocham was . xx

    OdpowiedzUsuń
  22. znów zajmuje Wam czas . Muszę się gdzieś wypisać. >.<
    Także przed chwilą wstałam - wiem 10 , i pierwsze , absolutnie PIERWSZE co zrobiłam to zaczełam wspominać wasze opowiadanie. Od tych radosnych momentach, poważnych chwil, smutnych minutach, beztroskich i pełnych nadziei rozdziałów, od grzesznych scenek do uroczych i romantycznych i śmierć ... od samego początku do końca. Okey, wiem że teraz będę to przeżywać ..

    OdpowiedzUsuń
  23. Hej.Byłam jedną z tych osób, które czytały a nie komentowały.Dzisiaj chce wam podziękować. Stworzyłyście świat w mojej wyobraźni.Każdy rozdział sprawiał,że zatapiałam się w tej historii. Dziękuje za chwile śmiechu i wzruszeń. <3
    Larry is real

    OdpowiedzUsuń
  24. O mój boże.. w mojej głowie chodzi tylko pytanie ' dlaczego on nie mógł żyć dalej ? ' szczerze mówiąc, nie spodziewałam się happy endu. Wiedziałam, że coś będzie nie tak.. że może umrzeć. I to jest naprawdę bardzo prawdziwa historia.. tzn. może nie taka, jaka mogłaby im się naprawdę przydarzyć teraz, w realnym życiu. Lecz.. ogólnie taka sytuacja, takie życie, jest jak najbardziej prawdziwe. Moja ciocia zmarła na raka, ale ona leczyła się i przez to słabła. Już od połowy leczenia było wiadome, że tego nie przeżyje.. A tu ? Takie zaskoczenie. Chociaż jak wspomniałam wcześniej - dla mnie to takie zaskoczenie nie jest, bo nie wierzyłam w szczęśliwy koniec opowiadania. Jednak bardzo mi się to spodobało. Płakałam i powtarzałam przed komputerem ciągle jedno słowo. ' DLACZEGO ? ' .. właśnie, dlaczego najważniejsi dla nas ludzi odchodzą? Przypadło mi do gustu i wywołało jeszcze więcej słonych łez sposób w jaki opisałyście najcenniejsze wartości dla człowieka. To co Hazza zrozumiał dopiero do śmierci swojej jedynej i prawdziwej miłości. Chciałabym doświadczyć takiego uczucia. Być pewna, że ta osoba kocha mnie tak bardzo jak ja ją i nigdy mnie nie zostawi, że jedyne co może nas rozdzielić to śmierć - tak jak Larrego. Wszystkim moim koleżankom, fanką 1D i Larrego będę polecać tego bloga. Z uśmiechem będę opowiadać ile rzeczy mogłam się nauczyć stąd. Dzisiaj przed przeczytaniem rozdziału specjalnie się przygotowałam. Włączyłam nastrojową muzykę (swoją, ale Waszą też), telefon położyłam z daleka, żeby nikt mi nie przeszkadzał, usiadłam wygodnie i zaczęłam czytać. Gdy LouLou zaczął się żegnać - zaczęłam drżeć. Nie wiem czy z przerażenia, czy może ze smutku który mnie nawiedził. Jestem pod wrażeniem całego opowiadania i szczęśliwa, że na nie trafiłam. Fantastycznie wszystko opisane, wspaniały pomysł wgl na napisanie. Cóż.. czekam z niecierpliwością, aż zaczniecie nowe opowiadanie, nowy bromance (?). Byłam cały czas za Niamem i mam taką malutką, szczerą nadzieję, że to jego wybrałyście ;* No nic, trzymajcie się, w mojej pamięci na długo pozostanie ta piękna, smutna, wzruszająca i poruszająca historia. Kocham Was najmocniej na świecie i dziękuję! x

    OdpowiedzUsuń
  25. Matko Boska, myślałam że on przeżyje... Nie słuchałam muzyki bo wiedziałam, że przez nią będę płakać. Ale nawet bez muzyki mi się to udało... To ja wam chciałam serdecznie podziękować za tak piękne , momentami lekko chore i zajebiście wzruszające opowiadanie. Nigdy takiego nie czytałam i zapewne już nie będę. Nie chciałam się tu rozpisywać ale jak widać muszę. Myślę że będę czytać to nowe opowiadanie , pod warunkiem że będzie tak niesamowite jak to ale nie takie smutne :) Smutku mam dość na codzień ;) Jeju,.. nie wiedziałam że to się tak szybko skończy. Nienawidzę napisu " Epilog"..Sam w sobie zawiera ogromne ilości rozpaczy... Na samą myśl że trzeba będzie się z nimi wszystkimi pożegnać robi mi się smutno... :C Jeszcze raz MASSIVE THANK YOU! Jesteście moimi bogami jeśli chodzi o pisanie! Życzę powodzenia w nowym opowiadaniu. :D I przedewszystkim weny! <3 Dodawaj szybko! Xx ~Alyson <3

    OdpowiedzUsuń
  26. Wow... Ta historia.. Po prostu wow. Amazing. Wiecie... czytałam to opowiadanie praktycznie od początku jego istnienia. Widzicie.. Mogę powiedzieć że pokochałam je. Miałam nadzieję że będzie happy end. Ale właśnie tym zaskoczyło mnie to opowiadanie. Jest tak napisane - tak inaczej. Oczywiście w dobrym sensie tego słowa. Popłakałam się. should let you go to historia która na zawsze pozostanie w moim sercu. Wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze ? One Direction zmienia życie każdego kto ich słucha, kiedyś będziemy opowiadać naszym dzieciom, wnukom jakie zespoły są w obecnej chwili oraz to że istniały opowiadania które powodowały że coraz bardziej kochaliśmy Larrego i ogółem całe 1D. To niesamowite że niektórzy mają takie talenty pisarskie i piszą tak doskonale jak wy. Na zawsze pozostanie to w moim sercu. Mam nadzieję że jeszcze coś napiszecie. Szkoda zmarnować taki talent. Dziękuję za to że byliście, że pisaliście. Larry na zawsze będzie z nami. :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Nigdy nie sądziłam, że polubię "takiego" bloga a co dopiero się nad nim popłaczę. Poświęciłam mu parę godzin, czego nie żałuję Ugh.. nawet nie wiem co napisać bo ryczę jak małe dziecko, jeszcze ta muzyka, która już całkiem mnie dobiła. Szkoda, że nie było happy endu. Przez bd przybita przez najbliższe parę godzin ale i tak Was kocham i dziękuję za wszystko ❤❤❤ lots of love

    OdpowiedzUsuń
  28. No nie... Wy żartujecie, prawda ?
    Weźcie, błagam no. Tak nie może być. Przecież operacja się powiodła. Nie, nie, nie. Louis nie może umrzeć ;( No kurde. Nie jesteście jedyne które tutaj płaczecie. Łzy sie ze mnie leją jak z największej płaczki. Pierwszy raz płaczę w Waszym opowiadaniu. Chociaż podejrzewałam, ze Louis może umrzeć to obiecałam sobie że nie będę ryczeć. Ale nie... ja nie dotrzymuję chyba obietnic.
    Jest mi strasznie przykro i czuję ten sam uscisk w żołądku co Harry. Chyba za bardzo się przejmuję. Moja wyobraźnia i uczucia dostały własnie jakiegoś kopa.
    Ale z drugiej strony to cudowne uczucie. Wiedzieć, ze zwykłe [a jednak niezwykłe] fanfiction dwóch dziewczyn może tak na mnie działaś. Jest to epilog,więc napiszę tutaj wiecej słów. Zaczęłam czytać Waszego bloga jak miał... Hmm.. 2-4 rozdziały ? Zapewniam Was że pod każdym jest ślad po mnie. Bo każdy z Waszych rozdziałów był na swój sposób doskonały więc jak mogłam tego nie skomentować ? Tak czy siak to opowiadanie już na samym początku zawładnęło moim sercem. Chociaż nie, skłamałabym. Na początku niechętnie czytałam. ale mam w zwyczaju, ze to co mi się na początku nie podoba, przeradza sie w wielką miłość. tak było z Roomem 317, heart wothout you i ... should let you go. Jeszcze ta muzyka do rozdziału. No kurde wiedziałam ! Gdy usłyszałam pierwsze nuty wiedziałam, ze zakończy się to tak jak każdy z nas nie chciał. Och... Właśnie zrobiłam przerwę i przypomniałam sobie wszystkie te emocje jakie z Wami przeżyłam. Jak Harry przyjechał do Doncaster, jak był niechętny do Lou, jak bawił się z jego siostrami i chciał podrywać Lottie, jak razem z Louisem leżeli na hamaku, jak Harry wyjechał, przeczytał list, uderzyło coś w niego. To wszystko było takie cudowne. Pogrzeb, krótki pocałunek, potem kolejny przy dziewczynie. Wyznanie miłości, pocałunek, Sylwestrowa noc, ślub Lottie. Nie potrafię. Jest to cudowna historia. Mam nadzieję, że mój komentarz Was nie zrazi, a raczej zmotywuje do dalszego działania.
    Po prostu nie wierzę. No nie wierzę. Dziewczyny, dlaczego tak to zakończyłyście ? Napiszcie drugi epilog gdzie Harry sie budzi w szpitalu przy Louisie. Że to był tylko koszmar, z którego na szczęście się wybudził.
    Ech... przepraszam.
    Chcę Wam podziękowac za cudowne emocje jakie dostarczyłyscie mi tym opowiadaniem. Nie potrafię określić tego słowami. Bo tak się nie da. To jakbyście miały powiedzieć jak smakuje woda. niemożliwe.
    Nie wiem czy już kończyć mój monolog czy moze dalej coś pisać, bo właściwie teraz mam pustkę w głowie. Wiec racze kończę.
    Jeszcze raz Wam dziękuję. To było naprawdę cudowne, przepiękne, fantastyczne, fenomenalne itp... Ja także chciałabym żeby Wasze kolejne opowiadanie było o Larrym, bo uwielbiam ten bromance a Wy się świetnie w nim sprawdziłyście :)
    No jejku, dalej nie mogę uwierzyć że Louis umarł. Na szczęście przestałam już płakać. Bo ileż można ?
    W każdym razie nie moge też uwierzyć że powstała tak przepiękna historia. Wszystko tak dobrze sie zapowiadało, a tu dupa [przepraszam].
    Ale może nawet lepiej ?
    Przynajmniej wiecej uczuć wpłyneło w nas :).
    Piękne, dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, ile radości sprawia zdanie sobie sprawy, że czytelnik, który był tu z nami od przeszło trzech miesięcy, pamięta jeszcze te wszystkie poszczególne wydarzenia. Ja przyznaję, samej zdarza mi się zapomnieć, że coś takiego gdzieś tam parę rozdziałów wcześniej napisałam, choć zawsze łatwo się upewnić.
      Twój komentarz w żadnym wypadku nas nie zraził, nie myśl tak nawet. Co do końca, uważałyśmy (przynajmniej ja, Kaśka, bo Sabina zapierała się przed tym i powiedziała: zobaczysz, będą chciały cię za to zabić), że tak się powinno zakończyć. W końcu w ciągu całego trwania historii wszystko było piękne i ładne, momentami może przesadzona ta czułość i miłość między nimi, ale doszła do wniosku, że epilog to wszystko "wyrówna", tą całą przesadną słodkość i piękność.

      My również dziękujemy, z całego serca. <3

      Usuń
  29. Cóż... Nie czytałam komentarzy poprzedniczek, ale wiem, że na pewno nie jestem jedyną osobą, która popłakała się czytając ten epilog.
    Mam nadzieję, że autorki innych, tego typu opowiadań (mam na myśli Bromance z chłopakami z 1D. ;D) nie będą czuły się urażone, jeśli przyznam, że to jest chyba najlepsze opowiadanie tego typu, jakie do tej pory czytałam, i myślę, że pewnie wiele osób sądzi tak samo. ^
    Co to tej muzyki... Jest wspaniale dobrana. ;D
    Prawdę powiedziawszy, to... No brakuje mi słów.
    A co do nowego opowiadania... Ja na pewno z przyjemnością będę czytała niezależnie od tego czy to również będzie Larry, czy też nie.
    BARDZO WAM DZIĘKUJĘ. Za to opowiadanie, za wszystkie rozdziały, po prostu, dziękuję. ;*
    ~Pam!

    OdpowiedzUsuń
  30. O matko! Nie płakałam od paru dobrych miesięcy... A teraz dzięki temu epilogowi płaczę jak "bóbr". Piękna historia. Czytałam tego bloga od początku do końca i stwierdzam fakt (pewnie nie ja jedna), że masz talent. Niesamowity talent. Dziękuję.

    ~Marta

    OdpowiedzUsuń
  31. Jestem z wami od początku,od waszego opowiadania "unusuall story" i na pewno zostane do końca. uwielbiam wasz sposób pisania.a historia.piekna,przepiękna.jedna z niewielu polskich historii bromance,która wzbudziła we mnie takie emocje.to jak postać harry'ego i lou jest wykreowana-coś pięknego.na pewno,jeśli ktoś się mniezapyta o dobry,polski blog to z czystym sercem polecę ten.płakałam.rzadko płacze na opowiadaniach.płaczę,bo to koniec tego opowiadania,tej historii.mam do niej sentyment,dziwne,prawda?jeszcze bardziej płacze,bo Louis nie żyje.To tylko wymyślona historia,a ja płacze...Gdy on miał przeszczep,wiedziałam,że zakończy się dobrze.Myślałam,że epilog będzie polegał na tym "20 lat póżniej",gdzie będziecie pisać o ich dzieciach, ich wielkiej miłości,a tu koniec.Napisałyście krótko,ale tak pieknie.Czekam na waszego nowego bloga.Będę waszą czytelniczką do końca.Mam wrażenie jakbyśmy się znały,a nawet nie wiecie jak mam na imię.To wszystko przez opowiadanie.Czuję jakbyście były coś w rodzaju moimi siostrami,a wcale tak nie jest. Na tym polega piękno bycia directionerką. Uwielbiam was i czekam na nowe. Nie kazcie mi długo czekac. Lov xx

    OdpowiedzUsuń
  32. Czytam wasz blog od początku i już od prologu byłam zakochana w opowiadaniu. Powiedziałam sobie, wręcz obiecałam że będę go czytała do końca. Kocham wasz blog bardzo no i szkoda, że już się skończył. Było w nim dużo emocji, miłości i przyjaźni... były chwile w których się śmiałam ale też takie w których łza mi poleciała po policzku. Szczerze to w epilogu się popłakałam... no nie powiem był bardzo wzruszający. Jeszcze raz powiem, że kocham wasz blog i macie WIELKI, WIELKI talent do pisania <3 Czekam na następne opowiadanie i na 100% będę je czytała pozdrawiam KiKa

    OdpowiedzUsuń
  33. Jejku cały czas płacze.. Nie może Lou odejśc .. Dlaczego ? Strasznie dziękuje za te opowiadanie . Byłam z wami od początku i mam nadzieje że jeszcze napiszecie kolejne blogi o Larrym <3

    OdpowiedzUsuń
  34. RYCZĘ ! Piękna historia...Ogólnie od początku zaczęła mi się podobać...Czytam kilka opowiadań o Larrym, ale to jest najlepsze *_* Widać, że naprawdę się staracie o to żeby te rozdziały były takie jakie są - czyli, że tak powiem zajebiste...
    Wiem w komentarzu miało być takie jakby podsumowanie wszystkiego, ale nie umiem pisać takich dobrych komentarzy jak inni czytelnicy powyżej :D Więc za to przepraszam i dziękuję, że piszecie :)
    ;*

    OdpowiedzUsuń
  35. Kurde no i się po płakałam.Czytam ten blog od początku strasznie go polubiłam.Ale szczerze spodziewałam się innego zakończenia że Lou będzie zdrowy i będzie z Harrym.Ale to co napisaliście jest świetne.Macie talent dziewczyny.Mam nadzieje że jeszcze napiszecie o Larrym:)

    OdpowiedzUsuń
  36. Nie chciałam Wam tutaj słodzić, ani się rozpisywać, ale doszłam do wniosku, że inaczej się nie da. Jesteście wspaniałe, nie wiem po prostu co powiedzieć. Byłam w stu procentach pewna, że Louis z tego wyjdzie, a opowiadanie zakończy się happy end'em. Jednak myliłam się, ale myślę, że dobrze zrobiłyście. Dostarczyłyście nam tak wiele emocji przez ten cały czas, że nawet ciągłe, codzienne sprawdzanie, czy jest nowy rozdział stało się rutyną i nie stawało się nudne. Kocham Was, kocham Wasz blog, zarówno ten, jak i ten nowy i chciałbym powiedzieć jedno, szczere DZIĘKUJĘ.
    Dlatego proszę Was, abyście ponownie zaczęły pisać o Larrym. Kolejne, opowiadanie typu bromance, ale nie o nich w roli głównej to nie to samo. Bo to jest po prostu piękne i w tym tkwi cały sens.♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popłakałam się .. świetny epilog i świetna historia ... macie talent . mam nadzieję że kolejna historia którą napiszecie będzie tak cudowna jak ta ♥♥

      Usuń
  37. Szczerze mówiąc, coś przeczuwałam, że Louis niestety umrze. Jednak nie wiedziałam, że go na serio uśmiercicie. Popłakałam się jak większość osób, które to czytały. To prawda, macie talent dziewczyny. Szkoda mi, że to już koniec bo był to mój ulubiony blog.. Mam nadzieje jednak, że nowy blog z bromancem ukaże się za niedługo :)

    ~Caroline.

    OdpowiedzUsuń
  38. Czuję się trochę tak, jakby ktoś mi wbił w klatkę piersiową tysiąc noży. W ostatnim rozdziale zapowiadało się tak pięknie. Nawet w epilogu miało być dobrze. Przecież operacje się powiodła. A tu... wielkie bum! Lou umarł. A ja zostałam płacząca razem z Harrym.
    Może uznacie to za jakieś zboczenie, ale dotknęło mnie to. Być może dlatego, że dla mnie Lou jest liderem, idolem i moim ulubieńcem. Nikogo z 1D nie kocham tak, jak jego. I to trochę, jak by część jego mi odebrano.
    W każdym razie, nie spodziewałam się takiego końca. Czytałam to od początku, na bieżąco i pomimo ich rozterek, spodziewałam się miłego końca. Ale to było tylko niemiłe zaskoczenie. Ale naprawdę wzruszające.
    Czytałam i nadal czytam wiele opowiadań. Myślę, że to będzie jedno z tych, których nie zapomnę.
    Powodzenia w dalszym pisaniu i czekam na kolejne opowiadanie. xx

    OdpowiedzUsuń
  39. Boże... I co by tu powiedziec? Brak słow. Brak na tak piękne opowiadanie. Już od pierwszego rozdziału wszystko mi się podobało. Wygląd, wasz styl pisania, to że często dodawałyscie rozdziały, a najbardziej to, że nie zamierzacie zatrzymywac swojego talentu lecz dalej go rozwijac i pokazywac nam. Zawsze pisałyscie długie rozdziały, wszystko było dokładnie opisywane. Szkoda tylko, że to już koniec. Najbardziej zasmuciło mnie jednak to, że postanowiłyscie smierc Louis'a. Strasznie mnie to dobija, zaczęłam płakac od połowy Epilogu. Te jego słowa, pożegnanie... Jakby czuł smierc. Czuł, że opusci Harry'ego i innych bliskich. Cholera, nienawidze jak ktos w swoim opowiadaniu kogos zabija... No ale to wasza decyzja, więc ją zaakceptowałam : ) Mam nadzieje, że już niedługo pojawi się prolog do następnego opowiadania. Chciałabym Ziall'a albo Zarry'ego : ] ale wy decydujecie. Krotko mowiąc dziękuję za to co tu pisałyscie. Za tą piękną miłosc i wspaniałą lekcje życia. Przez to wiele zrozumiałam i wiele się nauczyłam. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  40. Nie potrafię nic sensownego napisać, po prostu zalałam się łzami jak nigdy. Dziękuję.
    / Roksana.

    OdpowiedzUsuń
  41. Nie wiem co napisać. Naprawdę świetne. Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  42. 3 ostatnie akapity..
    No i dlaczego to tak boli? Przeczytałam je już kilka razy, i cały czas wyciskają ze mnie rzewne łzy...
    To tak boli..
    Nie wiem co napisać... Jestem całą zapłakana, i napiszę to bo nie ma się czego wstydzić, tu każdy płacze..
    Mimo że Lou umarł, wiem że to były jego najlepsze ostatnie chwile..
    Harry. Harry już nigdy nie pokocha nikogo bardziej jak Louis`a. On zawsze będzie w jego sercu.

    Boże, to takie straszne. Lou umarł, nie żyje..
    Przepraszam że nic sensownego nie napisałam...
    Nie mogę, po prostu nie mogę.

    Najgorsze jest to że prawie codziennie, zdarzają się takie sytuacje. A my przechodzimy obok tego obojętnie..

    Pozdrawiam Was!
    Spodziewałam się czegoś innego.. ale.. ale tak też jest dobrze.. chyba..

    OdpowiedzUsuń
  43. ogółem całe opowiadanie jest super ! ani na chwilkę nie żałuje ze zaczęłam je czytać !
    nie idzie opisać tego jakie to piękne jest ! tak dla mnie ;d prosze napiszcie jakąś książke noo ! to jest rozkaz ! :D
    z nieciepliwością czekam na kolejne opowiadanie ! ;D już sie doczekać nie mogę tych kolejnych emocji podczas czytania !
    w prost was KOCHAM ! nie umiem tego opisac jak czułam się kiedy LOu umierał ! gdybym była sama w pokoju płakała bym jak dziecko !
    KOCHAM to opowiadanie, KOCHAM WAS za to, żę je pisałyscie i bd jeszcze pisać ! macie dar ! KOCham i jeszcze raz KOCHAM ! ;***♥!♥


    PS. za wszystkie błeby ktore wystąpiły w tym opowiadaniu przepraszam ! ;*♥

    OdpowiedzUsuń
  44. aa i bardzo dziękuje wam za to, ze wgl pisałyscie to ! ;**♥
    szczerze podziękowania ! ;d ;**

    OdpowiedzUsuń
  45. chyba was znasjde i poćwiartuję! ja wiem, na świecie nie jest tak kolorowo jakby się chciało no ale jak można było pisać że wszystko będzie ok, a potem uśmiercić kochanego Lou!
    za to że teraz nie było happyendu to w nastepnym dajcie Larrego! BŁAGAM!
    ale i tak nie żałuje że to opowiadanie przeczytałam bo było jednym z najlepszych!

    OdpowiedzUsuń
  46. No to jakby ująć to co czuję? Hmmm..?
    No nic trudno. Nic sensownego nie wymyślę.
    Dlatego napiszę tylko tyle, że bardzo dziękuję za te kilka tygodni z waszym opowiadaniem. :)
    Myślę, że epilog wyszedł wam naprawdę dobrze. Aż się wzruszyłam na końcu.:
    (
    Cholera szkoda, że Lou umarł i zastawił Hazzę, no! Ale bynajmniej go zmienił na lepsze :P

    Następne opowiadanie i jego bromence zależy tylko od was, ale nie róbcie Larry'ego.
    Myślę, że w tym opowiadaniu pokazałyście jak go sobie wyobrażacie, więc zabierzcie się z inny. :P
    Pozdrawiam Dreamer i zapraszam również do mnie. :)
    www.i-like-you-so-much.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  47. Epilog, więc należałoby skomentować ogólnie całe opowiadanie… Aż sobie Worda otworzyłam, żeby przez przypadek nie usunąć tekstu, bo kilka razy zdarzyło mi się napisać długi komentarz, niechcący coś wcisnąć i wszystko znikało -.- A byłabym wkurzona, gdyby stało tak się i tym razem;)

    Pewnie wspominało o tym sporo osób nade mną, ale największą metamorfozę przeszedł tutaj Harry. Styles z początku i Styles z epilogu to dwie kompletnie różne osoby. Z zadziornego, krnąbrnego buntownika-kobieciarza stał się czułym monogamistą o sercu tak wielkim, że to aż nieprawdopodobne. Tak jak sam to powiedział (kurde, wiem jak to brzmi, no ale narracja jest pierwszoosobowa, więc on tak jakby sam to powiedział xD), nikt przy zdrowych zmysłach nie przewidziałby, że w ogóle zakoleguje się z Louisem, staną się po czasie przyjaciółmi, a w końcu pokochają się tak, jak „kocha się tylko raz”. A jednak stało się i to właśnie Tomlinson- kujon, marzyciel, idealista -sprawił, że Harry stał się takim a nie innym człowiekiem i w dodatku obdarzył Lou tak głębokim uczuciem.

    Myślę, że choć Harry sam tego nie wiedział, potrzebował kogoś takiego jak Lou. Kogoś kto pomógłby mu się pozbierać, otrząsnąć po Zaynie, zrozumieć i poukładać wszystkie swoje sprawy. W końcu Tomlinson był od niego starszy, miał trochę więcej doświadczenia życiowego, mógł mu w tym pomóc. Ja do tej pory wspominam tamtą rozmowę na trawie, podczas której Louis „wróżył” Harry’emu z ręki, wodząc po niej delikatnie i przepowiadając chłopakowi, że wkrótce się zakocha w wyjątkowej osobie i będzie w stanie zrobić dla niej wszystko. Cholera, mógłby zbić fortunę jako wróżka, wszystko się spełniło!;D

    Cóż, mogłabym jeszcze dużo o nich napisać. O tym, jak świetne podejście do dzieci ma Harry; o Louisie, dla którego rodzina jest najważniejsza; o tym, że obaj potrafili być stanowczy, gdy zachodziła taka potrzeba, i wytrwale trwali w swoich postanowieniach. Ale robiłam to już w poprzednich komentarzach, więc tylko bym się powtórzyła i nic nowego nie wniosła, więc zaoszczędzę nam wszystkim trochę czasu i pominę te kwestie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostało mi tylko skomentować epilog. Rzadko kiedy przy czytaniu opowiadań na blogach płaczę, w zasadzie zdarzyło mi się to kilka razy, mogłabym to policzyć na palcach jednej ręki. Dzisiaj ta liczba wzrosła o jeden, bo chociaż łzy nie płynęły mi po policzkach, to jednak wzrok mi się trochę zamazał xD To było… po prostu piękne. Skojarzyło mi się z zakończeniem „Szkoły uczuć” i sceną, gdy ten chłopak stał nad jakąś rzeką czy jeziorem i wygłaszał coś ta kształt podsumowania swojego życia, które zmieniło się diametralnie odkąd zakochał się w córce pastora, która następnie umarła na białaczkę. Bardzo, bardzo wzruszające, tak jak ten epilog. Nie rozumiem co prawda, dlaczego Louis umarł, przecież wszystko było w porządku: operacja się udała, lekarze byli dobrej myśli… A on umarł w objęciach Harry’go ;< :C To był ten moment, gdy w moich oczach pojawiły się łzy. Najpierw ta rozmowa, podczas której padło tyle pięknych słów, deklaracji miłosnych i życzeń Louisa, żeby Harry znalazł sobie kogoś i nazwał swojego syna jego imieniem (Boże, on czuł, że umiera, prawda? :’[ ), a Styles nie rozumiał, o co mu chodzi i dlaczego wygadywał takie rzeczy, bo przecież wszystko miało być dobrze, mieli być razem już do końca, bez groźby choroby wiszącej im nad głowami. Przytulili się mocno, a wtedy serce Lou po prostu przestało bić. Serce Stylesa prawdopodobnie w tamtym momencie pękło na zawsze i już nikt nigdy nie zdoła go posklejać. Jasne, w przyszłości pewnie będzie się z kimś spotykać, bo w końcu obiecał to Tomlinsonowi, ale to nie będzie nic tak wielkiego.
      I te słowa:
      „Wiem, że to usłyszysz, Louis, dlatego to powiem. Naprawdę, nigdy w życiu nie kochałem nikogo tak mocno, jak kocham cię nadal. I nigdy nie pokocham. Do zobaczenia, Lou.”
      Harry tęskni tak bardzo;< Jestem pewna, że spotkają się kiedyś tam na górze i nadrobią cały czas, który został im odebrany.
      Nie wiem, co ja teraz mam zrobić, ponieważ właśnie w tym momencie sobie uświadomiłam, że to naprawdę koniec SLYG i ich historia się skończyła nieszczęśliwie, więc nie zostało żadnych niedopowiedzeń. Ech, chyba muszę po prostu się z tym pogodzić.

      Dobra. Nie wiem, jak to wszystko wyszło, prawdopodobnie ten komentarz to jeden wielki chaos, ale przynajmniej jest w nim wszystko, co być powinno. Dziękuję Wam dziewczyny za te osiemnaście rozdziałów i epilog, które razem tworzą jedną z najpiękniejszych i najlepszych historii Larry’ego Stylinsona, jaką miałam przyjemność przeczytać. Obie włożyłyście w to wiele pracy i serca, a ja, jako czytelnik, widziałam to doskonale i z niecierpliwością czekam na Wasz następny bromance:)

      +Jej, po raz pierwszy napisałam komentarz, który trzeba było podzielić na pół, bo miał za dużo znaków xD

      Usuń
    2. Nie wiem, jak Ci dziękować za cały komentarz. W ogóle za każdy, który zostawiałaś pod rozdziałami, bo nie ukrywam, jesteś jedną z moich najulubieńszych pisarek, i gdy tylko wdzię powiadomienie o komentarzu od Ciebie, zawsze uśmiechałam się szeroko ;D
      Przyznaję, pomysł w mojej głowie dopełnił się po obejrzeniu "Szkoły uczuć". Pozwoliłam sobie wykorzystać właśnie białaczkę w opowiadaniu, choć na początku planowałam zupełnie inną chorobę, ale mniejsza z tym. Choć pomysł, jak cała śmierć ma wyglądać, jak te ostatnie chwile Louisa będą tutaj opisane wzięły się zupełnie z innej sytuacji, można śmiało powiedzieć, że typowo życiowej, której byłam świadkiem.

      Także ogółem obie strasznie Ci dziękujemy, absolutnie za wszystko. ♥

      Usuń
  48. w tym momencie ryczę, jak głupia :)

    OdpowiedzUsuń
  49. Przepraszam jeśli to co tu napiszę nie będzie zbytnio składne.
    Wiecie jak kocham ta historię? Gdy zaczęłam ją czytać było już 10 rozdziałów, nadrabiałam je szybko aby wiedzieć co będzie dalej. Pochłaniałam każde słowo z wielką łatwością. Ta historia skradła me serce. Teraz... Nie potrafię przestać płakać. Gdzieś w głębi wierzyłam, że Lou nie umrze, że będą wiecznie razem, szczęśliwi, pełni radości. Obydwoje pokochali siebie bezgranicznie, tą miłością jaka rzadko się zdarza. Nie mam ochoty wstawać i wycierać łez bo wiem, że zaraz pociekną nowe.. Nawet nie wiem dokładnie co teraz piszę. Kocham Was dziewczyny. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  50. kurvvv. Ja Cię normalnie zabiję. *_* Bylam bliska płaczu czytając epilog.. Kurcze, dlaczego Lou nie przeżył? Czyli wdała się infekcja do jego organizmu? :( Kur... Podsumowując: Czytałam od samego początku i na każdy kolejny rozdział czekałam coraz bardziej i bardziej. No, pokochałam tą historię Larry'ego. Widać było, że Harryemu się Lou spodobał.. :( Szkoda, że koniec tej historii jest taki smutny, pomimo, że cała historia była bardziej radosna. Ja czekam na kolejny pairing :D Chciałabym Niama xD I będę czytać. Ta historia jest jedną z moich ulubionych i będe do niej chętnie wracać. Więc nie waż się jej usuwać :) <3

    OdpowiedzUsuń
  51. nie nawidzę ciebie za to że zabiłaś Lou!! ;(

    OdpowiedzUsuń
  52. Przeczytałam całe to opowiadanie i czasem mnie przerazało xdd ale sam epilog doprowadził mnie do łez. Jest na serio piękny i te słowa... bozę piękne po prostu piękne. OLOS xd

    OdpowiedzUsuń
  53. ekhem... what the fuck? operacja sie powiodła. wszystko było dobrze i lou ot tak poprostu postanowił sobie umrzeć? what the fuck????? to sie nie trzyma kupy...nie ogarniam czemu on umarł...czekam na jakąś sensowną odp bo serio. co do cholery??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to, że operacja się powiedzie nigdy nie da Ci stuprocentowej pewności na to, czy osoba chora na białaczkę wyzdrowieje. mało wiem z lekcji biologii, bo ten przedmiot przenigdy nie był moim ulubionym. ale poszperałam po internecie, czytałam o tym na wielu stronach, porozmawiałam z niektórymi ludźmi, którzy wiedząc więcej na temat tej choroby i wiem, że chociażby sepsa może wedrzeć się do organizmu osoby chorej po przeszczepie szpiku. niektóre krwinki (chyba krwinki, już nawet nie pamiętam) mogą po prostu nie przyjąć się w organizmie przez co wytwarzają się przeciwciała, "myśląc", że to po prostu jakiś wirus czy coś na ten rodzaj. i zależy to też od tego, jak bardzo silny jest organizm chorej osoby, aby móc walczyć z tym. jedni mogą dożyć maksymalnie nawet sześc miesięcy, inni jeden dzień. a Louis niestety nie postanowił sobie umrzeć, bo wątpię, czy osoba samowolnie chciałaby sobie tak po prostu umrzeć.
      jeśli coś pokręciłam, to przepraszam. z biologii nie jestem jakaś superekstradobra. także myślę, że choć trochę wyjaśniłam Ci, czemu umarł.

      Usuń
    2. no przecież lekarz powiedział po operacji że wszystko będzie dobrze jak żadna infekcja się nie wedrze do organizmu, a skąd wiesz może weszła i umarł.. popieram także odpowiedź wyżej .

      Usuń
  54. Ehm, no to... ten.
    Myślałam, że dam radę wykrzesać z siebie coś sensownego, ale nie umiem złożyć poprawnie zdań, więc z góry za to przepraszam.
    Czytałam wiele opowiadań o Larrym. Naprawdę. Niesamowicie dużo. Ale to? To jest piękne. Przebiłyście wszelkie granice dziewczyny.
    Nie płakałam, to racja. Ale jestem teraz tak cholernie pusta... Po prostu nie umiem wyrazić słowami tego, jak bardzo pokochałam te opowiadanie. Przeżywałam wszystko w taki sposób, jakbym to ja w tej chwili była w takiej sytuacji.
    Kaśka, Sabina. KOCHAM WAS. Całym sercem. Za to, że stworzyłyście taką wspaniałą historię.
    Okej, jak teraz pomyślałam, że to koniec tego opowiadania to jedna łza poleciała po moim policzku, dziwne.
    Jeszcze raz, dziękuję za wszystko!

    OdpowiedzUsuń
  55. jezuniu nie wiem co napisac, naprawdę. z jednej strony mnie troche zaskoczyłyscie, no bo oczekiwałam happy endu, ale dzieki takiemu zakonczeniu ta historia jest jeszcze piekniesza , bo pokazalysscie w niej milosc , przyjazn, smutek, i smierc. czyli wszystko przez co człowiek w swoim zyciu przechodzi. I dziękuję Wam za to opowiadanie bo duzo dało do myslenia, nawet jezeli chodzi o te blahe sprawy. Jestem tylko ciekawa jak harry sobie poradzi i jak bd jego przyszlosc i jak przezyje to rodzina Lou. to wszystko jest takie smutne, ze az...włączyłam sobie muzyke ktora dałyscie i dodała ona uroku. i wgl to pozegnanie Lou bylo takie piekne i wzruszające. aww.DZIĘKUJĘ WAM :D i czekam na nowy blog , obojetnie z jakim bromance bo i tak bd genialny :D

    OdpowiedzUsuń
  56. O rany. Ogólnie całość była świetna. *.* Takiego opowiadania jeszcze nie czytałam, ryczałam, ale to chyba logiczne. Jesteście najlepsze ! <3 Razem z innymi czytelniczkami czekamy na następne one shoty i opowiadania. x
    Dziękuję. xoxo

    OdpowiedzUsuń
  57. Nie wiem od czego zacząć. Jestem z Wami od początku. Czytałam każdy rozdział z wyobraźnią. W głowie pokazywały mi się obrazy jak to mogłoby wyglądać. Tym razem też tak było.
    Płaczę. Łzy spadają na guziki klawiatury a ja nadal nie mogę przestać.
    W połowie musiałam przerwać czytanie, bo łzy zamazywały mi obraz, ale też dlatego, że to było cholernie pięknie napisane. Nie wiem co bym zrobiła na miejscu Harry'ego. Nie potrafiłabym żyć dalej.

    Nie musicie się o mnie martwić, bo na pewno będę czytać cokolwiek napiszecie. ;)

    [http://louis-stole-my-heart.blog.onet.pl/]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha... Te łzy na klawiaturze... - Mam tak samo . :D ♥

      Usuń
  58. A więc tak. Ogólnie to jest mój pierwszy komentarz do tego opowiadania... i ostatni.. Znalazłam tego bloga na 14 rozdziale, i jak zaczęłam go czytać, to nie mogłam przestać. To opowiadanie stało się moim ulubionym. Były w nim momenty kiedy się śmiałam, były także zaskoczenia, i tak jak teraz były chwile wzruszenia. Nadal się cała trzęsę, opisałyście to w taki sposób, że aż wcieliłam się w postać Harrego. Widziałam wszystko co tam się działo, dlatego tak się wzruszyłam. Płakałam jak małe dziecko.. Dziękuję wam dziewczyny za to opowiadanie. Kocham was, i czekam na kolejne wasze dzieło. Z chęcią będę je czytać..
    Ten komentarz jest najdłuższym jaki w życiu napisałam ;) (klasa dziennikarska się w końcu przydała ;D) Powtórzę jeszcze jedno: Kocham was za to co nam tu pokazałyście.. <333
    [http://1d-up-all-night.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  59. nie wiem, który raz już to czytam i płacze, kocham epilog, ogółem cały blog <3

    OdpowiedzUsuń
  60. Szczerze nie wiem co mam napisać, ponieważ całe opowiadanie mi się strasznie podobało, a epilog mimo, że bardzo smutny był świetny. Czekam na kolejne wasze dzieło.

    OdpowiedzUsuń
  61. Mimo, że zazwyczaj nie komentowałam ( mój błąd ) to dziś to zrobię :) Całe opowiadanie było jak dla mnie genialne, każda jedna część, rozdział czy co to tam było - powalał mnie na kolana, bo macie ogromny talent, a najważniejsze, że umiecie go wykorzystać :)A więc, może to zabrzmi banalnie ale.. tak płakałam i się do tego przyznaję. Epilog.. Ahh wyszedł wam zajebiście, potraficie wzruszyć człowieka. Ten moment gdy Louis rozmawia z Harrym ostatni raz a potem umiera w jego ramionach, no sorry ale mistrzostwo *.*. Mimo iż rzadko kiedy płaczę to wam udało się odkryć jakieś tam emocje gdzieś głęboko. Powinnam was za to znienawidzić ale Was kocham :p Co prawda miałam nadzieję że skończy się jednak na happy endem, no ale taki rozwój wydarzeń też mnie niezwykle urzekł. Dziękuję! Dziękuję za epilog, za wszystko! I oczywiście czekam na kolejny bromance, nie zależnie jaki Ale naprawdę wszystko co napiszecie będę z chęcią czytać dalej. :) Massive thank you :*

    OdpowiedzUsuń
  62. Rycze jak bubr! Jak mogłaś uśmiercić Louisa?! Ale w ogóle to piękny rozdział choć smutny :) Czekam na kolejne dzieło :D

    OdpowiedzUsuń
  63. No może ja też dodam swoje trzy grosze ;) bardzo przepraszam, że w ciągu całego opowiadania nie dodawałam komentarzy, chociaż zakochałam się w tym opowiadaniu. Moja wypowiedź pewnie nie będzie zbyt oryginalna, ale chociaż coś od siebie dodam. Wchodzę już na tego bloga od dobrych paru tygodni, codziennie z nadzieją, że wstawiłyście jakiś nowy rozdział. Nie wiecie jaki banan pojawiał się na mojej twarzy jak wchodząc na bloga czeka na mnie miła niespodzianka w postaci nowego rozdziału. Zakochałam się w tym opowiadaniu już od samego początku, kiedy to Harry był dupkiem a Lou kujonem. Przekomarzanie się chłopców było po prostu cudowne...Powolutku chłopcy się zaprzyjaźnili ( no Louis może trochę więcej) Awwwww <333 Wspaniały list Lou, który pisze co czuje i ten pocałunek po pogrzebie - fantastyczne ;) A teraz ulubiona część opowiadania, Lou w Londynie i Harry, który się do niego wprowadza. Wyobrażałam sobie Hazzę, który cały dzień siedzi przed TV z przerwą na siku i telefon do Boo Beara, BOSKIE!!! I wreszcie Harry sobie zdaję sprawę, że Lou to nie tylko przyjaciel i uciera nosa tej lasce na uniwerku ( chyba mój ulubiony moment). A później tylko lepiej, Lou i Hazza zakochana para, mogłabym to czytać bez końca..No i niestety dochodzimy do epilogu, szczerze to miałam trudności z czytaniem przez załzawione oczy. Jak Lou żegnał się z Hazzą, a on tylko błaga aby ten nie odchodził ( i znowu ta gula w gardle). Po tym wszystkim chcę Wam tylko powiedzieć DZIĘKUJE za to przepiękne, przecudne opowiadanie, kocham Was <333 Kocham wszystko w tym opowiadaniu, w sposób jaki opisujecie postaci chłopców i ich uczucia, jezu skąd wzięłyście taki talent?! A co do następnego opowiadania, którego nie mogę się już doczekać...jedna , malutka prośba dajcie choć trochę Zarrego xd Jeszcze raz wielkie DZIĘKUJE <333

    OdpowiedzUsuń
  64. Od kąt czytałam to opowiadanie nigdy go nie skomentowałam.
    To opowiadanie jest jedynym opowiadaniem o Larry'm, które przeczytałam. Zazwyczaj jak wchodzę na opowiadania o takiej fabule zaraz wyłączam i idę czytać inne, gdzie główną bohaterką jest dziewczyna i Harry. Ale to opowiadanie(wiem powtarzam się) miało w sobie to coś, że przeczytałam go od początku do końca, a przy epilogu popłakałam się. Z uśmiechem czekam na inne opowiadanie ;D
    Pozdrawiam.
    Gabi x DD

    OdpowiedzUsuń
  65. W ciągu całego opowiadania tylko raz komentowałam i dzisiaj jest drugi. Mówiąc szczerze nie wiem co mam napisać, hmmm.... może po pierwsze jest to najlepsze opowiadanie w tematyce bromance jakie do tej pory czytałam. Mówiąc szczerze nie spodziewałam się takiego zakończenia co nie znaczy że mi się nie podobało, wręcz przeciwnie wyszło cudownie. Czytając ten epilog miałam łzy w oczach, co jest naprawdę rzadkością w moim przypadku. Po drugie chciałabym wam podziękować (zapewne nie tylko w swoim imieniu) za to że doprowadziłyście to opowiadanie do końca ( i to jeszcze w jakim stylu), a nie że poddałyście się jak to robi wiele blogerek. Jeszcze raz Dziękuję za to cudowne opowiadanie ;D Na 100% wasze kolejne opowiadanie również będę czytała!

    PS. mogłybyście mnie powiadamiać o nowych notkach na tt ? (AngiYOLO)

    OdpowiedzUsuń
  66. a jeszcze zapomniałam wspomnieć,że tam melodia sprawiła, że cała sytuacja stała się jeszcze bardziej dramatyczna ( o ile to w ogóle możliwe)

    OdpowiedzUsuń
  67. czytam te komentarze i jedna dziewczyna napisała po prostu "płaczę :c" i to chyba najmądrzejszy komentarz ze wszystkich.
    Boże, jestem masochistką, bo już 3 raz dzisiaj weszłam, by to przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  68. Czytałam to opowiadanie od początku do końca.
    Czytając ten epilog, zaczęłam płakać na końcówce.
    Nie napiszę nic sensownego, bo jestem roztrzęsiona.
    Dziękuję, za tak wspaniałe opowiadanie <3.

    OdpowiedzUsuń
  69. Brak mi słów ! Epilog, jak i całe opowiadanie był po prostu niezwykły ! Jesteście niesamowite ! Nie mam pojęcia jak to robicie ale nie przestawajcie ! ;* życzę Wam jak najlepiej ! Pewnie się powtarzam ale no trudno XD pochwał nigdy dość a te są jak najbardziej zasłużone. To było moje ulubione opowiadanie, tylko tu przeżywałam wszystko razem z bohaterami. Na końcu się popłakałam. Zresztą jak czytam to nie tylko ja. Było we mnie tyle emocji, że dopiero teraz ( epilog przeczytałam o 3:30 XD)piszę komentarz. Musiałam się z tym przespać inaczej nie dałabym rady . Naprawdę jesteście cudowne ! ;* z niecierpliwością czekam na następne Wasze opowiadanie ;) i tak nie napisałam wszystkiego bo po prosu nie umiem tego ubrać w sensowne zdania XD dziękuje i pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  70. Na początku chciałabym wyjaśnić dlaczego komentuję dopiero teraz, pomimo, że przeczytałam to już wczoraj, dość późnym wieczorem. Czytałam to na telefonie, a poza tym chciałam przeczytać całą tą historię jeszcze raz. I zrobiłam to dzisiaj. Dopiero wtedy zauważyłam jak złożone to jest. Od samego początku miałyście wszystko zaplanowane, prawda? Czytając to po raz drugi uświadomiłam sobie, że marzenia mogą się spełniać, a ludzie mogą stać się lepsi. Przecież Harry na początku był strasznym dupkiem, zapatrzonym w siebie egoistą, nie liczył się absolutnie z nikim.
    "Po prostu ciężko mi znieść myśl, że przyjechał tu tylko ze względu na to, że rodzice chcą go odizolować od towarzystwa na trzy miesiące. Sądzą, że to go zmieni… Ja zaś uważam, że dopiero prawdziwa miłość go zmieni.
    - Po prostu musi się zakochać w kimś, kto będzie godzien jego uwagi i dla kogo będzie w stanie poświęcić wszystko " [Dziadek Styles - Louis, rozdz.1] I pomyśleć, że Lou wypowiadając te słowa, nie był świadomy, że to właśnie on będzie tą osobą. Że to właśnie on zmieni bezpowrotnie życie Harry'ego. Ze to właśnie dzięki niemu stanie się lepszym, prawdziwym sobą.
    "Widzę, że niedługo ktoś stanie na twojej drodze… - Urwał, przyglądając się bardziej liniom na mojej dłoni. – Tak, zdecydowanie tak. Zakochasz się. W osobie, która będzie dla ciebie wyjątkowa.
    - Ja się zakocham, dobre sobie. – Prychnąłem pod nosem. Louis kompletnie zignorował mój komentarz.
    - Będziesz w stanie poświęcić wszystko dla tej osoby. Będzie ona dla ciebie wyjątkowa. I wcale nie będziesz musiał udowadniać tej osobie, że jesteś jej godzien, bo będziesz. Ach, wygląda na to, że jesteście dla siebie stworzeni. Tylko, że…
    Milczał dłuższą chwilę, puszczając moją dłoń. Odsunął się kawałek ode mnie, patrząc w moje oczy ze smutkiem? A może to było przerażenie, tylko bardzo dobrze ukryte? Sam nie wiedziałem. Ale ciekawiło mnie, co takiego miał mi jeszcze do powiedzenia. Oczywiście nie wierzyłem w te zabobony! Ja? Ja miałbym się zakochać? Proszę was! Co za bzdura! Ja już maiłem jedną miłość, no wiecie… Ech, nieważne.
    - Tylko, że…? – zapytałem, a wtedy Louis spojrzał na mnie z zainteresowaniem.
    - I tak w to nie wierzysz.
    - Ale chcę wiedzieć. – Nalegałem. W końcu mi uległ.
    - Tylko, że nie będziecie wiecznie szczęśliwi. I nie mam tu na myśli ciebie, Harry. Osoba, którą tak bardzo pokochasz nie będzie w stanie dać ci szczęścia, ponieważ odejdzie. A ty nie będziesz w stanie nic zrobić, aby tą osobę zatrzymać przy sobie..." [rozdz.4] Ta przepowiednia też była niezwykła. Niby dla żartów, ale prawdziwa. Żaden z nich wtedy w to nie wierzył, ale jednak. Przepraszam, że tak cytuję, bo przecież wy doskonale znacie to opowiadanie. Po prostu chcę wam konkretniej pokazać te momenty, które... urzekły mnie najbardziej? Nie wiem czy mogę to tak określić, bo całość mnie urzekła. Od początku do końca, bez wyjątku. Bo całość jest napisana tak fantastycznie, że nie sposób tego opisać słowami. Wy pewnie byście potrafiły, ale ja nie potrafię. Mimo to mam nadzieję, że zrozumiecie jak głęboko zagnieździł się w moim sercu ten blog i dlaczego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo przecież patrząc z boku, to oni zupełnie do siebie nie pasowali, czyż nie? Ale miłość nie patrzy na to czy ktoś do siebie pasuje czy nie. Oni po prostu się kochali i to było najważniejsze. Najbardziej cieszę się z tego, że marzenia Louisa zostały spełnione. "Wiecie? Zawsze wyobrażałem sobie, że zwiedzę kiedyś ten kraj. Że przylecę tutaj z kimś, kogo kocham. Te marzenia pojawiły się dawno, zanim zacząłem odkrywać, że nie jestem nawet bi. Dalibyście wiarę, że marzenia naprawdę się spełniają? Wiara naprawdę czyni cuda." [rozdz.16]
      Albo ta ich zazdrość o siebie nawzajem. "Choć nie ukrywam, że zazdrość chwytała mnie za serce, kiedy ukradkiem dostrzegłem, jak te kobiety miziały się o MOJEGO CHŁOPAKA!" Za pierwszym razem tylko uśmiechnęłam się, że Loui jest tak cholernie zazdrosny i że to przecież dziecinne. Ale wiecie co? W tym samym rozdziale pojawiło się zadnie, które jednak zmieniło mój tok myślenia. "Przez myśl mi przeszło, że wszystko, co on dla mnie zrobił tego wieczoru, to tylko i wyłącznie z miłości." Dopiero po tym zdaniu zdałam sobie sprawę, że to nie jest tylko szczeniackie zauroczenie. "Jesteś najcudowniejszym, co mnie w życiu spotkało, Lou."
      Poprzedni, ostatni rozdział. Pisałam już pod nim, że się bałam o Louisa, ale miałam nadzieję, że bezpodstawnie. To, że się znalazł dawca i w ogóle... Teoretycznie powinno cieszyć, ale ja i tak miałam złe przeczucia. Wiecie co tam było najpiękniejsze? "Obiecaj mi, że za te parę, ciągnących się w nieskończoność godzin, kiedy otworzę oczy, ty będziesz pierwszą osobą, którą ujrzę – szepnął, chwytając moją dłoń.
      - Oczywiście, Lou – odparłem, składając na jego ustach długi pocałunek. – Będę tu bez względu na wszystko.
      Nie chciałem nawet myśleć, co by było, gdyby jednak operacja się nie powiodła. Myślałem zatem optymistycznie i próbowałem Lou zarazić tym, choć w głębi ducha bałem się bardziej, niż on sam." I w tym momencie chciało się podzielać optymizm Hazzuni. Ale to było świetne. To, że obiecał 'być bez względu na wszystko'. To... Po raz kolejny mi brakuje słów. Najzwyczajniej w świecie.
      A ten epilog był po prostu genialny! W najśmielszych snach nie mogłabym sobie wyobrazić lepszego zakończenia. Zrobiłyście mi małą nadzieję zdaniem: "Nie myślcie sobie, że Louisa już nie ma.". Wtedy naprawdę pomyślałam, że to jednak się skończy happy endem. Ale... praktycznie to chyba tego nie chciałam. A jak się Lou obudził, to już w ogóle można było pomyśleć, że już wszystko będzie ok. Ta ich rozmowa... ostatnia... Była przepiękna, chociaż to nie opisuje jej wystarczająco. Jestem na tyle głupia, że z początku nie rozumiałam o co chodzi, ale potem... Za drugim razem, gdy czytałam to na komputerze i włączyłam muzykę... po prostu zaczęłam się dławić łzami. A mnie naprawdę nie łatwo wzruszyć.
      W gruncie rzeczy, to chyba była najlepsza śmierć jaką można by było sobie wymarzyć, jeśli można tak powiedzieć. Umrzeć ze spełnionymi marzeniami. Umrzeć, gdy wypowiedziało się już wszystko, gdy wyznało się już wszystko. Umrzeć w ramionach osoby, którą się kocha i która odwzajemnia to uczucie. Umrzeć szczęśliwym i spełnionym. Chociaż uważam, że to niesprawiedliwe, że musiał umrzeć tak wcześnie. Przecież był jeszcze taki młody... Na świecie jest tylu pieprzonych skurwieli, którzy bardziej zasługują na śmierć. Ale życie jest niesprawiedliwe. CHOLERNIE niesprawiedliwe! Przepraszam za wyrażenia, ale po prostu mnie poniosło. Wiem, że to tylko wymyślona historia, ale... ja to przeżywam tak, jakby to się działo naprawdę. Jakbym była wewnątrz tych wszystkich wydarzeń. Jakby to dotyczyło mnie...

      Usuń
    2. Napisałyście lepszą historię miłosną niż Stephenie Meyer w czterech książkach, niż wszystkie pisarki romantycznych powieści razem wzięte. Kawał dobrej roboty. Powinnyście dostać Nobla, ale to i tak za mało. Owacje na stojąco dla was.
      Tak naprawdę to jest jeszcze jeden powód, dla którego nie dodałam komentarza od razu. Po prostu bronię się ze wszystkich siły przed myślą, że to już koniec. Po prostu jeszcze nie przyjmuję tego do świadomości. Ale ja wcale tego do świadomości przyjąć nie chcę...
      Wiecie co jeszcze jest genialne w tym epilogu? Zakończenie. Już nie chodzi mi o moment, gdzie Louis już umarł. Chodzi mi o to, że zakończyłyście to w sposób, który wpływa na wyobraźnię czytelnika. Bo tak naprawdę, to nie wiadomo w jakim czasie od śmierci Lou Harry to "opowiada". Nie wiadomo co zrobił po jego śmierci. Możemy tylko wymyślać w głowach własne scenariusze. Ja myślę, że on do końca życia pozostał smutnym człowieczkiem wspominającym miłość swojego życia. Nie potrafił sobie ułożyć z nikim życia, bo nie pokochał nikogo tak bardzo. Myślę, że się nie zabił, bo Louis by tego nie chciał. Chociaż...? "Do zobaczenia, Lou." ?!? Sama już nie wiem... Wiem tylko, że napisałyście najlepszy epilog, jaki tylko można!
      Dobra, już nie będę was zamęczała tym, jak bardzo zakochałam się w tym blogu, w tej historii, jak wiele wniosła do mojego życia, jak uświadomiła mi - dopiero ona - jak naprawdę silna potrafi być prawdziwa miłość. Po prostu zakończę, bo i tak jeśli doczytałyście do tego momentu, to podziwiam za wytrwałość. ;) Pewnie będę musiała jeszcze podzielić ten komentarz :/ :D
      Co do następnego opowiadania, to... uważam, że zdecydowanie NIE powinnyście pisać o Larrym. Pomimo tego, że kocham ich z całego serca, to jednak: stanowcze nie. Uważam, że będzie wam po prostu strasznie ciężko, bo nowe będzie porównywane do tego. Albo ktoś napisze, że "nowe nie jest tak fajne jak stare", albo uzna, że jest jeszcze lepsze, przez co ucierpi to... Poza tym chyba chciałybyście zacząć coś zupełnie nowego, ale może się mylę... Proszę tylko o jedno: Harry i Louis pasują mi tylko i wyłącznie do siebie i proszę nie łączcie żadnego z nich z nikim innym ;) Wiem, że to dziwne, ale oni mi po prostu nie pasują do żadnego innego chłopaka. Pozostała trójka - ok, mogą być łączeni na każdy z możliwych sposobów (może nawet trójkącik? ;)), ale Harry i Lou nie :D Jedyne o co proszę ;)
      Dziękuję Wam za wszystko! Jak już pisałam wyżej: za to, że zmieniłyście mój pogląd na niektóre sprawy. Za to, że pomogłyście uwierzyć, że marzenia się spełniają. Za to, że nigdy nigdy tego nie zapomnę.
      Przepraszam, że tak długo, ale poczułam wewnętrzną potrzebę wyznania tego wszystkiego. Dziękuję, jeśli dotrwałyście do końca ;)
      Będę czytać wszystko co napiszecie. :*
      P.S. Trzyczęściowy komentarz? Pierwszy raz mi się zdarzyło w ogóle podzielić komentarz, nie mówiąc już o dzieleniu go na trzy ;) Dziękuję po raz setny :*

      Usuń
    3. Odpowiadając na Twoje pytanie, to tak, wszystko, absolutniewszystko bło zaplanowane od samego poczatku do samego końca. I choć były dziesiątki komentarzy pod wieloma rozdziałami, że ta historia musi mieć swój happy end, my trzymałysmy się swojego. Przynajmniej ja. Za nic w świecie nie chciałam zmieniać tego końca, bo tylko na taki było mnie stać tutaj. Jakkolwiek to brzmi.
      Chciałabym się tutaj ustosunkować do wszystkich cytatów, które przytoczyłaś, choć nie mam gwarancji, że przeczytasz moją skromną odpowiedź. Rozmowa dziadka Stylesa i Louisa - patrząc na prawdziwe życie, Louis nie mógł być pewien, że coś takiego może kiedykolwiek mieć miejsce. Sytuacja kobieta-męzczyzna byłaby dużo prostsza do wyobrażenia. Ale, że Louis był chłopakiem, to wtedy mogły mu pozostawać jedynie marzenia. Jeśli zaś chodzi o przepowiednię, każdy ma prawo do swoich marzeń. Chciałam tu Louisa ukazać też, jako taką duszę marzyciela.
      Odnośnie śmierci i całego epilogu... Ja także uważam, że niesprawiedliwym jest, jeśli dobre, Bogu ducha winne osoby muszą umierać wcześniej. Bo, tak, jak sama określiłaś, jest wielu sukinsynów, którzy powinni odejść z tego świata, aby nie wyrządząc więcej krzywd. Dlatego chociaż chciałam, żeby Louis przed śmiercią dostał wszystko, o czym w życiu marzył. Szczerze, to zrobiłam to trochę nieświadomie. Jednak chciałam, żeby mimo wszystko wyszło na to, że Louis odejdzie szczęsliwy. A ostatni pocałunek osoby ukochanej i trzymanie jej w ramionach dopóki serce nie przestanie bić było dla Louisa śmiercią wręcz idealną. Jak to sama zauważyłaś, Harry nie opuściłby go bez względu na wszystko. I był z nim do samiutkiego końca. Choć jemu na pewno dużo trudniej było to znieść. Tfu, komu by nie było?
      Porównanie do Stephenie Meyer? :O Ogromne zaskoczenie, w końcu jak dwie siedemnastolatki mogą napisać, czytuję, lepszą historię miłosną, niż wszystkie pisarki romantycznych powieści razem wzięte? :O
      A wiesz, co nas najbardziej cieszy? Że dostrzegłaś fakt, że chciałyśmy dać "wolny wybór" czytelnikowi. Nie chciałyśmy definitywnie kończyć tej historii. Po co? Po co mamy pisać naszą wizję tego, co dalej stanie się z Harrym? Skoro każdy z czytelników chciałby czegoś innego, my mu to po części ofiarowałyśmy zamiast tego happy endu. Teraz, chociaż Louisa już nie ma, Harry może żyć dalej, mógł ułożyć sobie życie z kobietą i mógł spełnić prośbę Louisa, nadając swojemu synowi właśnie tak na imię. Mógł też popaść w depresję, mógł ciągle płakać za Lou, a mógł też ostatnimi słowami sam kończyć swoje życie, aby być jak najszybciej z Lou. To już nie nasza decyzja, tylko indywidualna każdego czytelnika.


      Tu się akurat muszę z Tobą zgodzić, jeśli chodzi o to, że kolejne opowiadanie ma nie być o Larrym. Tego się okropnie boję - porównania do SLYG. A zdaję sobie sprawę, że to, które będzie tu jako następne, w żadnej mierze nie będzie tak dobrze, jak to. Krótkie, zwięzłe, trochę wyjęte z życia, jak wszystko, co staramy się publikować, na pewno nie będzie na hop-siup, że już na początku będzie przepięknie. Także raczej wykorzystamy inny pairing, a do Larry'ego wrócimy, jak poczujemy, że naprawdę to będzie to. Tak myślę.


      Nie przepraszaj. Czytając do wczoraj w nocy zwyczajnie chciało mi się płakać. Nawet gdzieś mi tam jedna kropla uciekła na poduszkę. I rano, jak rozmawiałam z Sabiną, to powiedziała to samo. Bo wszystko, co zawarłaś w tym komentarzu było jak najbardziej prawdziwe. Absolutnie wszystko. Zaskoczyłaś nas ogromnie, na dodatek bardzo pozytywnie. Za co my ponownie podziękujemy Ci. <3

      Mamy jeszcze tylko nadzieję, że mimo wszystko uda Ci się przeczytać to, co tutaj napisałam. Bo obie jesteśmy Ci strasznie wdzięczne. :3

      Usuń
    4. A jednak udało mi się to przeczytać ;) Widzicie? Ja wciąż wracam do tej historii... I jeszcze długo wracać będę, tego jestem pewna!
      Kilka dni miałam emocjonalnego doła. Teraz mi już przeszło, ale ciągle czuję jakąś pustkę w sercu, gdy tu wchodzę i wiem, że to na pewno koniec ;( Jednak wiem, że bezsensem byłoby to "kontynuować" czy coś w tym stylu, bo tak jak jest, jest idealnie! Po prostu po tych dobrych rzeczach zawsze pozostaje niedosyt ;)
      Nawet nie wiecie jaką wywołałyście radość na mojej twarzy, gdy po tym jak stwierdziłam, że może warto przejrzeć komentarze, zobaczyłam waszą odpowiedź. Pozytywne zaskoczenie, bo nie spodziewałam się, a już w szczególności tylu miłych słów. Dziękuję :*
      I naprawdę nie żartowałam, pisząc o tym jak genialnie wy piszecie. Nie wiem jaki kierunek obierzecie sobie w życiu, ale mam nadzieję, że nie będziecie się marnowały. Nawet jeśli nie będziecie pisały zawodowo, to przynajmniej kontynuujcie to w takiej formie, jak obecnie. A przyznaję, że ona mi bardzo odpowiada. Ale nie zdziwiłabym się, gdybym za kilka lat zauważyła książkę waszego autorstwa, która stałaby się bestsellerem! ;)
      I czemu "zdajesz sobie sprawę, że to, które będzie tu jako następne, w żadnej mierze nie będzie tak dobrze, jak to"? Daję sobie głowę uciąć, że będzie. Z TAKIM talentem to nieuniknione ;)
      Znowu wam zajmuję czas, ale znów miałam potrzebę wewnętrzną ;) Jeszcze raz dziękuję za wszystko i nie mogę się doczekać nowego opowiadania! :*

      Usuń
    5. O! Moja radość jest jeszcze większa, bo zauważyłam "no cases". YEAH! :D

      Usuń
  71. Do końca miałam nadzieję, że Louis z tego wyjdzie, a jednak. Łzy stanęły mi w oczach. Nie lubuję się w muzyce typu one direction, ale to nie wyklucza tego, że mogę czytać opowiadania z nimi. Wasze opowiadanie to chyba najlepsze jakie dotąd czytałam. Nie było ich za wiele ale teraz jak czytam jakieś inne czuję ten niedosyt, a w waszym go niema. Jest idealne, niczym książka. Tak naprawdę nie lubię powieści, książek i opowiadań o miłości i we mnie niema za grosz romantyzmu, ale to opowiadanie czytałam zawsze z wielką chęcią. I nawet scenę łóżkową opisaliście tak pięknie, niektóre budzą we mnie odrazę lecz to, to jest coś. I mam nadzieję, że kiedyś wydacie jakieś książki bo z miłą chęcią bym je przeczytała. Powodzenia w następnych opowiadaniach :)

    OdpowiedzUsuń
  72. blog jest już sam w sobie epicki, cała ta historia nadawała by się do ekranizacji albo spisania w książkę (chyba już o tym mówiłam) ale serio jestem pod wielkim wrażeniem, nigdy bym nie przypuszczała, że opowiadanie o gejach wywoła u mnie jakiekolwiek emocje, może to było przez to, że byłam uprzedzona, albo przez to jak mnie wychowano, ale dzięki waszemu opowiadaniu zmieniłam swoje podejście do tego tematu. i nawet zaczęłam czytać inne opowiadania o homoseksualnym związku Lou i Harolda np. jedno z piękniejszych opowiadań jakie czytałam 99 days without You i jeszcze kilka. Chcę Wam serdecznie za to podziękować, bo tak jak by wyleczyłyście mnie z tego i pokazałyście mi piękne oblicze męskiej miłości, ale nie odrażające, chamskie, wręcz perwersyjne. Tylko właśnie delikatne, subtelne i takie nie wiem jak to ująć nawet.
    W sumie nie wiem co jeszcze mogła bym wam tu napisać, co by oddało moje wrażenia po przeczytaniu epilogu. Podejrzewałam, i w sumie miałam nadzieję, że Lou umrze, ale w głębi duszy miałam nadzieję, że on jednak będzie żył z Haroldem szczęśliwie.

    najbardziej chciała bym Wam powiedzieć wielkie
    DZIĘKUJĘ za tak wspaniałą i poruszającą opowieść.

    P.S.
    chciała bym być, żebyście mi wysyłały wszystkie swoje twórczości, albo powiadamiały o nich na TT @alguerrra albo na mejla alguerrra@gmail.com :)

    -m.

    OdpowiedzUsuń
  73. Więc tak, chciałam zacząć od przeprosin. Przepraszam was że nie komentowałam waszego każdego rozdziału, a raczej że wogóle nie komentowałam. Naprawdę pokochałam to opowiadanie o Larrym jak żadne inne. Trudno mi się z tym pogodzić że to już koniec. Nie wiem jak to zrobiłyście, ale płakałam. Nie tylko w epilogu, ale płakałam w większości rozdziałów. Nie tylko ze smutku, ale i radości lub emocji które się we mnie gromadziły. Czytam ten blog od nie dawna, ale gdy skończyłam na 15 rozdziałem to oczekiwanie na kolejne było "męczarnią". Ciekawiły mnie losy życia tej dwójki bardziej niż losy mojej koleżanki (do czego się wstyd przyznać) gdy czytałam wasze opowiadanie, to zatracałam się w nim do reszty. Chciałam wam też podziękować za to że gdy tylko wchodziłam na komputer to miałam nadzieję że kolejny rozdział się ukaże. Może nie na dużo rozdziałów czekałam, ale niestety nie znalazłam tego bloga wcześniej. Dziękuję za tą historię naprawdę. Cieszę się że to było opowiadanie o Larrym bo tak jak pewnie większość dziewczyn uważam że Louis jest stworzony dla Harrego (z wzajemnością). Nie mówię tutaj że Larry istnieje na prawdę, ale fajnie by było. Szkoda, że tak się zakończyło to opowiadanie, ale nie wyobrażam sobie innego końca. Naprawdę jeszcze raz dziękuję, nie mogę się doczekać kolejnego opowiadania. Nawet jak nie będzie o Larrym to będę z chęcią czytała i na pewno wyślę waszego bloga do paru koleżenek. Cieszę się że to nie koniec waszych opowiadań i dziękuję jeszcze raz (już chyba 20). Naprawdę przepraszam że nie komentowałam. Wiem nie ma rzetelnego wytłumaczenia, ale naprawdę szczerze przepraszam. Przepraszam jeszcze za to że tak często się powtarzałam i za to że tak długo pisałam. <33
    Naprawdę dziękuję i przepraszam już ostatni raz więc:
    Przepraszam i dziękuję wam za wszysko.! ;*

    OdpowiedzUsuń
  74. O moj Boze. Placze tu bez konca a za sciana moja MATKA I ZARAZ zobaczy jak placze.. Fuck. To jest takie piekne.. Ja nie wiem jak wy to robbicie.. A najgorsze jest to, ze ta historia jest naprawde wyszukana i niespotykana.. A jak tylko zobaczylam dzis 2 nowe rozdzialy w pierwszej chwili uieszylam sie, ale gdy spojrzalam nieco nizej zauwazylam cos czego mialam nadzieje nigdy nie zobaczyc.A przynajmniej nie tak szybko. Epilog. Czytajac te ostatnie rozdzialy bylam pewna, ze Epilog na pewno bedzie piekny, romantyczny i smutny. Spodziewalam sie tego. Ale nie spodziewalam sie, ze bedzie to tak opisane. Nawet nie mam slow, slowa by to opisac ! Bo piekne,romantyczne, sliczne, slodkie, smutne, .. to za malo . Jak teraz to pisze to wydawalo mi sie ,ze znam wiecej przymiotnikow..Ale nie wazne, bo to jest taka piekna milosc, ze przez czytanie Waszego bloga i innych tego typu przestawilam sie na milosc mesko-meska, a zwlaszcza milosc Harolda i Louisa. Dla mnie normalne pary sa czyms dziwnym, normalnym, zwyklym, i takim przezytkiem.. No, a ta milosc nie znudzi mi sie nigdy. Nigdy. I blagam Was mam nadzieje, ze nastepne opowiadanie bedzie rowniez tak samo emocjonujace i piekne jak to, bo nie wiem jak ja bez tego przezyje. I prosze zeby to byl Larry. Dziekuje.

    OdpowiedzUsuń
  75. No tak, kolejny ff, na którym płaczę jak głupia, bo znowu mi uśmiercili bohatera. GŁÓWNEGO BOHATERA. :< nienawidzę takich zakończeń, bo to mnie dobija. dobrze, że noc jest to może jak się prześpię to mi przejdzie :< Jestem bardzo szczęśliwa z faktu, iż trafiłam na to opowiadanie. Istnieje prawdopodobieństwo 99%, że nie przeczytacie tego komentarza, zważając na to, że jest ich więcej niż mam włosów na głowie, ale chcę wam bardzo podziękować. Nie tylko za wspaniale spędzony czas przy czytaniu, ale za to, że dzięki wam zaczęłam lubić 1D, serio. Wcześniej znałam ''What Makes You Beautiful'' z tv. No i kojarzyłam tak trochę ''One Thing'', ale nie miałam ochoty przesłuchać całej płyty, nie uważałam ich za ''godnych uwagi''. Taki tam kolejny boysband. po prostu lubiłam ich bromance, bo kiedyś znalazłam na tumblrze, czy coś. Jakoś tak wyszło, że trafiłam na waszego bloga. Przez przypadek. Byłam i jestem naprawdę zdziwiona, że w Polsce takie talenty są, bo bądźmy szczerzy więcej niż 3/4 opowiadań o nich jest bez sensu, ranią tylko język polski, a wasze takie nie było/jest i stwierdziłam, że przeczytam sobie. Żeby zabić nudę >D No i zmierzając do tego co chciałam napisać... wasze ff zachęciło mnie do przesłuchania reszty piosenek i tak się stałam fanką One Direction!! >D także, tego, no ... WIELKIE DZIĘKI DZIEWCZYNY ODWALIŁYŚCIE KAWAŁ ŚWIETNEJ ROBOTY. PS. Larry będzie świetnym motywem następnego opowiadania! ale nie obrażę się za shota z Ziamem :D PS2: Przepraszam, że nie komentowałam wszystkich rozdziałów, ale jestem ninja. C: Martyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My byśmy to raczej określiły tak, ze istnieje prawdopodobieństwo 99% przeczytania Twojego komentarza, a ten jeden felerny procencik, to już naprawdę musiałaby być nasza nieuwaga i niefortunne przeoczenie. Naprawdę. :) Jesteś jedną z wielu osób, które sprawiły, ze na naszych twarzach zagościł uśmiech, że pojawiła się kolejna osoba, która kilkoma słowami udowodniła, ze przeczytała SLYG, że poświęciła nam odrobinę czasu. I tu naprawdę nie masz nas za co przepraszać, jeśli chodzi o komentowanie. Z doświadczenia wiem, że czasem zwyczajnie się nie chce komentować, czego sama jestem idealnym przykładem, ale ciii. Naprawdę dziękujemy Ci za te miłe słowa, za ten jeden komentarz znaczący więcej niż każdy z osobna pod osiemnastoma rozdziałami. ;*

      Usuń
  76. Weszłam na waszego bloga z myślą zabicia czasu i myślałam, że to będzie kolejne Love Story. Słodziutkie, aż się rzygać chce. Poznało się dwóch chłopaków, zakochali się w sobie i stawiają światu czoła, bo inni ich nie akceptują, bla bla bla. Ale odnalazłam tu coś więcej. Coś więcej niż zabicie czasu, bo strasznie mi się nudzi. Ta historia uczy. Uczy pokory dla samego siebie, żebyśmy znosili uwagi innych i starali się naprawiać swoje błędy. Uczy kochać, bo nikt nie zna dnia, ani godziny, a osoba, która pozornie wydaje się śmieszną i zwykłą, może pokazać nam świat z całkiem innej perspektywy. Uczy mieć nadzieję, bo mimo, że jest matką głupich, utrzymuje choć procent szansy, że stanie się coś dobrego. I chyba najważniejsze. Ta historia uczy akceptować i przyjmować od losu wszystko, co nam daje, bo niewiadomo, jak ważne może być później to co dostaliśmy. Wykonałyście coś pięknego. Coś co nie przychodzi od zaraz, coś na co trzeba zasłużyć. Z pozoru egoistyczny chłopak zakochuje się w przykładnym, grzecznym chłopaku, a ten daje mu to czego jeszcze nie doświadczył. Miłości. To przeżycie napewno zmieniło poglądy Harry'ego na temat dziewczyn, świata i samego siebie. Dziękuję, że pozwoliłyście dojrzeć wszystkim, czym tak naprawdę jest prawdziwa miłość.

    OdpowiedzUsuń
  77. Jprdl... Ryczę jak głupia...
    Przyznam że to jest pierwsze opowiadanie typu BROmance jakie czytałam, ale... Po prostu nie ma słów, które mogłyby opisać to co czuję.
    Epilog.. Smutny, taki, że teraz łzy leją się strumieniami z moich oczu.
    Całe to opowiadanie było po prostu cudowne.
    Nie raz wchodziłam tutaj po kilkanaście razy dziennie z nadzieję, że będzie nowy rozdział.
    A teraz kiedy to już jest koniec ryczę podwójnie.
    Ryczę bo umarł Louis.
    Ryczę, bo to koniec opowiadania.
    Mam też nadzieję, że szybko napiszecie kolejne opowiadanie ;pp
    Obie macie taki talent jaki ma rzadko który pisarz. A muszę przyznać, że czytałam dużo literatury romantycznej, ale podczas czytania na żadnej nie ryczałam tak jak na Waszym opowiadaniu.
    Na prawdę!!
    Więc...
    Do następnego opowiadania ;**

    OdpowiedzUsuń
  78. Opowiadanie świetne na końcówce ryczałam jak głupia ale mi się podobało.
    Po prostu cudowne naprawdę :)

    OdpowiedzUsuń
  79. kurwa, ryczę. trzeba być miszczem żeby mnie do płaczu doprowadzić. jest mi przykro, że Lou umarł, ale to opowiadanie jest niesamowite. jest, nie było. jest bo zawsze będzie w moim sercu. kurwa, kocham Was. jesteście niesamowite! <3 stworzyłyście moje życie. dziękuję.
    odwaliłyście kawał dobrej roboty!
    i zapraszam na nowy rozdział: [heart-without-you]

    OdpowiedzUsuń
  80. To chyba rekord komentarzy na tym blogu pod jakimś rozdziałem... Ale nie dziwie się..... Miesza on uczuciami czytelnika co można wyczytać z komentarzami powyżej. Każdy płacze ale........ Ja nie. Może to dziwne ale zamiast tego czuje dziwny ucisk w podbrzuszu. To chyba znak że tez czuje coś do tych głupków. Wiem że ta historia nie jest na prawdę ale i tak nie umiem opanować swoich emocji.
    Skąd Lou wiedział ze umrze? Ze tego samego dnia spotka dziadka gdzieś tam w niebie? Pewnie to przeczucie. Podobno ludzie czuja śmierć na sobie. Czuja kiedy nadejdzie. Moim zdaniem to jest najgorsze uczucie jakie można poczuć.
    Jestem na tym blogu krotko gdyż weszłam na niego jak dodałyście 7 rozdział. Przeczytałam dwa pierwsze słowa tego siódmego rozdziału i po prostu.... wiedziałam. Wiedziałam ze ten blog na długo zostanie w mojej pamięci, ze będę go pragnąć z każdym zakończonym rozdziałem. To uczucie w przeciwieństwie do tego pierwszego które opisałam jest .. zajebiste. Wiesz że coś co masz przed sobą da ci szczęście na kolejne miesiące. Ja to tak odbieram. Bóg wiedział co robi, gdy zrodził się w waszych głowach pomysł tego bloga, wiedział ze pokochają was setki osób. Ze uszczęśliwicie nasze nudne życie, wprowadzając uczucie miedzy dwójkę naszych idoli ( sadze ze nie ma tutaj osób które ich nie lubią ) o których mam nadzieje nigdy nie zapomnimy.
    Co do rozdziału to po prostu nie mam slow. Na początku wszystko happy i w jak najlepszym porządku. Dopiero kiedy Lou zaczął się zegnać, pomyślałam sobie ,, Lou nie wydurniaj się''. Była to myśl o pozytywnym znaczeniu, i przy której się uśmiechnęłam. Końcówka..... no i znowu brak slow. Sama chciałam nieszczęśliwego zakończenia, ale teraz mam ochotę cofnąć czas i cofnąć decyzje.Nic by to nie zmieniło ale miałabym czyste sumienie. Nie przywiązałam wagi do swoich slow. Przynajmniej mam nauczkę ale przecież raz się żyje. Teraz poruszę temat Harrego, jego postać fascynowała mnie od początku. Jego bunt na początku bloga, następnie jak nie chciał się przyznać przed sobą ze jest gejem,a przynajmniej biseksualista, a potem uczucie którym chciał się podzielić z całym światem. Tak on był odważny, do tego nie można mieć wątpliwości.. Do tego jeszcze kochający najbardziej na świecie, jak kogoś pokocha to będzie wierny do końca. Lou miał dużo szczęścia że na niego trafił. Ale i na odwrót. Przecież Louis zmienił życie Harrego o 180 stopni i to na lepsze.
    Ten blog zostanie do końca w mojej pamięci. Będę wspominała go najlepiej jak chyba się da. Gdy zacznę czytać jakiś inny blog o Larrym pomyśle sobie. - ,, Ten blog możne być zajebisty ale nie dorówna SLYG.'' Wiec uwaga dla wszystkich co możne zaczną pisać taki blog, mogą znaleźć taki komentarz na swoim blogu ;)
    Teraz czas na wyznanie. Kocham was. Pierwszy raz powiedziałam tak do autorek bloga z którymi nigdy nie pisałam prywatnie, i z którymi nie wymieniłam żadnego słowa nawet na TT. Ale muszę to powiedzieć bo stworzyłaś moje małe życie <3
    Zawsze będę z wami. Pamiętajcie to i nie zapomnijcie o swoim talencie pisarskim. Jeszcze raz dziękuje♥

    @11puchacz

    OdpowiedzUsuń
  81. Wreszcie komentuję te opowiadanie. Czytałam je w nocy na telefonie, więc bez sensu było je wtedy komentować. Taak, ja lubię pisać dłuugie komentarze. Kiedy przed chwilą spojrzałam na komentarze, aż dziwię się, że chce się Wam je czytać. To jak najbardziej komplement, bo tyle ich tam jest. Kilka mądrych słów napisała BeMyBooBear. Co do muzyki - nie słuchałam jej w trakcie opowiadania, zrobiłam to przed chwilą i co się okazało - miałam rację. Tak jak większość czytelników również płakałam. Jakbym słuchała jeszcze tej piosenki to dopiero wyłabym jak bóbr. Te delikatne dźwięki pianina nieco przypominają mi Zmierzch. Podziwiam Was nie tylko za to, że stworzyłyście coś takiego, ale spójrzcie - ludzie komentują, rozmyślają o ludzkiej egzystencji, jakie były +, a jakie - tego, że LouLou zmarł. Te opowiadanie nie jest takie jak każde inne. Inne w sensie : przeczytałam, było fajne i już zapomniałam. Po przeczytaniu tego zastanawiasz się, tak naprawdę, jakie życie jest nieprzewidywalne. Wy pobawiłyście się trochę w Boga, bo postanowiłyście, że los Hazzy będzie taki, że pozna Lou i z dupka zmieni się w kochającego i mądrego chłopaka. Kochającego, bo znalazł miłość swojego życia. Lou'iemu też musiało być ciężko, wiedział, że go zostawi. Mądrego - tu mam na myśli końcówkę opowiadania. Czytałam wiele opowiadań, w którym np Lou umierał, prosił Harry'ego, by żył szczęśliwie (tak jak w tym przypadku), a Harry i tak tego nie dotrzymywał, załamywał się, popełniał samobójstwo. Tutaj postać Hazzy idealnie ukazuje to, że pomimo śmierci najbliższej i najważniejszej osoby, potrafi żyć nadal. Tak, jak sobie tego życzył Louis. Wie, że prędzej czy później i tak się spotkają. A i tak Lou dał mu coś najcenniejszego - swoje serce. Szczerze, dużo razy byłam zmylona co do końcówki.;D Gratulacje za to.;> Pierwszy raz czytałam coś, co się, powiedzmy, źle kończyło. Nawet te najlepsze opowiadania, zawsze kończyły się bardzo dobrze. A tutaj, proszę. Mam na myśli, że napisałyście jedne z najlepszych opowiadań, które tak się kończyło. I jakie przesłanie. Morał zawarłam już w pierwszej części tego komentarza. Pamiętam jak wchodziłam tu kilka razy dziennie i często od razu miała uśmiech na ustach, bo zobaczyłam nowy rozdział. Ahh, tak, często dodawałyście i mam nadzieję, że to się nie zmieni. Co do nowego opowiadania. Uwielbia Zialla. I mam taką cichutką wielką nadzieję, że się go doczekam. Przeczytałam o nim tyle opowiadań, ale i tak wiem, że gdybyście go zrobiły, byłby całkiem inny i niesamowity. To byłoby coś wyjątkowego. Jestem strasznie ciekawa, co Wy byście wymyśliły.<33 Na koniec : WIELKIE DZIĘKI ZA COŚ TAK PIĘKNEGO; COŚ, CO SPRAWIA, ŻE PO PRZECZYTANIU (TAK JAK W GRECKIM TEATRZE) WYSTĄPIŁY TAK WIELKIE REFLEKSJE.<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za tak długi komentarz, ale to rekompensata za te wcześniejsze nieskomentowane rozdziały.

      Usuń
    2. Nie przepraszaj, to naprawdę miłe.
      I cieszy nas fakt, że czytelnicy mogą wyciągnąć z tego jakiś morał. Bo osobiście nie liczyłyśmy (właściwie, pomimo słów, nadal nie liczymy) na fakt, że ktokolwiek będzie mógł ujrzeć, że SLYG to nie tylko miłość Larry'ego, którego większości osób uwielbia, ale też pokazane prawdziwe życie. Bo mimo wszystko, nie kończy się tak, jakby każdy tego chciał, czyli szczęśliwie. Mogłyśmy pójść na łatwiznę i napisać, jak to Harry i Louis żyli długo i szczęśliwie u swojego boku, aż do końca życia, a ich dni były takie piękne, jakie starałyśmy się ukazać chociaż w połowie tych 18 rozdziałów. Bo w prawdziwym życiu może przyjść śmierć, nawet niespodziewanie i przerwać całą tą piękną sielankę.
      No i powiem w sekrecie, że cieszy mnie fakt, że trochę byłaś zmylona co do końcówki. Chciałam się tak właśnie trochę pobawić, żeby nikt nie był do samego epilogu pewny, jak to się skończy, choćby miał tam jakieś swoje przeczucia i nadzieje. ;3

      Na pewno się go doczekasz, to Ci mogę obiecać. Ogólnie lubimy każdy bromance, ale to, który wybierzemy zależy tylko i wyłącznie od pomysłu, jaki się gdzieś tam w głowie zrodzi.

      I nawet nie wiesz, jak nas cieszy, że zwykłe opowiadanie potrafiło wzbudzić choć trochę refleksji w czytelniku. ;)

      Usuń
  82. Drogie autorki tego opowiadania... Wisicie mi całą paczkę chusteczek, bo przez Was poryczałam się jak głupia, a blog jest wspaniały. Bez różnicy, jaki będzie Wasz następny bromance, ja i tak go przeczytam!
    Dziękuję, że piszecie dla Nas! ♥

    OdpowiedzUsuń
  83. Nie komentowałam wcześniej waszych rozdziałów bo najzwyczajniej w świecie mi się nie chciało.. Dlatego ten będzie długi i powiem wam wszystko co chcę powiedzieć. Znalazłam to opowiadanie gdy już było około pewnie dziesięciu rozdziałów. Nie jestem sobie w stanie przypomnieć czy kiedykolwiek płakałam, nie płakałam teraz. To zależy od nastroju, nastawienia i tak dalej.. Ale zawsze targały mną przeróżne uczucia. To co przekazujecie nam przez opisy emocji, to jakie odczucia w nas to wszystko wywoływało, bo jestem pewna, że wiele osób czuje tak samo, to jest.. to jest po prostu niesamowite. Pewnie zabrzmi to banalnie, ale wasze opowiadanie na prawdę jest lepsze od niejednej książki. Zawsze z zaciekawieniem i ogromnym zapałem czytałam wszystko co tu naskrobałyście. Nie raz pewnie zdarzyło się, że czytałam jakiś fragment dwa razy. Potrafiłyście nas wzruszyć, rozbawić. Wszystko było tak prawdziwe, takie (wiem, może nie najlepsze określenie) życiowe. Nawet sceny miłosne, mimo iż raczej nie do końca przeznaczone dla niektórych z nas, były.. jakoś dziwnie subtelne, mimo iż, czasem ostre, ale subtelne. Nie wulgarne, wzbudzające obrzydzenie czy wyrzuty sumienia i kotłujące się w głowie myśli 'wyłączyć czy nie', 'może nie powinnam tego czytać'. To jest strasznie dziwne, ale ja czytając opowiadania zmieniam zdanie o naszych chłopcach.. Tak jakbym ich poznawała, przypisuję im czasem jakieś cechy, dopiero potem uświadamiając sobie, że to 'tylko' opowiadanie. Rozkochują mnie w sobie bardziej przez wasze wykreowane postaci. Nie do końca wiem, czy zrozumiecie co mam na myśli, to na prawdę zagmatwane.. Trudno jest trafić na dobrą książkę, chociaż żeby była wydana jakiś potencjał musi mieć, a wiele jest złych. Tym trudniej jest znaleźć dobre opowiadanie, bo w internecie zamieścić je może każdy, nikt tego nie cenzuruje, nikt nie wybiera, to lepsze, to gorsze. Dlatego krąży tu bardzo dużo, że tak się wyrażę, chłamu, który każdy może stworzyć i wrzucić do internetu, pomnażając liczbę blogów i sprawiając, że odkopanie czegoś dla siebie, co na prawdę zainteresuje, z tej sterty innych, małowartościowych treści staje się jeszcze bardziej mozolną 'pracą'. Dlatego bardzo cieszę się, że udało mi się wykopać, właśnie wasze opowiadanie. Szczerze mówiąc nawet nie pamiętam jak to się stało.. Ale na pewno nie żałuję czasu tu spędzonego. Wielki plus za poprawną pisownię, na którą ja osobiście bardzo zwracam uwagę, bo nie cierpię czytać czegoś co rozprasza mnie milionami błędów ortograficznych i gramatycznych. Taki ze mnie pedancik ;) Miałyście świetny pomysł, nie kolejne ciągnące się jak flaki z olejem, opowiadanie jak to dziewczyna wyjechała do londynu i spotkała (ewentualnie w samolocie) sławny zespół, swoich największych idoli xd Nie wiem czy to wszystko co napisałam ma jakikolwiek sens, bo nie chce mi się tego czytać i analizować, to już wasza działka :D Więc na koniec.. Bardzo, bardzo, bardzo Wam dziękuję i z pewnością będę czytać kolejne opowiadanie, owoc Waszej niesamowitej wyobraźni. I proponuje Nouisa ;)
    venus_bbe

    OdpowiedzUsuń
  84. smutne ;c popłakałam się ;'c

    OdpowiedzUsuń
  85. OK, od razu proszę o odpowiedź, bo chcę mieć pewność, że mój nędzny komentarz został przeczytany, huhuh! :D
    Dobra. Mam tu trochę do napisania, z góry przepraszam za marnowanie czasu przeze mnie.
    Na tego bloga natknęłam się nieprzypadkowo, szukałam DOBREGO opowiadania z Larry'm. Czytałam naprawdę mnóstwo imaginów, przy których jednak zazwyczaj się śmiałam, bo zwyczajnie były beznadziejne. Gdy odkryłam tą stronę, był bodajże 4 rozdział, i od razu mnie to zainteresowało, coś takiego... innego, lepszego. Nie żadne nudne bajeczki, które opierają się na fabule typu "och, kocham Harry'ego, on mnie też, ale przyłapałam/em go w łóżku z jakąś puszczalską dziwką (przepraszam za wyrażenie, szukałam jakiegoś innego słowa ale chyba mój mózg zaczyna szwankować, za dużo przebywania wśród typowych, klnących nastolatków), wywalam go z chałupy i idę skakać z mostu". To coś zupełnie innego, lepszego o 100 procent, oryginalny, przemyślany pomysł. Na nowe rozdziały czekałam cały czas. I nie jestem wkurzona za zmarnowany czas, co to, to nie!
    Uhm... wiecie, teraz mi się trochę wstyd zrobiło. Sama mam blog z opowiadaniem, tylko nie z 1D, coś zupełnie innego, z czym wiążę poważniejsze plany. Jest o wieeele mniej popularny od tego, ale nawet nie chcę go reklamować, bo.. *czas na śmiech* ...boję się plagiatu. To najpoważniejsze opowiadanie, jakie kiedykolwiek pisałam. No i, of course, liczyłam na komentarze, wiem, jakie są ważne. Tymczasem sama ten blog skomentowałam pod postami z 2-3 razy... totalna klapa, wiem. P-R-Z-E-P-R-A-S-Z-A-M! Naprawdę mi głupio.
    Jestem cholernie wkurzona (pozytywnie, nie żebym miała zamiar Was obrażać czy coś) za końcówkę. Kurde. Miałam taką nadzieję na happy-end, taaa, kiedyś myślałam, że happyendy są nudne, przesłodzone i wgl, ale jednak jak wszystko dobrze się kończy, jest jakoś lżej na sercu. Nie powiem, że popłynęła mi łza, co, szczerze mówiąc, przy książkach czy opowiadaniach bardzo rzadko mi się zdarza. Rozbeczałam się jak dziecko tylko przy "99 Days Without You" i "Room 317". Ogólnie rzecz biorąc, kiedy poznałam 1D, stałam się bardziej wrażliwa, bardzo się zmieniłam pod tym względem, sama jestem zdumiona. Popłakałam się nawet przy imaginie, który miał ledwo z 5 linijek! Filmiki, które pokazują drogę One Direction od XFactora, przez wygraną Brit aż do dzisiaj wyduszają mi łzy z oczu (Tak z innej beczki, poryczałam się również przy filmie HARRY POTTER I ZAKON FENIKSA, tego już w ogóle bym się nie spodziewała! Co oni ze mną zrobili???). Ale ogólnie, to rzadko jest w moim przypadku znaleźć dobrą stronę z dobrym opowiadaniem. TA strona jest zupełnym wyjątkiem. Naprawdę, gratulacje, bo mój gust jest ciężki.
    To jest naprawdę świetny blog.
    Wiem, co mówię, bo podobno mam talent pisarski, wszyscy siedzą mi na głowie i marudzą, że po prostu MUSZĘ wydać książkę, bo się zabiją. Mój polonista również tak sądzi (oczywiście nie mówił mi, że się zabije, jeśli nie napiszę książki, ale kto tam wie... *złowrogi śmiech*). Więc, żeby trafić w mój gust, trzeba być kimś. Wy takie jesteście.
    To w zasadzie tyle. Cholera, gdzie ja znajdę taką drugą stronę?!
    Z poważaniem,
    @LadyCatherinex3 (jbc, to mój nick na tt :)) XXXX

    PS Przepraszam za ten mój nieco wyniosły ton, jakbym była samochwałą czy coś, nie mogę nad tym zapanować. Jak mam napisać jakiś tekst czy komentarz zwłaszcza, to zamieniam się w jakąś starą babę po życiowych problemach. Tak czy siak, dzięki Bogu, nie jestem taka :>
    PS2 Zagłosowałam na Nouisa. Uwielbiam Larry'ego, ale, szczerze mówiąc, chciałabym coś przeczytać waszego autorstwa w INNEJ idei. , czyli niekoniecznie znowu Larry. Ale nawet jeśli znowu będzie on, mam nadzieję, że tym razem mogę liczyć na szczęśliwe zakończenie!!! *sadface*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, tak szczerze to nie wiem, co Ci odpowiedzieć, ale skoro chcesz mieć pewność, że przeczytałyśmy komentarz, to teraz mogę Cię w tym zapewnić. :)

      Może tak, bardzo nas cieszy, że jednak odbierasz to, jako coś oryginalnego. Bo jednak widzisz, choroba na pewno na jakimś opowiadaniu o Larrym już się pojawiła, pewnie jakaś podróż skądśtam do kądśtam, dzięki której się spotkali także, nagle zrozumienie, że jednak ta druga strona też kocha równie mocno jak pierwsza... Spodziewałyśmy się, że ktoś może powiedzieć "to już było", ale fajnie słyszeć, że jednak to może się zaliczać do jakichś oryginalnych historii.
      Nie musi Ci być głupio odnośnie komentowania. Ważne, ze przynajmniej komentowałaś na temat, haha. Pamiętam, ze to Ty zwróciłaś uwagę na nasze przeoczenie z uczeniem polskiego w nowojorskiej szkole. ;D Przyzwyczajenie po porstu.

      W takim razie cieszymy się, że mogłyśmy trafić w czyjś ciężki gust. Sama jestem wybredna, chociaż czytam wszystko jak leci, ale nie wszystko przyswajam do siebie. PRzy 99DWY też płakałam. Nie dość, że miałam słaby dzień, to dobiłam się jeszcze tym one shotem, po prostu musiałam się poznęcać nad sobą. :3
      Larry tym razem raczej nie będzie. Nouis jeszcze też nie. Choć coś z tym pairingiem pewnie napiszemy, to niestety powiem, ze to nie będzie to, co będzie teraz. A Larry'ego, jako rekompensate za smutny koniec może też gdzieś tam upchniemy. Jak tylko pomysły będą. ;)

      Usuń
    2. awwww, dzięki! :D
      nie mogę się doczekać :33

      Usuń
  86. Masakra. Poryczłam się. Czytałam to kuzynce i ona już od pocztku płakała. Kocham twojego bloga. Nie mogłam uwierzyć że to już jest koniec. Kocham tego bloga. Jest najlepszym jaki kiedykolwiek czytałam. Nigdy go nie zapomnę. Pamiętam jak na początku z utęsknieniem czekałam na kolejne i kolejne rozdziały. Dzisiaj gdy zobaczyłam że to koniec nie mogłam przestać płakać. Będzie mi was brakować dziewczyny. Waszego toku pisania i ogólnie. Kochaaam. Kurcze czekam na kolejny blog. Larry albo Niam. Proszę. Kocham was. Do zobaczenia. Mam nadzieję że nie zostawicie mojego bloga i będziecie czytać, hmm? Jeszcze raz podaję link: http://youreallivegot.blogspot.com/
    Dzięki za niesamowite przygody które mogłam przeżywać czytając tego bloga. Kocham was naprawdę. Dziękuję jeszcze raz.;**
    Mój TT: @Tomlinsonka.

    OdpowiedzUsuń
  87. Kocham Was. Kocham Was za każdą najmniejszą chwilę poświęconą pisaniu tego. Kocham Was za to najpiękniejsze opowiadanie. Kocham Was za to, że chciało Wam się skończyć to opowiadanie.
    Sądzę, że wszyscy się ze mną zgodzą. Dziękujemy za to, że dałyście nam chwilę oddechu, którym jest to opowiadanie.
    Mam jeszcze kilka słów od siebie. Z chęcią będę czytać następne opowiadanie, bo jestem Wami zachwycona.
    No cóż, nie będę się rozpisywać. Dziękuję za fantastyczne chwile z Larrym, życzę dużo weny i pozdrawiam!
    Mój TT: https://twitter.com/Curly_Boyz_

    OdpowiedzUsuń
  88. Ja.. ja nie wiem, co mam Wam powiedzieć. Nie wierze w to, że to już koniec tej historii. Ona zawsze będzie gdzieś w mojej pamięci. Dziękuje Wam z całego serca. Dziękuje, że miałyście siłe, aby je dokończyć, aby dać nam spojrzeć na miłość dwojga ludzi inaczej..Bo w sumie mogłyście to rzucić w cholere, ale tego nie zrobiłyście. Dziękuje, za każdą emocję, jaka towarzyszyła mi podczas czytania opowiadania. Dziękuje.. dziękuje za to, że jesteście. Kocham Was bardzo mocno ♥
    @Fuck_You_Honey

    OdpowiedzUsuń
  89. Jak napisałam w moim pierwszym komentarzu który jest tam gdzieś na początku tak robię. Piszę bardziej sensowny komentarz bo mój mózg chyba już wrócił od normalnego stanu Ok. myślę że mogę trzeźwo myśleć. A więc może zacznę od tego że na początku strasznie zdenerwowało mnie zakończenie i to że Louis umarł. Właściwie nie zdenerwowało mnie to że umarł.. znaczy na początku tak ale później poczułam taką straszną pustkę jakby po prostu czegoś w tym zakończeniu brakowało. I nie wiedziałam czego właściwie. Chyba dlatego nie potrafiłam tego skomentować, sama nie wiedziałam o co mi chodzi. Bo nie chodziło mnie o brak takiego typowego happy endu, żyli długo i szczęśliwie. Bo to może rzeczywiście było by „zbyt dobre” zakończenie tej historii. Mam na myśli to że od początku tutaj wszystko jest takie życiowe i prawdziwe, a w prawdziwym życiu ludzie umierają, bardzo często… Więc doszłam do wniosku że takie zakończenie jest w porządku, zwłaszcza że zostało tak wspaniale napisane. Nie przesadzone a jednak strasznie wzruszające, doprowadzające do łez. Ale wracając do tematu właśnie czegoś tutaj brakuje, i ja już wiem czego, brakuje nadziei. Cała historia od początku jest właśnie tą nadzieją wypełniona. Dzięki Louisowi Harry odnalazł prawdziwego siebie, oboje odnaleźli prawdziwą miłość. I po prostu to zakończenie tak od tego odstaje, mam na myśli te ostatnie słowa „Wiem, że to usłyszysz, Louis, dlatego to powiem. Naprawdę, nigdy w życiu nie kochałem nikogo tak mocno, jak kocham cię nadal. I nigdy nie pokocham. Do zobaczenia, Lou.” I po tym jest taka pustka. Brakuje mi tu fragmentu „kilka lat później” kiedy Harry jest szczęśliwy i może podziękować Louisowi że nauczył go kochać. Bo przecież Lou nie chciałby żeby Harry do końca życia był nieszczęśliwy. Jasne że może już nikogo Tak jak niego nie pokochać, ale to nie znaczy że nie może wcale nikogo więcej pokochać. A te ostatnie słowa brzmią tak przygnębiająco, jakby już nie było żadnej nadziei…. I jakby umarli oni obydwoje. Nie wiem czy to co pisze ma sens… dla mnie tak, bo kiedy umiera ktoś kogo kochasz nie możesz się poddać i „przestać żyć”, musisz żyć dalej i starać się pomimo wszystko być szczęśliwym choćby dla tej osoby która odeszła, bo skoro cię kochała to chciałaby tego. I właśnie to jest jedyna rzecz której mi brakuje w tym zakończeniu. Poza tym całemu blogowi nie mam nic innego do zarzucenia, jest idealny. Podtrzymuję swoją teorię że jest to na pewno najlepszy blog jaki czytałam kiedykolwiek, i szczerze wątpię żebym kiedyś trafiła na lepszy ( chyba tylko kolejny wasz mógłby taki być). Nigdy bym nie przypuszczała że ktoś może napisać tak piękną historię miłości dwóch chłopaków. Taką która mnie rozbawi tak że będę się śmiała o 1 w nocy na głos (budząc tym samym moją mamę;)) i taką która mnie wzruszy do tego stopnia że będę tak płakać że ciężko mi będzie czytać dalej a na koniec naprawdę zabraknie mi słów żeby to opisać. Pokochałam tą opowieść od samego początku. Poleciła mi ją moja przyjaciółka, już wtedy wiedziałam że skoro ona mi o tym mówi to musi być naprawdę dobre, ale nie spodziewałam się że aż tak. Po przeczytaniu wstępu byłam już pewna że ta historia będzie świetna. Zaraz później pierwszy rozdział, a później następny i wszystkie kolejne jakie były, jednym tchem. Początkowe rozdziały były takie urocze! Louis który sam przed sobą nie chciał się przyznać że zakochał się „w tym dupku” i Harry który tak bardzo się zmienił. Później znów Harry bojący się własnych uczuć. Ich miłość, prawdziwa miłość. Choroba Louisa. Wszystko takie prawdziwe! Nie będę się już rozpisywała co do treści przecież same znacie ją najlepiej. Napisałam że to najlepszy blog, ale to nie tylko najlepszy blog, myślę że to najpiękniejsza historia miłości a przynajmniej jedna z najpiękniejszych jakie miałam okazje przeczytać. A uwierzcie mi że przeczytałam w swoim życiu bardzo wiele książek. A skoro już o książkach mowa mam wielką nadzieję że kiedyś przeczytam też waszą, albo przynajmniej jednej z was. Bo naprawdę macie talent. A więc może nie będę już tak się rozpisywać bo was zanudzę na śmierć xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale dopiszę jeszcze tyle że naprawdę nie mogę doczekać się waszego nowego bloga o kimkolwiek by nie był :)

      Usuń
    2. Kurcze kliknęłam sobie opublikuj a jeszcze nie skończyłam xD więc nie mogę się doczekać następnego a na razie czytam sobie od początku ten :P wgl to pisze @dalekojeszcze ;p jeśli pamiętasz to ja pisałam na tt ostatnio o tym one shocie z Zouisem :P hahah ale mi ten komentarz długi wyszedł aż mi limit wyskoczył musiałam podzielić a i tak jeszcze bym mogła raz tyle napisać... Ale już nie zanudzam pozdrawiam miłego dnia :P

      Usuń
    3. oczywiście, że Cię pamiętam! gdzieżbym mogła zapomnieć? *-*
      miałam Ci napisać na tt, ale napiszę to tutaj, bo podejrzewam, ze zawaliłabym Ci tylko interakcje.
      także odnośnie tego końca, o którym wspomniałaś, że brakuje Ci tutaj nadzieji, że po ostatnim akapicie zostaje taka pustka. widzisz, chciałam tutaj bardziej dać każdemu czytelnikowi prawo wyboru tego, co dalej stanie się z Harrym. pisałam to wyżej Amy, ale napiszę to i też tutaj Tobie. bo nie zostało wyjaśnione, w jakim odstępie czasu Harry wypowiada w myślach te słowa, te ostatnie słowa. i tu nie powiedziane jest, że on nie ułożył sobie później życia. nie chciałyśmy tutaj ukazywać tego, co się z nim dalej wydarzy, jak potoczy się jego życie, bo uznałyśmy, że skoro w epilogu już musiał pożegnać się z Louisem, to to, co stanie się z nim dalej, będzie należało do Waszego wyboru.
      co do tego, że ostatnie słowa brzmią przygnębiająco, może faktycznie tak jest. ale to może wynikać też z tego, że gdzieś tam po jakimś czasie on znów mógł wracać do wspomnień, a wspomnienia czasem bolą. w tym, co napisałaś, jest sens. we wszystkim jest sens. każdy miał prawo odebrać epilog SLYG inaczej. no na pewno jakaś cząstka Harry'ego umarła razem z Lou tamtego dnia, to nie wykluczone.

      na koniec dziękujemy za wszystko słowa. ♥

      ps. i na pewno będę pamiętać o czymś z Zouisem, bądź tego pewna! :3

      Usuń
  90. pisze to ledwie widząc ekran , nie moge przestać płakać to najbardziej wzruszająca historia jaką czytałam :'( nie wiem co powiedzieć epilog jak i cała historia od prologu aż do teraz chwyciła mnie za serce :D nie wiem jak wytrzymam bez dalszych części :( podczas tego rozdziału jak i teraz w tej chwili moje serce krwawi ... nie wiem co powiedzieć nie wiem jakie emocje temu toważyszyły to trudne naprawde nazwać co czułam czytając każdy z rozdziałów wiem tylko że to było cudowne kocham was za to :D i prosze nie przestawajcie pisać nigdy mam nadzieje że kiedyś kupie jakąś twoją książke która będzie tak cudowna jak taa popwiem to jeszcze raz kocham za to co robicie i mam nadzieje będziecie robić :*



    Miętowa :D

    OdpowiedzUsuń
  91. Szkoda, że to już koniec :( Prawie się poryczałem, kiedy czytałem epilog, a później, gdy uświadomiłem sobie, że to już koniec bloga o Larrym. Koniec ich miłości, ich przygód i kłótni, ich radości i nienawiści. ICH. Ale przecież wszystko się kiedyś kończy, nic nie trwa wiecznie, więc nie trzeba się smucić i iść na przód, nie myśleć o przyszłości :)
    Co do całego opowiadania... Poruszyło mnie. Opisałaś to wszystko tak świetnie, dokładnie, jak profesjonalistka. Śmiałem się, denerwowałem i wzruszałem się razem z bohaterami. Obaliłaś w tym opowiadaniu tyle głupich stereotypów, ile tylko było możliwe. Dzięki temu blogowi byłaś, jesteś i będziesz cząstką nas wszystkich. Wszystkich, którzy czytali to opowiadanie i życzyli Ci wszystkiego, co najlepsze. Ja także życzę Ci dużo szczęścia w życiu i kolejnych tak wspaniałych opowiadań jak to. Jesteś moją idolką i już nic tego nie zmieni. Nawet jeśli kiedyś staniesz i pomyślisz o tym, aby rzucić pisanie. Chociaż wiem, że to nierealne. :)
    Powiem jeszcze krótko, że na bloga trafiłem przez przypadek, kiedy wchodziłem na "Stole My Heart Tonight" . Postanowiłem przejrzeć jeszcze inne blogi, które piszesz i wpadłem na ten. I nie żałuję. Wręcz przeciwnie- jestem dumny z tego, że spotkałem taką fajną, miłą, ciepłą i zabawną osobę, jaką jesteś ♥
    Przepraszam, że tyle mi to zajęło, ale musiałem to wszystko powiedzieć. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe :D
    Jeszcze raz, życzę Ci wszystkiego najlepszego :)
    http://wakacyjny-oboz-z-1d.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  92. Piszę ten komentarz płacząc jak głupia.. Kolejny raz.. Wczoraj nie mogłam się uspokoić i mimo, że była pierwsza w nocy ja płakałam chyba z pół godziny. Trzeci raz czytam ten epilog i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że to opowiadanie się naprawdę skończyło. Ni będzie już Larry'ego Stylinson'a. Nie będzie obawy przed śmiercią Louis'a, nie będzie tej radości, kiedy pojawiała się miłość męsko-męska, nie będzie już niczego. Skończyło się coś naprawdę pięknego. Nie zdawałam sobie sprawy, że czyjaś wyobraźnia tak może na mnie zadziałać. Po przeczytaniu o śmierci Lou naprawdę uwierzyłam, że umarł.. Zdałam sobie dopiero sprawę, że żyje kiedy zobaczyłam jego zdjęcie. Dziękuję Wam za to.
    Całość tego opowiadania jest naprawdę niesamowita. To co teraz czuję jest po prostu nie opisania. Emocje, które teraz mi towarzyszą są tak silne, że aż zadziwiają mnie samą. Nigdy w życiu nie płakałam kiedy skończyło się jakiekolwiek opowiadanie. Naprawdę. Wywołać u mnie łzy to nie lada wyzwanie, ale wam się udało. Chciałam Wam podziękować za to wszystko. Za coś tak pięknego i magicznego. W żadne opowiadanie tak się nie wczułam. Kilka razy dziennie wchodziłam tutaj i patrzyłam czy nie ma nowego rozdziału. Kiedy nie było byłam lekko zawiedziona, ale kiedy w końcu się pojawił na mojej twarzy malował się naprawdę szeroki uśmiech. W niektórych momentach śmiałam się do ekranu, w niektórych byłam bliska płaczu. Gdyby mnie ktoś zobaczył pomyślałby sobie- wariatka. Ale to tak na mnie działało. Nadal nie wierzę, że to już koniec. Jest to moje zdecydowanie najulubieńsze opowiadanie o Larry'm i przez długi długi czas zdania nie zmienię. Wierzę, że kiedyś powstanie z tego książka. Naprawdę. A wtedy bez wahania ją kupię i przeczytam na pewno nie raz. Zresztą tutaj też pewnie nie raz wrócę i zacznę czytać od początku. To chyba tyle ode mnie. Jeszcze bardzo dziękuję za to wszystko. Wy jesteście niesamowite, to opowiadanie jest niesamowite. Życzę miłych i udanych wakacji i z niecierpliwością czekam na kolejne opowiadanie tworzone pod wodzą Waszej wyobraźni.♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  93. ech.. ;( naprawdę nie wiem co mam napisać ;( do końca miałam nadzieję, że Louis będzie zdrowy, a tu takie smutne zakończenie ;(;(;( ... nie da się nie płakać ;( to było najpiękniejsze opowiadanie jakie czytałam, nie mogę się doczekać kolejnego, macie ogromny talent, ale to już na pewno wiecie. nie będę przedłużać więc po prostu Wam podziękuję za to opowiadanie, za każdą chwilę, kiedy na mojej twarzy pojawiał się uśmiech, a w głowie szalała ciekawość "co dalej?!". Dziękuję za wszystko, za Waszą ciężką pracę, którą włożyłyście w to opowiadanie. Hmm.. chyba nie umiem pisać sensownych i w miarę krótkich komentarzy, ale nie wiem jak wyrazić swoją wdzięczność za tą wzruszającą historię... po prostu dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  94. Wiecie co? Od początku spodziewałam się takiego zakończenia, co prawda ostatnie rozdziały dały mi trochę nadziei, jednak poniekąd byłam na to przygotowana. Nic bardziej mylnego czytając ten rozdział już od początku płakałam. Nie przepraszam tego nie można nazwać płaczem ja ryczałam, po prostu ryczałam, mocząc komputer, poduszkę, ale szczerze mam to gdzieś.
    No dobra wracając do opowiadania. Powtarzałam to tysiące razy i powtórzę jeszcze raz. TO JEST MÓJ ULUBIONY NAJUKOCHANISZY BROMANCE. Na początku nie chciałam komentować tego epilogu, po to naprawdę dużo mnie kosztuję, ale teraz czekam sobie na TCA, popajam kawę i myślę sobie: Należy się Wam. Więc piszę.
    Po pierwsze dziękuję wam, za to że włożyłyście w to opowiadanie tyle czasu i serca, że nie olewałyście nas, a rozdziały dodawałyście regularnie. Może się powtarzam, a raczej na pewno, ale na prawdę dobrze piszecie, dlatego mam gdzieś o kim będzie następny blog, z góry wiem, że będzie zajebisty.
    Nie wiem co tu jeszcze napisać, boję się rozpisać, bo nie chcę znowu ryczeć, ale jeszcze raz dziękuję. To wszystko może brzmieć trochę jakbym się Wam podlizywałam, ale trudno ja tak naprawdę myślę. <3

    @luli_1d

    OdpowiedzUsuń
  95. Cześć. Pomimo tego,że macie już aż 111 komentarzy, muszę coś napisać. Kocham was z całego serca i to jak piszecie. <3 Byłam z Wami od początku, chociaż nie dodawałam pod każdym postem komentarza. Przez cały czas oczekiwałam z niecierpliwością kolejnego rozdziału, bojąc się jednak tego, że to jest o oklejny rozdział bliżej końca. Płakałam. Moje serce pękło na milion kawałeczków po jednym i ostatnim rozdziale - epilogu. Strasznie pokochałam to opowiadanie i bohaterów przez Was wykreowanych. Dlatego chciałabym się spytać, czy mogłabym sobie skopiować cały "SLYG" i zapisać u mnie na komputerze. Żeby w każdej chwili móc usiąść spokojnie jeszcze raz, a nawet jeszcze wiele razy i przeczytać. Opowiadanie było super, ekstra, niepowtarzalne i wogóle mega. Nigdy go nie zapomnę. (co ułatwiłaby mi kopia na moim komputerza. xD)I nie martwcie się. Obojętnie jaki bromance napiszecie i tak będę Was kochać, i czytać następne Wasze opowiadanie. DZIĘKUJĘ WAM Z CAŁEGO SERCA! :* :)
    Alb

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cześć. ;D
      dziękujemy, że jednak zdecydowałaś się skomentować, bo jesteś kolejną osobą, która sprawiła, że uśmiechałyśmy się jak głupie. ;)
      oczywiście, możesz sobie skopiować całe SLYG na komputer, dla nas to żaden kłopot. w ogóle zaskoczeniem było da nas, że zapytałaś, bo równie dobrze każdy może skopiować to, a my tak czy siak tego nie sprawdzimy. dlatego jeśli chcesz, proszę bardzo. :3

      to my dziękujemy. <3

      Usuń
  96. kurwa.... to było piękne.

    OdpowiedzUsuń
  97. Płaczę jak jeszcze nigdy w życiu ... Będę to czytała codziennie, bo to jest na prawdę piękne ... Najlepszy bloog na świecie na prawdę ... Nie wiem co napisać ... Nie mogę sie powstrzymać od płaczu . ♥ Kcham was !!!

    OdpowiedzUsuń
  98. Wszystkie komentarze to szczera prawda !! To że jesteście najlepsze.. Wgl to tez bym napisała 30-liniowy komentarz, ale po co ? Wy chyba doskonale wiecie i zdajecie sobie z tego sprawe że jesteście niesamowiście utalentowane, żeby MNIE doprowadzić do PŁACZU ????!!! Nie płakałam od.. od.. nawet sama nie pamiętam, a tu *buuum* jedno opowiadanie może mnie doprowadzić do takiego stanu że zachodze się od płaczu, brakuje mi chusteczek, rozmazałam se cały makijaż i rodzice wbiegają do pokoju pytając co się stało... Na prawdę jesteście niesamowite .. KOCHAM WAS i nie mogę się doczekać następnego opowiadania . ♥

    OdpowiedzUsuń
  99. Opowiadanie było cudowne, chociaż byłam zaskoczona taką szybką zmianą akcji. Wszystko jest okej a potem bum i Louis nie żyję , ryczałam jak bóbr.Dziękuję wam ,że napisałyście to opowiadanie ,było naprawdę świetne .Teraz jedyne co mi pozostało to życzenie wam weny :)

    OdpowiedzUsuń
  100. Poczekaj, bo płacze. Może nie chce ci się czytać kolejnego komentarza, ale i tak napisze. Wiesz, że jesteś jedyną osobą, która doprowadziła mnie do płaczu. Wiesz jestem jedną z tym dziewczyn, które nie boją się horrorów, a wręcz śmieją się na nich; romanse nie robią na nich wrażenia, a kiedy ktoś umiera w filmie lub w książce obchodzi mnie to - tak wiem jestem trochę bezduszna. Jednak nie wiem jak to zrobiłaś, że poleciały mi z oczy łzy. Po prostu rozpłakałam się. Kiedy Lou wypowiadał te wszystkie słowa, ja po prostu...
    Chętnie dowiedziałabym się co się stanie z Harrym, ale wiem, że to już koniec tej piękniej opowieści, przez co jest mi jeszcze bardziej smutno. Nie wierze, że taka piękna książka przepełniona taką miłością i wiara w lepsze jutro mogła się skończyć tak wcześnie. Codziennie z niecierpliwością czekałam na kolejne rozdziały. Nawet sceny erotyczne gejów nie były obrzydzeniem. ( ZNÓW ZA DUŻO PISZE) Przyznam się, że nie zawsze dodawałam komentarze, może nawet rzadko, ale wiedz, że kocham twoje opowiadanie i twój tok rozumowania. Jesteś niesamowita. W końcu każdy pisarz daje cząstkę siebie bohaterom. Wiem jedno, że na pewno twoje kolejne opowiadanie będzie nieziemskie oraz, że z chęciom spotkałabym cię kiedyś na ulicy ^^ Jeśli będzie ci się kiedyś nudzić napisz do mnie @1Dpreoccupied :)
    P.S
    Jeśli nie zgodzisz się na Larryego, chętnie przeczytałabym o Zarrym coś ^^ Jednak to twój wybór, a ja wiem, że i tak będę to czytać :)
    POWODZENIA ! ; D

    OdpowiedzUsuń
  101. yyy. układałem sobie przemowę do was, ale teraz mam pustkę w głowie. więc może powiem to co myślę.
    chcę wam przedewszystkim podziękować. dzięki wam zmieniłam sie i to na lepsze. nauczyłam się kochać za nic. kochać i być kochanym. moi rodzice... dzięki wam ja pogodziłam sie z nimi. nie odzywałam się do nich przez pół roku, bo ja się bałam jak zareagują na pewną rzecz o której może nie bede wspominać. i gdy przeczytałam ten rozdział gdy Harry mówi mamie, ze jest bi i namawia Gemmę, że by też jej powiedziała, ja zrozumiałam, że rodzice mnie kochają i będa kochać, pomimo wszystko. oprócz tego dziękuj za to że poprostu byłyście. że pisałyście takie czasem cudowne, czasem straszne, czasem dołujące, a czasem piękne, a czasem wręcz wzruszające rzeczy. dziękuje. dzięki wam ja nareszcie czuję się dobrze.
    chciałam was też przeprosić. za to, ż echoć jestem z wami od początku, a ani razu nie komentowałam. sorry:(

    rozdział. rany!! brak mi słów. płakałam. nie płakać to złe okreslenie. ryczałam?, wyłam? tak, myślę, że to lepsze okreslenie. mam ochotę się teraz zwyczajnie podciać, ale to i tak by nie pomogło. dlaczego.?! dlaczego on umarł.!!??? już wszystko było tak dobrze, nareszcie się układało. i choć to tylko opowiadanie,ja wraz z jego końcem czuję się jakby jakaś czastka mnie umarła wraz z Lou.chcę teraz najzwyczajniej zapomnieć.nie moge juz znieść tego bólu. piszecie tak realnie, jakbyście same to wszystko przeżyły. wiem jednak, że to opowiadanie na zawsze pozostanie w mojej pamięci.
    wiem, że mój komentarz jest niczym. jest poprostu kolejnym wpisem. nic nieznaczacymi literami w morzu tych pięknych i wzruszających komentarzy. ale mam nadzieję, że go przeczytacie i że sprawi wam choć troszkę radości.

    mam też jedna prosbę. nigdy, prze nigdy nie przestawajcie pisać. macie wielki talent i nie marnujcie go.

    no to chyba koniec.
    ciałem się pożegnać,ale tego nie zrobię. ja tu będę wracać i z nadzieją czekać na jakąś krótką notkę, że może postanowiłyście zacząć nowy blog.
    jeszcze raz dziękuje
    kocham was.♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszymy się, że w pewnym stopniu SLYG wpłynęło na Ciebie i postanowiłaś powiedzieć rodzicom o tym, co przed nimi ukrywałaś. i w ogóle odezwać się do nich. chciałyśmy tu po części właśnie pokazać, że mimo wszystko w rodzicach można mieć oparcie, bo oni chcą dla nas naszego dobra, chociaż my tego czasem nie zauważamy. i mamy nadzieję, że wszystko już jest dobrze. ;)

      oraz dziękujemy za wszystko, co napisałaś. ♥ na pewno niedługo spotkasz się z informacją o nowym opowiadaniu, bo będzie ono publikowane prawdopodobnie też tutaj.

      Usuń
  102. Przez przypadek wczoraj znalazłam tego bloga, historia wciągająca a zakończenie wspaniałe chociaż smutne. Wydaje się mówić nam podsumowanie o życiu każdego z nas. Piszcie dalej.

    OdpowiedzUsuń
  103. planowałam napisać coś wyczerpującego ale wybaczcie bo nie zrobię tego .
    nie jestem w stanie napisać tego co teraz ogarnia mój rozum i serce ale potok łez wylewa się na moją klawiaturę.
    dziękuje .. naprawdę dziękuje.

    OdpowiedzUsuń
  104. zakonczenie wywołało u mnie duzo łez ale nie dlatego mówie ze jest swietne ale dlatego ze takie po prostu jest. Ostatnie zdania są tak prawdziwe ze az boli :( dziękuje Wam ze to opowiadanie... było naprawde piękne od samego początku do samego konca... zaskakujące zabawne smutne po prostu takie które czytało sie z najwiekszą przyjemnościa :) pozdrawiam Sophie <3

    OdpowiedzUsuń
  105. czytam to po raz 10000000000000 i po raz 10000000000000 płacze.. jeszcze ta muzyka, nie moge sie powsttrzymac od placzu. sory jestem za bardzo zalamana zeby to opisac..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kitka, nie płacz już, naprawę. ;c nie doszłam jeszcze z odpowiedziami do Ciebie, ale skoro nie śpię i widzę powiadomienie o komentarzu od Ciebie, to postanowiłam napisać chociażby to krótkie dziękuje. wiem, że byłaś z nami już trochę czasu i jeśli dobrze myślę, to miałaś wcześniej nick Nie Wiem, tak? :3 i dziękujemy za to, co napisałaś tam wyżej i za to, że do innych komentarzy coś napisałaś, bo to świadczy o tym, że pewnie niektóre przeczytałaś. to naprawdę miłe, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo. <3

      Usuń
    2. tak miałam nick Nie Wiem jestem z wami od początku .. dziękuje że to zauważyłaś .. co do komentarzy to ja czytam wszytkie.. no po prostu lubie jak ludzie do was piszą miłe rzeczy ♥
      ja po prostu nie mogę się powstrzymać od płaczu jak to czytam, a chce to czytać bo to jest piękne.. kocham to opowiadanie, ja no.. nie potrafie się otrząsnąć .. bo to jest w tak realistyczny sposób napisane że czuje jakby ta historia przytrafiła się naprawdę ♥ po przeczytaniu tego zaraz spoglądam na plakaty chłopców powieszone nad moim łóżkiem i jeszcze bardziej płacze..

      Usuń
  106. Być może mi nie uwierzycie ,ale naprawdę się popłakałam. Pierwszy raz czytając opowiadanie ,miałam łzy w oczach. I chciałabym Wam ogromnie podziękować za emocje ,które mi dostarczyłyście to dla mnie cenne. Cieszę się cholernie ,że znalazłam tego bloga i mam nadzieję ,że mi wybaczycie ,że nigdy nie komentowałam... Jakoś tak nie mogłam się nigdy zebrać więc jeszcze raz wybaczcie. Nie rozpisuję się więcej ,bo już smęcę.
    Na koniec ostatnie podziękowania i na pewno będę czytała Wasze inne opowiadania .
    Follownęłam Was na TT ,także myślę ,że będę na bieżąco .
    Trzymajcie się! Big Love xx

    OdpowiedzUsuń
  107. " Nie wiem. Nie chcę wiedzieć. Nigdy się nie dowiem."

    Płaczę.
    Łza po łzie lekko sunie, powoli i lekko po skórze, zaznacząc słoną dróżkę pomędzy nosem a policzkiem. Przemieszcza się, nie spiesząc i skapuje na bluzkę. Przemacza ją, dotyka mojej nagiej cienkiej cery. Zwilża ją, wywołując przeraźliwy ból głowy i łupanie skroni. Gardło ściska napełniając się ogromną gulą, a serce odmawia posłuszeństwa i próbuje wyrwać sie z piersi. Zbyt tłoczno, za duzo uczuć.
    Usta jak zaklęte wiecznym snem nie rzekną nic, nie poruszą się, by dać upust emocjom. Ręcę, które teraz drżą, próbują sie uspokoić, choć na daremno. Nic nie przynosi osłody. Mokre od łez oczy, niemiłosiernie pieką i spogladają nieobecnie w tekst. Nic do nich nie przemawia, nic już ich nie zaskoczy. Źrenice nadal wyczekują ratunku, lecz ten nie nadchodzi.
    Myśli juz dawno odesząy od ciała, zostawiając go całym naprężonym i przerażonym. Dawno opuściły to małe więzienie. Już nie muszą się męczyć. Wypływają wypełniając każdy milimetr pokoju, mieszając sie z powietrzem, którego nagle zabrakło. Uciekło. Czyżby od tej strasznej wiadomości? Jest potrzebne, tu, przy mnie.
    Zrobiło się go zbyt mało, by się poruszyć, czy choćby odetchnąć. Pustka, kompletna pustka ogarnia niczym słaby szept wolności, wybawienia i swobody nawołujący do napomnienia. Chociaż uszy wciąś słyszą smutną melodię, melodię odejścia, marszu, żałoby, żalu, otepienia i miłości, która już nigdy nie zazna spokoju, i która nadal wierzy, że będzie mogła powrócić.
    Choć to wszystkio nadal sie tli, nie ma już znaczenia, bo nie ma już nic. Nie ma nikogo, kto mógły uszłyszeć tą subtelną i niesłyszalną prośbe o powrót. Jak łatwo jest kochać i prosić, jak trudno zrozumieć i dać odejść.

    " Nie wiem. Nie chcę wiedzieć. Nigdy się nie dowiem."

    Nie potrafię tego zrozumieć ..

    OdpowiedzUsuń
  108. Popłakałam się. Jestem szczerze zaskoczona zakończeniem. Przywiązałam się bardzo do tego opowiadania i trudno będzie mi bez niego żyć. Avalon xx

    OdpowiedzUsuń
  109. Prosiłam cię żeby nie umarł -,-
    Kurwa teraz rycze :/
    Super blog podziwiam cię ^ ^

    OdpowiedzUsuń
  110. O mamo. Spodziewałam się takiego zakończenia. Ale mimo wszystko łez powstrzymać nie dałam rady. Gratuluję. Żałuję tylko, że to już koniec.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  111. Jejku świetnie Ci idzie! Ja dopiero zaczynam.. Zapraszam do siebie http://thoughtsturn.blogspot.com/ <3

    OdpowiedzUsuń
  112. zjebałaś sprawę tym zakończeniem ;/
    Już miałam nadzieję, że operacja się uda i będą żyć razem długo i szczęśliwie. A ty tu wyjeżdżasz ze śmiercią. :(
    No ale to nie zmienia faktu że twoje opowiadanie było wspaniałe. Czytałam go z uśmiechem na twarzy, bo cieszyłam się, że w końcu jakieś opowiadanie o Larrym mnie zainteresowało, do tego stopnia że nie mogłam się doczekać epilogu. :)
    Na pewno nie zapomnę Twojego dzieła. Przeczytałam już dużo opowiadań i Twoje jest jednym z moich ulubionych.
    Dziękuję Ci xx :D

    OdpowiedzUsuń
  113. całe opowiadanie to prawda... doceniasz coś kiedy już to stracisz.
    Przed tym myśląc o czymś takim jak np. to że kiedy usłyszałabym że w przyszłości moją miłością będzie dziewczyna pewnie nie uwierzyłabym w to i uznała że to głupi żart... ale jeśli w moim życiu moje serce zajmie dziewczyna.. nie no,tak na serio nie wiem jakby było..wiem że żeby to poczuć musiałabym mieć taką sytuację.
    Wiedziałam że to opowiadanie się tak skończy,chociaż miałam nadzieję że operacja się uda oraz że Harry i Lou będą żyli sobie długo i szczęśliwie.Dziękuję Ci za tego bloga,Naprawdę.Dziękuję za to że bardzo się nad nim starałaś.Bo było warto,powinnaś napisać książkę tylko że trochę dłuższą.Jeszcze raz dziękuję autorce tego bloga że tym opowiadaniem nauczyłaś Mnie tego co w tym opowiadaniu zawarłaś.
    Jeśli piszesz jeszcze jakiś blog to napisz :)
    Musze się otrząsnąć bo jak na razie się na to nie zanosi... ;(
    I nawet jeśli przeczytam to opowiadanie ze 100 razy to i tak będę beczeć i mieć nadzieję że Louis będzie zdrowy i będzie z Harrym do końca,do końca życia w którym jego marzenia się spełniły...
    Dziękuję... :')

    OdpowiedzUsuń
  114. Tak jak prosilyscie.. Zrobię to z wielka ochota.. już nie jeden raz komentowalam tego bloga, ale dzisiaj to bd ostatni raz : ( Jestem trochę zawiedziona, ale w sumie gdybybysie pisały dalej to byłoby to masło maslne.. Czytając epilog i całe opowiadanie miałam wiele przemyśleń i doszłam do wniosku, ze jestem taka sama jak Harry przed zmina, może nie sypiam z innym mężczyzna co wieczór, ale co chwile znajduje sb nowego chłopaka, którego na początku rozkochuje w sobie , a potem zostawiam..Pisząc to
    płacze, na prawdę jesteście wielkie . Przedstawilyscie intrygująca historie "zakazanej" miłości dwóch ludzi..
    DZIEKUJE WAM ZA TO OPOWIADANIE..DAJE WIELE DO MYŚLENIA.. JEST ZNAKOMITE !!

    OdpowiedzUsuń
  115. No nie wierzę, po prostu nie wierzę... To już koniec? ;< Miałam nadzieję na jeszcze choć jeden rozdział... Pamiętam jak pisałam abyście nie uśmiercały mojego kochanego Lou, abyście nie robiły takiej krzywdy Harry'emu, ale wiecie co? Tak jest nawet lepiej. Przeważnie jakie opowiadanie nie czytałam kończyło się happy endem a tu jest wreszcie coś innego. Właściwie dzięki takiemu zakończeniu ta historia jak dla mnie nabrała jakiejś takiej realności, sprawiła, że po cichu zaczęłam wierzyć w to, że takie uczucie jakim się chłopcy darzyli jest jak najbardziej możliwe. Dziękuję wam bardzo! Jestem mega wdzięczna, że umożliwiłyście mi przeżycie tak pięknej historii. Cholera, powtarzam chyba się x,x. Przepraszam, że nie komentowałam poprzednich rozdziałów, ale byłam na wyjeździe.
    Co do następnego opowiadania to nieważne jaki bromance będzie zawierać i tak będę je czytać, choć liczę na Zialla lub Ziama ^^
    Pozdrawiam i czekam na 1 rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  116. Całe opowiadanie skomentuje jednym, wielkim: BRAWO !! Jest naprawde świetne. Nie umiem powiedzieć nic innego. Po prostu siedzę i płaczę. Piękne, naprawdę piękne. Jedno z najlepszych, jakie czytałam. Kocham Was za to opowiadanie <3 I dziękuję z całego serca!

    OdpowiedzUsuń
  117. hym... to trudne . Ja choć rzadko to robie przy czytaniu opowiadania ... popłakałam się , do samego końca miałam jednak nadzieje że Lou przeżyje i będą z Haroldem żyć długo i szczęśliwie . I przyznam byłam zła że Louis został uśmiercony , ALE to wasze opowiadanie WY decydujecie i to w takich opowiadaniach jest najlepsze - zaskakuje . MI bardzo ale to bardzo się podobało przeczytałam wszystkie rozdziały . Już z niecierpliwością czekam na następną historie :) AMEN .

    OdpowiedzUsuń
  118. Płaczę. I jedyne co mogę powiedzieć w tym momencie to:
    DZIĘKUJĘ!

    OdpowiedzUsuń
  119. Witajcie!
    Opowiadanie, no cóż... to zdecydowanie najlepszy bromance jaki kiedykolwiek przeczytałam. Nie mogę się doczekać następnej historii, bez względu na to, jakiego paringu będzie dotyczyć.
    Ściskam,
    PS Jeśli interesują Was historie o Niall'u, zapraszam:
    http://my-dreams-will-come-alive.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  120. A teraz napisz drugą część epilogu i napisz w nim że Lou miał tylko śmierć kliniczną c:

    OdpowiedzUsuń
  121. Powiem tak, bardzo długi czas zastanawiałem się co napisać. W Internecie poszukiwałem naprawdę dobrego opowiadania, które potrafiłoby by mnie wzruszyć, rozśmieszyć czy też zezłościć. Przeczytawszy całą historię stwierdziłem, że ma ona coś co powinien posiadać każdy tekst literacki pisany z sercem. Tym czymś jest dusza. Wy dziewczyny pokazałyście w całej okazałości co oznacza być pisarzem. Nie chodzi o to by tekst był pisany dla sławy, ale by był nauką dla samego autora i czytelników. Przyznam, że nie wiedziałem co myśleć z początku o waszym dziele. Wydawałoby się, że ten szablon czytało się wiele razy, ale jednak coś przyciągnęło mnie do niego. Udało wam się także przekazać wiele ważnych morałów życiowych, które niekoniecznie muszą być pisane dosłownie ;) Sztuka spełniania marzeń wymaga ceny. Jednak człowiek jest gotów oddać wszystko dla osoby, którą kocha bezgranicznie. Można by się nawet zastanawiać czy ta historia jest w miarę realna. Czy możliwe jest zakochanie się w kimś mimo wszelkich przeciwności? Przecież zawsze jest jakieś „ale”. Jednak czytając kolejne rozdziały ta niepewność znika. Sądzę, że nie tylko Harry odmienił swoje życie. Każdy czytający, który przyjął ten tekst do serca, także wyniesie z niego lekcje. Czytając epilog, także płakałem. Nie są bliskie moim sercu smutne zakończenia. Jednak w życiu potrzebne są te złe chwile, ale powinniśmy robić wszystko by przed nimi było wiele czasu radości, by móc z uśmiechem na twarzy na koniec powiedzieć, że żyło się radośnie jak najbardziej się mogło. Dziewczyny pragnę pogratulować wam z całego serca. Piszcie dalej, przekazujcie w teksty cząstki swoich dusz by miały one siłę słowa. Bo tylko ono potrafi trafić do serca.

    OdpowiedzUsuń
  122. Hmm, nie wiem co napisać. Może to, że pierwszy raz komentuję, bo dopiero co przeczytałam całe opowiadanie.
    To opowiadanie jest.. idealne. Takie realne, że przez chwilę się zastanawiałam czy czasem to się nie zdarzyło.
    Łzy płyną mi wzdłuż nosa, to znaczy płynęły, bo je wytarłam, pewnie gdybym tego nie zrobiła rodzina patrzyła by na mnie jak na wariatkę która na zmianę szczerzy się i płacze do ekranu komputera *ale bzdury*. No wracając do opowiadania to poryczałam się gdy Lou umierał, czułam się wtedy jak...? Jak Harry. Tak, chyba tak.
    Jak czytałam, że znaleźli dawcę, to już myślałam, że będzie Happy End. Taa, marzenia.
    Powiem jeszcze jedno! PODZIWIAM WASZ TALENT. Umiecie opisać uczucia jakie targają postaciami, że aż mi się wydawało, że ja tak się czuję. Ból, smutek, złość, zmartwienie, miłość, szczęście, radość. Po prostu uczucia.
    Kocham Was za to.
    Love yaa.
    Przepraszam za te bzdury na górze.

    OdpowiedzUsuń
  123. Tak. Ryczę jak bóbr. Z pewnością jak wszystkie osoby, które przeczytały ten epilog. I nie mogę się w tym pohamować, no ale cóż... Chcę Wam w jakis sposób podziękować.
    Nigdy nie czytałam tak genialnego opowiadania. Z pozoru mogło wydawać się ono , jak to już ktoś powyżej ujął, "luzackie". A na prawdę sekret tkwi w tym, że pod koniec,ukazałyście prawdziwe oblicze tej historii.
    "Przyjaźń odbudujesz. Miłość odzyskasz. Na dobra materialne zarobisz. Życia ludzkiego nie przywrócisz. To była ta najboleśniejsza strata. Myśl, że ktoś, kogo kochasz, leży teraz pod zimną ziemią, sprawia, że boli cię nie tylko serce, ale i twoja dusza. Bo tak naprawdę nie ma nic cenniejszego niż życie."

    I w tym tkwi sekret. Z pewnością, choć możecie nie zdawać sobie z tego sprawy, to opowiadanie coś poruszyło w każdym czytelniku. Taką jedną cząstkę duszy....


    Jeszcze raz DZIĘKUJĘ za tak wspaniałe opowiadanie.
    Ola, xxx

    OdpowiedzUsuń
  124. 157 komentarzy mówi samo za siebie :)
    chciałam zaprosić na www.i-have-him.blogspot.com na 2 :D

    OdpowiedzUsuń
  125. NAJLEPSZY.BLOG.JAKI.KIEDYKOLWIEK.CZYTAŁAM.

    Siedzę i ryczę , mama patrzy na mnie jak na idiotkę , a to wszystko przez Wasze opowiadanie. Znalazłam je jak było z 13 rozdziałów . Czytałam od samego początku i to nie z nudów , tylko ta historia była tak piękna , że nie potrafiłam przestać jej czytać. Dziękuję Wam za te wszystkie emocje i czas poświęcony na pisaniu tego , jestem Wam dozgonnie wdzięczna . Pewnie nawet nie przeczytacie tego komentarza , ale szczegół , muszę to napisać ♥
    Zawsze , gdy ktoś się mnie pyta o jakiś blog o Larrym podaję im link do tego , a wiecie czemu? Bo jest niesamowity. Jedyny w swoim rodzaju. A co do następnego opowiadania - nie mogę się doczekać . Jak chcecie , to nie piszcie o Larrym . Ja proponuję Zarrego lub Zouisa :3 Chociaż w sumie obojętne o kim , i tak będę czytać , bo Wasze opowiadania są najlepsze na świecie. Nie do końca wierzę , że opowiadanie o Larrym właśnie się skończyło , że Louis nie żyje, bo podczas czytania każdego rozdziału byłam pewna , że wszystko skończy się dobrze . No cóż , myliłam się , ale w sumie nie przeszkadza mi to , bo dzięki Wam przeżyłam coś niesamowitego tylko podczas czytania jakiejś wymyślonej historii. Dziękuję za wszystko , czekam na nowe opowiadanie , kocham Was <333

    OdpowiedzUsuń
  126. Nie ma słow jakimi mogę wyrazic swój zachwyt nad waszym kunsztem i talentem poetyckim.

    Tylko jak znalazlam to opowiadanie od pierwszego wersu wciągnęłam się w czytanie go.
    Historia jest magiczna, niecodzienna, romantyczna, tragiczna i piękna.Zawiera wszystkie cechy dobrze napisanego tekstu. Ciesze się, że blog był poświecony Larremu, a nie członkowi zespołu+ dziewczynie. To nadało temu wszystkiemu orginalności, dzięki temu opowiadanie nie było oklepane i nudne, ale z takim talentem wasze opowiadania zawsze bd ciekawe.
    Dziękuje za takie własnie zakończenie. Uwielbiam tragiczne zkończenia, lubie sobie popłkac nad ksiązka i itp. Epilog jest fantastyczny, ale zawłaszcza druga czesc. Moment pożegnania i śmierci doprowadził mnie do łez, a ta muzyka tylko to pogłębiła. świetnie dobrany utwór.
    Z chęcią powróce to ponownego przeczytania tej historii.
    Czekam na kolejne opowiadanie typu bromance z pod waszej ręki.

    OdpowiedzUsuń
  127. czytam to znowu.. haha ale jestem idiotką . kurwa no i znowu rycze jak jakaś histeryczka : ( kocham was ..

    OdpowiedzUsuń
  128. jacie..

    Wczoraj to przeczytałam ale dopiero dzisiaj jestem w stanie to skomentować. Może od początku.
    Zakochałam się w tym opowiadaniu od pierwszego rozdziału. Zawsze z niecierpliwością czekałam na kolejne części i cieszyłam się jak debil gdy coś dodałyście. Płakałam, śmiałam się i przeżywałam każdą przygodę bohaterów bo tak świetnie opisywałyście wydarzenia i uczucia w nich siedzące. Co do zakończenia zmiażdżyłyście mnie totalnie.. dobrze, że nie miałam makijażu bo bym wyglądała jak zombie jakiś. Niesamowicie poruszyłyście mnie tym. Płakałam albo nawet wyłam przez to rozumiecie !? W ostatnim rozdziale przed epilogiem ułożyło się wszystko zbyt pięknie zbyt dobrze i czułam, że coś się stanie ale jednak nie dopuszczałam do siebie tej myśli. A tu jednak.. Scena śmierci Lou napisana wprost fantastycznie + muzyka - COŚ PIĘKNEGO !
    Niektóre tego typu opowiadania są pisane w sposób banalny nie opierający się na ważnych wartościach, które Wy tu tak dobrze opisujecie.
    Przedostatni akapit.. brak mi słow..

    Kocham Was <3

    trololo

    OdpowiedzUsuń
  129. Wow...to jest świetne, naprawdę świetne...normalnie nie wiem co powiedzieć...

    Czytam to opowiadanie od samego początku. Pamiętam, jak z niecierpliwością czekałam na pierwszy rozdział. Każdy, dosłownie każdy był cudowny i na swój sposób magiczny. Mówię serio. Nauczyłam się przez to opowiadanie tak wielu rzeczy! Nie mogę uwierzyć, że to już koniec.

    Jeśli mam być szczera, to nie takiego zakończenia się spodziewałam...mimo wszystko wyszło bardzo dobrze, chociaż jak chyba każdy, wolałabym żeby Lou przeżył. Nie chodzi o to, że was krytykuję, nawet tak nie myślcie, broń Boże! Po prostu zawsze kiedy opowiadanie kończy się śmiercią, mam trochę żalu do autora, że jednak postanowił uśmiercić głównego bohatera. Oczywiście to wasza decyzja i jak najbardziej ją akceptuję, bo pomimo wszystko, wyszło fantastycznie.

    Ogólnie całe opowiadanie strasznie mi się podoba i czekam na kolejne. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  130. Jeśli pozwolicie to trochę się rozpiszę.

    Jestem jedną z tych osób , która znalazła to opowiadanie, dużo po rozpoczęciu . Już pierwszy rozdział skradł moje serce.
    Pisałyście to pięknym językiem , a sama fabuła była niesamowita.

    Nie przepadałam za Larrym. Ale dzięki temu opowiadaniu i jeszcze kilku innych , które nie polegają TYLKO i wyłącznie na "+18" zaczęłam go/ich lubić.

    Zastanawiałam się bardzo często , jak skończy się te opowiadanie. I nigdy nie byłam pewna swojego zdania na 100%. Ponieważ każdy rozdział wnosił coś nowego i przy okazji dodawał mi kolejnych niepewności co do zakończenia. Jednak tak chciałyście i tak wyszło wam wspaniale. Zresztą , kto powiedział ,że wszystko musi się kończyć happy endem .?:)

    Muzyka.. Jak najbardziej przydała się przy tym fragmencie. Łzy leciały mi chyba zupełnie jak Harremu. Nie mogłam ich powstrzymać , zatamować ani nic z tych rzeczy.

    Dziękuję Wam.! Za co.? Za te opowiadanie. Może to zabrzmi głupio , ale ono trochę uczy.

    Wiem ,że to FF, jednak nie jestem świadoma czy potrafiłabym tak po prostu żyć nie przejmując się chorobą , gdybym była na miejscu Lou . Ale na pewno postąpiłabym tak jak Harry ,nie opuściłabym osoby , którą kocham.

    Piszcie więcej, a później jeszcze więcej.
    Zalejcie nas opowiadaniami , bo w takich historiach warto tonąć.

    @Dominikaa23

    OdpowiedzUsuń
  131. nie potrafię napisać nic więcej poza słowem : cudowne.


    http://one-direction-fan-fics.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  132. Chociaż wiem, ze te opowiadanie się skończyło, to wchodzę tu codziennie, popatrzeć sobie, na ta historie życia. Co dzień wpisuje w przeglądarkę link i czytam, od początku do końca, chyba już 3 raz.
    Ale warto tak tracić czas, przynajmniej na Wasza opowieść :)

    OdpowiedzUsuń
  133. miałam nadzieję na happy end, ale cóż... na pewno nie mogę powiedzieć, że się rozczarowałam. opowiadanie było świetne, z niecierpliwością czekałam na kolejne rozdziały. koniec historii idealny pod względem fabuły i długości(skoro już musiała się tak skończyć...) z mnóstwa opowiadań, które czytałam tylko nieliczne naprawdę mi się podobały i wywołały u mnie płacz i muszę przyznać, że nie powstrzymałam się od paru łez tutaj.
    Dziękuję, Marta :))

    OdpowiedzUsuń
  134. Zaczęłam czytać go wczoraj siedział kilka godzin z uśmiechem na twarzy czytając wszystko dokładnie , po kolei . Wszystko się układało było świetnie i cudownie nagle wszystko się zepsuło . Po co on miał Białaczkę no pytam się po co ?! Czułam że źle się to skończy , ale nie chciałam tej myli dopuścić do siebie . Czytając Epilog ryczałam jak głupia . ;c Jednyne co teraz robie płacze , płacze i jeszcze raz płacze . Dziękuje wam za to że mogłam przeczytać coś cudownego . Kocham Was całym sercem . <33 ;*

    OdpowiedzUsuń
  135. To co napisałyście jest niepowtarzalne. Z każdym rozdziałem przekazywałyście czytelnikowi coraz więcej emocji. Całe opowiadane przeczytałam praktycznie jednym ciągiem, i wciągnęło mnie tak bardzo, że nie mogłam powstrzymać się od myśleniem, gdy tylko zrobiłam sobie prerwię od czytania, co też będzie dalej. Z każdym rozdziałem zakochiwałam się w Larrym coraz bardziej, coraz bardziej pogłębiając uczucia do tej historii. Na końcu informacja, że znalazł się dawca, myślałam, że wszysto się ułoży. A tu niestety Lou odszedł. Płakałam jak nienormalna cały rozdział. Cały czas do oczu cisną mi się łzy, a policzki nadal są mokre. Dziękuję wam za tą wspaniałą historię. Jesteście niesamowite :*

    OdpowiedzUsuń
  136. Nienawidzę was. Popłakałam się jesteście okropne. Mnie nie można doprowadzać do płaczu!

    OdpowiedzUsuń
  137. Ta historia jest piękna. ale prosze nie uśmieracajcie jednego z głoównych bohaterów następnym razem, ok? Ryczałam bardziej nież bóbr!

    OdpowiedzUsuń
  138. Ej, no. :c Popłakałam się. :( Zaczęłam płakać przy:'I tylko mój. Żebyś uśmiechał się do mnie z miłością, przytulił, był w każdej sytuacji, pocieszył, kiedy byłoby mi źle…' Bloga zaczęłam czytać, jak były już wszystkie rozdziały. Oczy mnie piekły, ale nie potrafiłam przestać czytać. Ta historia bardziej mnie wzruszyła, niż inne smutne opowiadania, ale z dziewczynami. Bałam się, że umrze... Już myślałam, że przestanę czytać, ale nie potrafiłam. DZIĘKUJE WAM ZA TO, ŻE TA HISTORIA JEST PO PROSTU CUDOWNA, IDEALNA.
    Jeśli mogę coś powiedzieć, to ja bym chciałam nowy blogem z Niamem albo Narry'm. :3
    KOCHAM WAS, ZUPEŁNIE OBCE MI DZIEWCZYNY, dzięki którym zakochiwałam się jeszcze bardziej w Larry'm.

    OdpowiedzUsuń
  139. ja pierdole, ryczałam jak głupia.

    OdpowiedzUsuń
  140. Ajć! ;( płakałam jak głupia ;/ Wasze opowiadanie przeczytałam w jeden dzień nie mogąc oderwać się od niego. Do tego ta piosenka... nie wytrzymałam i płakałam długo po tym jak przeczytałam epilog. Pisząc komentarz też nie było łatwo i łezka dalej kręciła się w oku. Kocham Was za to opowiadanie i mam nadzieje że zaczniecie pisać nowe. Będę czekać wytrwale... ;) Larry !!!!<3.

    OdpowiedzUsuń
  141. Znalazlam tego bloga niecaly tydzien temu. Juz na poczatku domyslilam sie ze Lou jest chory (jak sie okazalo mialam racje) .
    W trakcie czytania epilogu zaczelam plakac, wiedzialam ze Tommo umrze... Jest mi bardzo smutno ale zarazem jestem zachwycona caloscia bloga. Jest wspanisly, kazde emocje czy sytuacje sa opisane tak pieknie. Zdecydowanie najlepszy blog o Larrym jaki czytalam. BRAWA I DZIEKUJE <3
    Zastanawia mnie tylko co dalej dzieje sie z Harrym. ;**

    OdpowiedzUsuń
  142. A i chce jeszcze dodac, ze wtedy gdy Loui mowil o tym wszystkich Hazzie, on juz wiedzial, tak jak wtedy gdzy opowiadal o babci, ze ona tez to czula i rzegnala sie z wszystkimi :')

    OdpowiedzUsuń
  143. Nie wiem co napisać. Przez pół opowiadania prawie ryczałam, nie tylko przy epilogu. To jest zarąbiste. Nie potrafię wykrztusić z siebie słowa i to jest nie fajne. Bo chciałabym was pochwalić za taką dobrą robotę ale nie wiem co na pisać i piszę takie głupoty. Próbując się usprawiedliwić. Jestem żałosna. Czekam na następny bromance. Może teraz Zarry ?

    OdpowiedzUsuń
  144. Czytając ten epilog. Wpadłam dosłownie w chisterie i płakałam sie wiem jak to opisać ale cał dzisiejszy dzień poświęciłam na to właśnie opowiadanie płkałm z 10 razy i nadal płacze nigdy nie przeczytałam nic bardziej wzruszającego i piękniego, nie wiem jak opisać to uczucie które miałam podczas czytania tego epilogo, jakbym tam była wszystko odczuwałam jakby dotyczyło to mnie i osób mi bliskich a w ostatnich akapitach ryczałam jak bóbr niemogąc pogodzić się z tym co się sttało nadal jak o tym myśle o tym co czytałm łzy napływają mi do oczuu by pochwili spłynąć po policzkach ... czekam na kolejne wasze dokonania. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  145. Pozwólcie że ochłonę...Płaczę i płaczę.. i dalej nie mogę się otrząsnąć. Nieprawdopodobne bo ja nigdy nie płacze na filmach ,a nawet gdy czytam bardzo wzruszająca książkę...Jesteście GENIALNE .a Muzyka, jeszcze bardziej chce się płakać, natomiast co do historii. Niesamowita, wzruszająca ,aż mam jakaś gule w gardle, ciężko mi to nawet odpisać.

    OdpowiedzUsuń
  146. Nie mogę się uspokoić , ciągle płacze i płacze. Choć wiem że to sie nie dzieje na prawda. To opowiadanie na prawdę , mnie poruszyło. Nigdy nie czytałam , czegoś co tak by mnie wzruszyło. Jesteś niesamowita <3

    OdpowiedzUsuń
  147. Znalazłam ten blog tydzień temu... I zakochałam sie w nim od pierwszych linijek opowiadania! Być może mi nie uwierzycie ,ale popłakałam sie pod koniec czytania epilogu. Jak jakiś nieokrzesany bóbr Pierwszy raz ktoś wzbudził we mnie takie emocie I chciałabym Wam ogromnie podziękować za to. Jest to dla mnie bardzo cenne. Cieszę się cholernie ,że znalazłam tego bloga ;D
    Na koniec ostatnie podziękowania dla Was... Na pewno będę czytała Wasze inne opowiadania ;)

    OdpowiedzUsuń
  148. Nigdy jeszcze tak bardzo nie płakałam na opowiadaniu. Ani na żadnym filmie. To... to jest takie smutne ;( Dziękuję wam za to że to napisałyście ;(

    OdpowiedzUsuń
  149. Wiecie.. Szczerze miałam nadzieje, że wszystko skończy się dobrze, że będą razem szczęśliwi, ale uśmierciłyście Louisa (bez urazy, nie chciałam tu napisać czegoś złego), ale i tak to jest najpiękniejsza historia jaką przeczytałam. Mam nadzieje, że jak będziecie pisały kolejne opowiadanie o Larrym, nie zrobicie czegoś takiego, bo.. na prawdę przy waszym opowiadaniu, na 100% straciłam z litr wody z organizmu, to było takie piękne, nawet stosunek Larrego objęłyście to takimi słowami, że z chęcią sie tego czytało. Czekam na kolejne opowiadanie z Larrym, oczywiście, będę również czytać Zialla. Dziękuję, że mogłam przeczytać tą jakże piękną historię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie napisałaś niczego, co by nas uraziło, nawet nie wiem, skąd takie myśli! :) Dziękujemy z całego serca za miłe słowa, i że w ogóle zdecydowałaś się cokolwiek napisać, bo to, bądź co bądź, jest dla nas ważne.
      Także miło nam czytać, że ich zbliżenie nie wyszło obscenicznie - choć są osoby, które uwielbiają czytać sceny łóżkowe z Larrym z roli głównej, są też te, które wolą ich unikać - także bałam się, że z czymś przesadzę.

      Dobrze wiedzieć, że czas poświęcony SLYG nie poszedł na marne. :)

      Usuń
  150. Dawno już tak bardzo nie płakałam. Piękna historia. Wspaniała, cudowna, śliczna, wzruszająca. Nigdy nie czytałam nic lepszego. Ten moment, gdy Harry mówi "Do zobaczenia, Lou" jest wprost niesamowity! Kocham to, po prostu kocham. Nie ma słów, żeby to opisać. Cuuudo <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  151. Witam!
    Nawet nie wiem od czego mam zacząć.. Może od końca, czyli epilogu, bo jednak jestem na świeżo po lekturze, więc i przeżycia są bardziej na czasie. Uważam, że zakończenie jest rewelacyjne. Ryczałam jak bóbr. Nie wiem czy to przez muzykę, która mnie bardzo urzekła, czy przez słowa wypowiedziane przez Louisa, w ogóle dialog między chłopakami. Nie no, nie wierzę.. Jest już po północy, piszę sobie komentarz w WORDzie, bo na pewno go dzisiaj nie skończę, jestem co najmniej cztery godziny po lekturze i mam łzy w oczach, gulę w gardle i ten ucisk w dole brzucha! Widzicie jak na mnie działacie? Najlepsze jest to, że wiedziałam, że on umrze. Tylko nie wiedziałam w jakich okolicznościach.. Skąd to wiedziałam? A bo byłam na tyle głupia, by przeczytać jakiś dłuższy komentarz, w którym było napisane coś w stylu "Nie lubię happy endów, ale chciałabym, żeby znalazł się dawca dla Louisa".. Potem się jeszcze raz poryczałam, jak obejrzałam filmik do tej cholernie smutnej melodii! No a teraz jeszcze się dobijam, bo leci mi z youtube'a "Read All About Me Part III" Emeli Sande.. btw. PIERWSZY komentarz pod tym video: "The fact that Louis cried while Emeli played this song at V Fest yesterday... UGH. I think out of all Larry feels, Louis-Larry feels are the worst. <3
LARRY STYLINSON FOREVER OKAY.
EricaLParris13 4 dni temu 64"
A odpowiedź:
    "This is like the Larry Stylinson theme song :')
LaurAlieLove w odpowiedzi do: EricaLParris13 2 dni temu 35"
    Wszystko mi będzie teraz przypominać o końcu Waszego opowiadania, świetnie, świetnie..

    Ale ogólnie to muszę Wam pogratulować. Po pierwsze jestem osobą, którą doprowadzić do łez jest bardzo łatwo. Swoją drogą, o ile mnie pamięć nie myli, ostatnim razem kiedy wylewałam WODOSPADY łez podczas czytania jakiegoś tekstu.. Zaraz, kiedy to było. W 2009 roku, tak, tak, kilka dni przed Wigilią. Czytałam wtedy "PS Kocham Cię" C. Ahern. Więc jak widzicie od tamtego momentu minęło już sporo czasu. Może i popłakiwałam w trakcie jakichś kolejnych lektur (na pewno tak było), ale nie były one aż tak spektakularne, skoro ich nie pamiętam. Po drugie, po tym jak się poryczałam, poleciałam od razu do salonu, gdzie Mama akurat prasowała i się do niej tuliłam przez co najmniej 10 minut. Stwierdziła oczywiście, że jestem głupia (po lekturze "PS Kocham Cię" kiedy weszła do mnie do pokoju, śmiała się ze mnie, bo miałam czerwony jak diabli nos oraz podpuchnięte od łez policzki. Daaawno nie byłam w tak mizernym stanie jak wtedy ;)), ale tuliła mnie i pocieszała. Zapytała się czy zakończenie było smutne czy wzruszające. Powiedziałam, że cholernie smutne, tylko właśnie nie wiedziałam, czy muzyka przypadkiem nie dolała oliwy do ognia. Tak na marginesie moja Mama pewnie przeczyta Wasze opowiadanie. W sumie już leży w salonie na stoliku. No ale wracając do tematu. Nie będę się rozwodzić jeszcze bardziej, bo zaraz Wam się odechce lektury tego komentarza. Podsumowując, Wasze opowiadanie zmusiło mnie do: wylania oceanu łez, potrzeby przytulenia się do Mamy i powiedzenia jej, że Ją kocham oraz tego, że nie chcę Jej nigdy stracić, no i na sam koniec do biegania! Więc miałam 30 minut na świeżym powietrzu, wracałam do domu, jak już było ciemno, ale naprawdę Wam za to dziękuję. Bo prawdę mówiąc te kilkanaście minut biegu z muzyką (One Direction oczywiście) niesamowicie oczyściło mi umysł i ciało. Po powrocie do domu czułam się taka "czysta na duszy", jeśli rozumiecie, co mam na myśli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety to opowiadanie zawiera sporo błędów. Kilka razy wręcz się skrzywiłam. Macie talent, naprawdę poprawnie piszecie, a dodatkowo potraficie zachęcić i zaintrygować czytelnika.. Ponadto możecie być dumne, że NAPRAWDĘ znacie język polski, ale moim zdaniem powinnyście je kiedyś na spokojnie, bardzo uważnie przeczytać i poprawić. Błędy jakie zapadły mi w pamięć podczas lektury to" "trącąc" czy jakoś tak (końcówka opowiadania). Nie ma takiego słowo, o ile dobrze mi się kojarzy. Powinno być "trącając". Następnie błąd merytoryczny, który wyjątkowo rzucił mi się w oczy. Raz napisałyście, że Louis bodajże był świetny z języka POLSKIEGO, a kilka rozdziałów później, że studiował filologię angielską.. Czy coś w ten deseń. Dawno czytałam pierwsze 14 rozdziałów, więc moja pamięć szwankuje już.. Ale moim zdaniem już powinnyście być wierne temu, iż jednak chłopcy są Brytyjczykami. Więc język polski w ogóle mi tam nie pasuje. Kolejne to Wasz problem z "tą", "tę". Sporo błędów interpunkcyjnych, kilkakrotnie inwersja. Również problem z końcówkami w "osobom"/"osobą" oraz "ucisk" zamiast "uścisk" - też jakoś pod koniec opowiadania. To chyba wszystko, przynajmniej więcej sobie nie przypominam..

      Okej, poza krytyką, skomentowaniem epilogu przydałoby się powiedzieć kilka słów o całości. Uwielbiam. Jedno, banalne słowo, wiem, jednak które oddaje wszystkie moje uczucia dla Waszego opowiadania. Na wstępie Wam zaznaczę, że to na pewno nie jest moje ostatnie spotkanie z "Larry: Should let you go". I tutaj jest moja mała prośba. Dwie możliwości mam wam do zaproponowania. Pierwsza: Jeśli bym Wam poprawiła wszystkie błędy, które mi się nie podobały, po czym bym Wam przesłała Wasze opowiadanie, żebyście je przeczytały i oceniły, czy nie za dużo jest mojej ingerencji w Wasz styl.. Racja, teoretycznie mogłabym to zrobić bez Waszej wiedzy, ale wtedy opowiadanie straci swój urok. A możecie być pewne, że prawo autorskie jest mi wyjątkowo bliskie i przestrzegam go, jak się tylko da. Druga możliwość: Żebyście same w takim razie poprawiły wszystkie rozdziały i jeśli byłybyście na tyle miłe, by mi przesłać je jako plik w WORDzie, byłabym bardzo wdzięczna. Ale przechodząc do meritum mojej, zdaję sobie z tego sprawę, nie do końca spójnej wypowiedzi, chciałabym sobie Wasze opowiadanie wydrukować w formie małej książeczki. Więc jeśli macie pomysł na okładkę to z miłą chęcią się z nim zapoznam. Tak więc czekam na Waszą odpowiedź. Czy to tu, czy na gadu, czy na e-mailu. Okay, wracając do całości tekstu. Uwielbiam (wiem, powtarzam się) charakter Louisa i Harry'ego. Skrajne osobowości, które połączyła miłość. Prawdziwa, pierwsza i dla jednego z nich jedyna. Bardzo bliska mi jest natura i sposób bycia Louisa. Idealista, introwertyk, marzyciel. Chodzący z głową w chmurach. Ułożony, dobrze wychowany. Potrafiący cieszyć się z najmniejszych rzeczy, doceniający otaczający go świat. Akceptujący wszystko takie, jakie jest. Nie oczekuje, nie wymaga, nie żąda. Delikatny, uczuciowy, niewinny, bezbronny. Domator, doceniający ciepło domowego ogniska. Ciekawy świata. Pomimo swojego wieku posiada tę cząstkę dziecka, tę małą nutę naiwności i słodyczy. Ne wstydzący się siebie, swoich poglądów ani zainteresowań. Wartości, które wyznaje są szlachetne. Szczególnie bliska mi jest jego "inność" od grupy rówieśników. Mogłabym jeszcze długo pisać o nim w samych superlatywach, rozpływając się nad jego postacią, ale chyba nie ma to większego sensu. Co do Harry'ego. Kompletne przeciwieństwo. Świetna, naprawdę świetna przemiana chłopaka. Pomimo tego, że zaszła w nim znaczna zmiana, dalej zostały mu nonszalancja, kapryśność oraz to nieuchwytne "coś". Coś pomiędzy: niebezpieczeństwem, pewnością siebie, chamstwem, chuligaństwem. Taki błysk w oku, chochlik. Mam na końcu języka nazwanie tego jednym słowem. Mam nadzieję, że wiecie co mam na myśli. Ponadto dokładnie tak sobie wyobrażam charakter prawdziwego Harry'ego. Bo oczywiście Wasz Harry też jest uroczy i słodki.

      Usuń
    2. Wyjątkowo w pamięci zapadł mi moment, kiedy Harry przyszedł po Louisa i pocałował go na oczach dziewczyny. Reakcje obu chłopaków - jeden, chciał zobaczyć, jak to jest, poczuć to zakazane uczucie, a drugi czuł się wykorzystany, gdyż nie chciał uwierzyć, że ten "skończony dupek" mógłby się naprawdę w nim zakochać. Widać to nawet na sam koniec, kiedy podczas rozmowy z Anne, Louis mówi, że Harry nie jest gejem. Pomimo tego, że mówi, że Louis jest dla niego najważniejszy, co później Harry półprzytomnie potwierdza. Uwielbiam ten moment swoją drogą ;)
      Przypomina mi to trochę taką przepychankę między nimi. Udowodnienie w końcu, kto ma rację. Na koniec widzimy, że Louis kocha go i wie, że jest kochany, jednak nie do końca zawierza, że Harry może być sam, nawet tego nie chce. Wierzy, że nie jest ostatnią miłością chłopaka, pomimo jego zapewnień. Smutny jest jednak ten brak wiary w jego miłość. Albo chociaż to ziarnko niepewności. Przynajmniej ja to tak odbieram. Dobrze odczytałam czy to jednak moja spersonalizowana interpretacja (bądź nadinterpretacja). Wiem, Louis bodajże mówił, że wszystko, co Harry zrobił, było z miłości do niego, jednak coś mi nie pozwala wierzyć, że Louis wierzył mu całkowicie. Takie małe alter ego chłopaka.
      Momentami przypominało mi to film "Szkoła uczuć". Fakt, że Harry chciał spełniać jego marzenia. O, jedna rzecz mi się przypomniała! Pod koniec któregoś z końcowych rozdziałów było, że Harry miał nadzieję, że uda mu się coś tam przygotować.. O co chodziło, bo chyba w końcu tego nie rozwinęłyście? Skoro jesteśmy już przy temacie, bardzo, ale to bardzo interesuje mnie co się stało z Harrym. I to, jak zareagowała rodzina Louisa stojąca za szybą.. Tylko tego mi chyba brakowało.. Ale końcówka, ostatnie zdania, nawet teraz jak o nich myślę to chce mi się płakać. Piękna puenta!

      Rewelacyjne jest to, że pisałyście z dwóch różnych punktów widzenia. Dzięki temu mogliśmy bliżej zapoznać się z bohaterami i ich charakterami, a przede wszystkim uczuciami, jakie w danej chwili ich ogarniały. Uwielbiam w Waszym stylu te małe niedopowiedzenia w formie małych, drobnych, a jakże znaczących gestów.

      Na zakończenie dodam, że naprawdę BARDZO podoba mi się to opowiadanie. Wszystkie rozdziały sobie wydrukowałam, gdyż tak mi się łatwiej czyta i powiem, że naprawdę czułam się tak, jakbym czytała prawdziwą książkę! Tylko gdyby było mniej błędów ;) Ale na to macie czas. Szczerze? Gdybyście wzięły jakąś książkę z mojej biblioteczki to mogłybyście nawet w niektórych książkach zobaczyć ślady ołówka i moje uwagi lub korekty ;) Miałam okres w swoim życiu, że wyjątkowo się czepiałam. Jednak od kiedy mieszkam za granicą mój zmysł do znajdowania błędów się stępił i niestety sama zaczęłam przyłapywać się na tym, że mówię lub piszę coś czasami niepoprawnie. No ale znowu odbiegłam od tematu. Jestem Was bardzo wdzięczna za to, że piszecie i że mogę być Waszą czytelniczką. Ba, oddaną fanką Waszej twórczości ;) Tyle ode mnie. Za wszelkie błędy przepraszam, ale nie chce mi się tego sprawdzać, gdyż zabieram się właśnie za czytanie i komentowanie 6 rozdziału na no-cases.

      Jeszcze tylko jedna, mała, drobna rzecz i już się zamykam, obiecuję! Chciałabym Wam z całego serca podziękować za to, iż dzięki Wam powróciła moja wena. Wybrała się jakiś czas temu na wakacje i coś za dobrze jej na nich było, bo nie chciała za nic wrócić. Także wielkie dzięki, będę Waszą dłużniczką. Zmotywowałyście mnie do popracowania nad własnymi tekstami i zachęciłyście stworzenia kilku nowych. Dziękuję.

      Pozdrawiam serdecznie,
      altaica.

      PS Chyba powinnam Wam przysłać rachunek za tusz do drukarki. Przy intensywności oraz ilości Waszych opowiadań puścicie mnie z torbami niedługo. Właśnie skończył mi się czarny kolor i nie mam jak skończyć drukować Waszych jednopartówek ;)
      PS Przeraża mnie długość tego komentarza, ale widziałam już, zjeżdżając wreszcie na sam dół, że nie tylko ja się naprodukowałam ;)

      Usuń
    3. Nie wiemy, jak Ci dziękować. Naprawdę. Aż nie wiem, co powiedzieć. To, ile czasu poświęcasz na czytanie i SLYG i NC mówi samo za siebie, że doceniasz to, co robimy, pomimo tych wszystkich błędów. ;) Odnośnie wszystkiego zaraz napiszę do Ciebie na gg, ale chciałam tutaj wyjaśnić to jedno niedopowiedzenie. Ktoś mi to już zauważył, także nie martwiłam się o to. Ta sprawa z Harrym, to po prostu były jego starania o przeszczep dla Louisa, albo przynajmniej przyspieszenie znalezienia dawcy. Nie chciałam już tego rozbijać pomiędzy gwiazdkami w rozdziałach, bo nie widziałam w tym jakiegoś dużego sensu.
      Zaś odnośnie tego, co się stało z Harrym i jak rodzina zareagowała na śmierć Louisa, chciałam pozostawić... nie wiem, jak to nazwać. Zapomniałam sobie. Może tak: chciałam postawić czytelnika przed otwartym wyborem. Póki co, pewne jest tylko, że Louis umarł, a to, co się stało z Harrym, pozostało do wyboru czytelnikowi. Nie chciałam jeszcze definitywnie kończyć SLYG, bo przyznaję, chodzi mi po głowie napisanie później, kiedyś w przyszłości, jak wena pozwoli takiego jednoparcika w ramach kontynuacji SLYG. Ale to nie jest pewne i nie pisałam o tym wyżej, żeby nie robić niepotrzebnych nadziei. Gdyby tak każda z komentujących wyżej osób napisała, ze chciałaby, pewnie pod presją bym napisała, a wyszłoby z tego masło maślane. I coś kompletnie bez sensu.


      Fajnie, że wena Ci wróciła. To chyba dobry znak, nawet bardzo dobry. ;)
      Co do rachunku, mogłaś pomniejszyć czcionkę czy coś, skoro już zdecydowałaś się drukować. Sama zresztą nie lubię czytać na laptopie, dlatego wyręczam się telefonem. ;D Aż głupio, że marnujesz tusz na takie bzdety. ;o

      Usuń
    4. E tam, wielką przyjemnością jest dla mnie te kilka chwil lub godzin, podczas których oddaję się w Wasze ręce i w Wasz świat. A komentowanie uważam za swoisty sposób wsparcia osoby piszącej. A że krótko pisać nie umiem no to cóż ;)
      Ha, szczerze? Jak skończyłam czytać to właśnie mi czegoś zabrakło, właśnie takiego prawdziwego epilogu, w którym pokazujesz życie Harry'ego i innych po śmierci Lou. Nie wiem czemu, ale wyobrażam sobie Harry'ego nad grobem Louisa, nie wierzę, znowu mam łzy w oczach, i Harry mówi mu, że ułożył sobie życie tak, jak Lou chciał. Jednak i tak on jest w jego sercu na pierwszym miejscu. Czy coś takiego. Boże, no i znowu ryczę.. BREF! No ale nie naciskam, jak będziesz w stanie to z wielką ochotą przeczytam ten ostatni rozdział. Swoją drogą racja. Dobrze jest czasami zostawić czytelnikowi pole do popisu. Ale jednocześnie sama sobie zostawiłaś otwartą furtkę. "What if?" :)
      Pomniejszyłam! Ale nie mogę dać zbyt małej, bo potem będę miała problemy z czytaniem ;) O nie.. Ja już wolę czytać na laptopie niżeli telefonie.. W sensie ja mam dwa komputery. Na stacjonarnym nie lubię czytać, dlatego drukuje, a na laptopie robię to nawet z przyjemnością, w końcu mogę sobie leżeć w łóżku pod kocykiem. Btw. Jaki w takim razie musisz mieć telefon skoro Ci się dobrze na nim czyta? O.o Ja na mojej Cha Chy mogę sprawdzić pocztę, fejsa, coś w google'ach, ale na tym się kończy.

      altaica.

      Usuń
    5. Jestem z siebie mega dumna! Słowo, którego mi brakowało, by opisać charakter Harry'ego to: ZADZIORNY! ZAWADIACKI. I w sumie trochę zdemoralizowany ;)

      Usuń
  152. Nie mogę przestać ryczeć. Nogi zrobiły mi się jak z waty. Co chwilę smarkam nos w chusteczkę, bo od pierwszego słowa Louisa zaczęłam płakać. Musiałaś napisać aż tak dramatyczne zakończenie!? Musiałaś zrobić tak, żebym kurwa płakała!? Musiałaś zrobić tak, że czuję, jakby coś mnie od środka rozdzierało!? Jakbym to ja kurwa straciła najważniejszą osobę w moim życiu!? Przez ciebie nie mogę powstrzymać potoku łez! WIESZ CO!? DZIĘKUJĘ CI ZA KURWA WSZYSTKO! CZYTAŁAM BLOG OD POCZĄTKU! BARDZO CZĘSTO KOMENTOWAŁAM! CHCĘ CI PODZIĘKOWAĆ, ZA TE WSZYSTKIE CHWILE Z LARRYM! ZA TE WSZYSTKIE PŁACZE BĄDŹ NAPADY SZCZĘŚCIA! DZIĘKUJĘ! <3

    OdpowiedzUsuń
  153. Matko nie wiem co napisać .. Płaczę teraz tak strasznie jak nigdy , a to przecież tylko opowiadanie .. czuję teraz taką pustkę , taką cholerną pustkę ! jakby to się działo i jakby to ze mną się ktoś żegnał ! Dziękuje ci za to opowiadanie bo to najlepsze jakie czytałam i nigdy go nie zapomne ..

    OdpowiedzUsuń
  154. Kuźwa !! Nie wiem co mam pisać, bo no ...
    ja normalnie płacze, a nie należę do osób, które się łatwo wzruszają. Mogę z ręką na sercu przyznać, że to jedne z lepszych opowiadań jakie przeczytałam. Nie gustuję raczej w katergori YAOI, aczkolwiek język i styl jakim to pisałaś po prostu mnie urzekły. taka tam moja skromna opinia
    ~agent zero zero grzywa
    odmeldowuje się :*

    OdpowiedzUsuń
  155. Przeczuwałam, ze to tak się skończy... Ale nie pomyślałabym, ze bd mi tak smutno i ze sie popłaczę... czytałam od początku do końca, a ja bardzo wczuwam sie w to co czytam i jak opowiadanie sie kończy to jest mi smutno, a jak jeszcze nie ma szczęśliwego zakończenia to dopiero... Dziękuję wam za to opowiadanie. ♥

    OdpowiedzUsuń
  156. o matko bardzo rzadko zdarza mi się płakać przy jakichkolwiek opowiadaniach po prostu to jest tak rewelacyjne że nie mam odpowiedniego epitetu żeby to opisać i przez ciebie muszę jeszcze raz makijaż robić ;DD / carley

    OdpowiedzUsuń
  157. O boże. Nie mam słów. Chciałabym Wam podziękować z całego serca za to, że doświadczyłyście mi tyle emocji. Płaczę, płaczę i jeszcze raz płaczę. Nie mogę się otrząsnąć z tego co właśnie przeczytałam. Jest to jedna z najpiękniejszych historii, jakie kiedykolwiek mogłam przeczytać. Jesteście po prostu niesamowite. Chętnie teraz bym się z wami spotkała i mocno przytuliła, w podziękowaniu za stworzenie coś tak pięknego.
    Ta historia otworzyła mi oczy na wiele spraw. Cała się trzęsę z tych wrażeń, nie mogę się skupić.
    Z jednej strony potwornie mi smutno, a z drugiej cieszę się jak głupia.
    Macie talent do wzbudzania w ludziach takich pięknych emocji.
    Dziękuję, będę nie raz wracała do tej historii. ♥

    OdpowiedzUsuń
  158. Chciałabym powiedzieć Wam tylko jedno...
    Dziękuję.

    piece-of-heart2.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń