piątek, 16 listopada 2012

Illusion never change - sixth.


Kiedy razem z Louisem opuściliśmy mury szkolne, zaczynał padać pierwszy śnieg. Chociaż była połowa listopada, białe, puchate płatki zaskoczyły z pewnością nie jedną osobę, która, jak ja, nie oglądała ostatnimi czasy prognozy pogody. Nie byłem przygotowany na śnieg. Nawet tego dnia zabrałem do szkoły jesienną kurtkę, która w żaden sposób nie mogła mnie ochronić przed zimowym chłodem. I byłem niemal pewien, że cały sobotni dzień przeleżę w łóżku, niezdolny do normalnego funkcjonowania.

- Czemu nie było cię dzisiaj na zajęciach? – zapytałem, spoglądając na Louisa.

- Musiałem znaleźć potrzebne materiały na historię. Mam przygotować referat na przyszły piątek. Chciałem mieć to już z głowy.

Dopóki nie opuściliśmy szkolnego dziedzińca, żaden z nas nie odezwał się słowem. Oboje byliśmy w jakiś sposób przygnębieni tym dniem i nie mieliśmy ochoty na żadne wygłupy czy żarty. Zdziwiło mnie, co było powodem milczenia Tomlinsona. Co jak co, ale po nim raczej nie spodziewałbym się takiego zachowania. To ja byłem tym milczącym, podczas gdy on świetnie wypełniał ciszę swoimi opowieściami i żartami. Wypełniał po prostu przestrzeń samym sobą i nic więcej człowiek nie potrzebował do szczęścia. Przy nim nawet błahe tematy stawały się bardziej ciekawe.

- Coś cię martwi? – zapytałem z troską, poprawiając kaptur bluzy, który gniótł mnie pod plecakiem. Kiedy na moje odsłonięte nadgarstki opadło kilka płatków śniegu, poczułem dreszcze na ciele. Szybko schowałem dłonie do kieszeni, zatapiając usta pod zamkiem kurtki. Ból gardła coraz bardziej dawał o sobie znać.

- Chodzi o Liama – zaczął ostrożnie Louis, spoglądając na mnie przelotnie.

Zaciekawiło mnie, co na jego temat miał do powiedzenia. Nigdy nie słyszałem, żeby coś mówił o kuzynie Mazzi’ego. Miałem też wrażenie, że jego chwila zawahania była spowodowana tym, iż nie wiedział, po czyjej stronie byłem. Czy po jego i Liama, czy po stronie Selley’ów i Mazzi’ego. Postanowiłem od razu rozwiać jego wątpliwości.

- Szkoda mi go – powiedziałem, patrząc gdzieś w dal. – Spotkałem go chwilę przed tobą. Był wystraszony, ale powtarzał, że jest w porządku.

- Wiem dlaczego.

Uniosłem wyżej brwi, lokując swój wzrok w oczach Louisa. Nie wyglądał na zadowolonego. Śmiałbym powiedzieć, że gryzła go ta sprawa i wcale nie było mu z nią łatwo. Tym bardziej intrygowało mnie jego zdanie. Był bardzo inteligentny i z pewnością mógł dostrzec coś, co ja przeoczyłem. A zaczynałem mieć wrażenie, że Louis był po mojej stronie.

 - Kiedy szedłem do szatni, już z daleka słyszałem czyjeś drwiące głosy – zaczął. Słuchałem go z uwagą, patrząc pod nogi. – Ktoś prosił, żeby „oni” zostawili go w spokoju, że nic im nie zrobił. Usłyszałem głos rozdzieranego papieru. Najpierw myślałem, że to była zwykła kartka, ale potem okazało się, że to był zeszyt. Wiedziałem, że w pojedynkę nie wygram z nimi. Podejrzewałem, że to był Stan i jego kolega. Wiesz, jacy są.

Nie unosząc głowy, skinąłem. Czułem, że spojrzał na mnie, szukając potwierdzenia w jakiejkolwiek postaci.

- Wpadłem na pomysł, żeby naśladować głos starego woźnego. Zawołałem niskim tonem „kto tu jest” i uderzyłem zaciśniętą dłonią o szafkę.

Roześmiałem się pod nosem, unosząc wzrok. Zbliżaliśmy się do rozstaju dróg, gdzie każdy z nas skręcał w przeciwne strony. Powoli zaczynałem żałować, że Lou nie mieszka gdzieś w pobliżu, tylko na drugim końcu Holmes Chapel.

- Marley zawsze tak robi – zauważyłem. – Sprytny jesteś.

- Rzeczywiście podziałało, bo kiedy znalazłem Liama, był sam – ciągnął Louis. – Był wystraszony i doskonale widziałem, że był bliski płaczu. Zrobiło mi się go żal. Nie zasłużył na takie traktowanie.

- Nikt nie zasłużył – wtrąciłem szeptem.

Byłem pewien, że Louis nie usłyszy moich słów. Wypowiedziałem je dla siebie, nie chcąc mu przerywać. Jednak on mnie zaskoczył.

- Masz rację – potwierdził. Oboje zatrzymaliśmy się, patrząc na siebie. – Wiesz, zapytałem go, czy jest w porządku, czy nic mu nie zrobili. Zaprzeczył dwukrotnie. Zwinął się stamtąd zanim zdążyłem mrugnąć okiem. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego Selley’owie tak się go uczepili. To normalny chłopak jak ty, ja, Ben, Matty czy Mazzi. Nie jest kosmitą.

- Wydaje mi się, że żałuje przeprowadzki tutaj. Nie znam dokładnych przyczyn tego, ale jestem pewien, że Liam wolałby wrócić tam, skąd przybył – dodałem.

- Chciałbym go bliżej poznać. Ale zawsze wydaje się uciekać przede mną – powiedział Louis, wzdychając ciężko. – Może myśli, że go nie akceptujemy jak reszta?

- Jestem pewien.

*

- … I pamiętam, że gdy dwa lata temu byłem w Londynie, Gemma zaciągnęła mnie na London Eye. To było coś strasznego! Ja mam paniczny lęk wysokości i ona dobrze o tym wiedziała! Ale… widok był piękny i nie żałuję, że nie mogłem wyrwać się spod jej ucisku.

Louis roześmiał się, kiedy słuchał moich opowieści. Siedzieliśmy właśnie sami w moim domu, pochłaniając pyszne ciasto, które mama upiekła z samego rana. Mama upiekła je dzisiaj, wiedząc, że jej siostra odwiedzi nas wieczorem. Na wigilię nie będzie jej i nie było wiadomo, czy wróci przed Nowym Rokiem. A że mama i ciocia pozostawały w bardzo bliskich relacjach, nie mogło się obejść bez tej wizyty.
Louis nagle roześmiał się.

- A wiesz, że ja kiedyś też byłem w Londynie? – zawołał z salonu, podczas gdy ja udałem się do kuchni, aby włożyć do zmywarki brudne naczynia. Jednak gdy wróciłem, zająłem miejsce bezpośrednio obok niego, a nie na sofie po przeciwnej stronie.

- Byłeś na London Eye? – zapytałem z zaciekawieniem.

- Tak… Ale nic nie może się równać kolejkom górskim. To dopiero coś! – zawołał podekscytowany.

Nie umknęło mu moje przerażenie, wymalowane na mojej twarzy. Najpierw się zmartwił, ale szybko roześmiał się, klepiąc mnie lekko w ramię.

- Naprawdę masz aż taki lęk wysokości?

Uśmiech, który ciągle widniał na jego twarzy, powoli zaczął zanikać, kiedy w odpowiedzi skinąłem głową. Spojrzałem na swoje dłonie, czując się skrępowanym.

Ostatnio naprawdę spędzaliśmy coraz więcej czasu. To było nieprawdopodobne. Zawsze nasze kontakty ograniczały się do krótkich i jednorazowych rozmów, a tutaj taki nieoczekiwany zwrot akcji. Fakt, był moim przyjacielem, ale nie takim bliskim jak Bena. Teraz jednak nie było dnia, żebyśmy nie napisali krótkiego sms-a do siebie, czy nie zadzwonili od czasu do czasu.

Louis podejrzewał, że coś ukrywam. Wiedział też, że brakuje mi osoby, której mógłbym bezgranicznie zaufać. Czasami miałem wrażenie, że on chciałby być taką osobą. Miał naprawdę niespotykany charakter. Byłem pewien, że pogodzenie przyjaźni ze mną, a z Benem nie byłoby dla niego problemem. Później jednak zawsze nachodziły mnie pesymistyczne myśli. Przecież on był starszy. I to o dwa lata. To jednak jest jakaś różnica. Do tego w jego oczach mogłem być tylko gówniarzem. O swoich nic nieznaczących poglądach i pomysłach, które tylko dzieciom mogłyby przyjść do głowy. Dlatego zawsze, gdy nasza rozmowa sprowadzała się do czegoś bardzo osobistego, coś się psuło. I to była głównie moja wina. Wyłączałem się na środowisko, które mnie otaczało. Pogrążałem się w zamyśleniu i prosiłem w duchu, żebym nie palnął żadnej głupoty, która mogłaby nas poróżnić czy zepsuć wszystko pomiędzy nami.

- Co jest, Hazza?

Louis usiadł wygodniej, próbując spojrzeć mi w twarz. Unikałem jednak jego wzroku. Był bystry, mógł odczytać z mojej twarzy niektóre emocje. Zacząłby dążyć w to i nie miałbym ucieczki. O pewnych rzeczach nie chciałem mówić na głos nikomu.

- Nic, ja po prostu… - Westchnąłem głęboko. To była jedna z tych chwil zawahania, kiedy miałem ochotę powiedzieć absolutnie wszystko, co mi leżało na sercu, ale w ostatniej chwili rezygnowałem. – To nic takiego. Zapomnij.

Bałem się ufać. Nie miałem na to wpływu. Odkąd się rozpoczął nowy rok szkolny, zauważyłem, że stawałem się outsiderem i nie wiedziałem, jak to traktować.

- Nie zapomnę, Harry – powiedział pewnie Louis. – Naprawdę chcę wiedzieć, co takiego się z tobą dzieje. Pamiętam cię sprzed paru lat. Byłeś wtedy naprawdę szczęśliwym chłopcem, który nie wiedział, co to smutek. A teraz? – Zmarszczył brwi, przez chwilę zastanawiając się nad czymś. – Ciągle widzę cię przygnębionego. A na szkolnych czasami mnie nawet nie zauważasz, bo chowasz się za tą kudłatą czupryną.
Uniosłem jeden kącik ust, słysząc ostatnie słowa Tomlinsona.

Nie mogłem zaprzeczyć jego słowom. Nawet nie próbowałem. W głębi duszy niejednokrotnie pragnąłem odnaleźć przyjaciela takiego jak Louis. I powoli zaczynałem pragnąć, aby to on się stał taką właśnie osobą. Żebyśmy byli ze sobą tak blisko, jak Zayn wraz z Niallem. Naprawdę zazdrościłem im tej przyjaźni. Z upływem niecałych czterech miesięcy dostrzegłem, jak bardzo Matty oddalił się ode mnie i wolał zadawać się z Mariusem. Tylko kiedy czegoś potrzebował, potrafił być miły dla mnie i było mi ciężko z tą myślą.

Westchnąłem, napotykając wzrok Louisa.

- Powiesz mi? Na pewno będzie ci lżej, jeśli się wygadasz.

Zawahałem się, słysząc cichy głos Louisa. Moją osobą ciągle targały sprzeczne emocje. Tak było i w tym momencie. Nie dałem się zwieść. Przypomniałem sobie, że ostatni sekret, który powierzyłem Matty’emu, obiegł całą szkołę w przeciągu jednego dnia i nie mogłem mu tego zapomnieć. Wybaczyłem, ale ciągle pamiętałem.

Wtedy sądziłem, że Louis będzie taki sam.

Chłopak westchnął, poddając się.

- Okay, widzę, że mi nie ufasz. – Powiedział otwarcie. W duchu przyznałem mu rację, ale przecież nie mogłem wypowiedzieć tego na głos. Milczałem, uważnie wpatrując się w chłopaka. – Nie wiem czemu tak jest, ale to bezpodstawne. Nie jestem jak Selley’owie, chociaż przyjaźnię się z jednym z nich. Myślisz, że mówię o wszystkim Benowi? – Wzruszyłem ramionami, kiedy Louis spojrzał na mnie. – Oczywiście, że nie. Nie wie na przykład tego, że… Nancy mi się podoba.

Mimo że w salonie panował półmrok, a migoczące lampki choinkowe co chwilę zmieniały kolor, dostrzegłem rumieńce na twarzy Louisa oraz jego zakłopotanie. Uśmiechnąłem się do siebie, kiedy uświadomiłem sobie, że byłem pierwszą osobą, która się o tym dowiedziała. Czyli ufał mi. Na tyle, na ile mógł. Miałem przeczucie, że nie chciał powiedzieć o swoim innym sekrecie, ale w ostatniej chwili się z tego wycofał.

- A Nathalie cię nie interesuje? Wiesz, wszyscy chcieli by z nią być… dlaczego ty nie? – Mój spokojny głos sprawił, że napięcie, które poczuł Louis gdzieś umknęło.

Wzruszył bezradnie ramionami, patrząc gdzieś w bok.

- Bo jestem inny? – zapytał retorycznie, śmiejąc się krótko. – Naprawdę jeszcze tego nie zauważyłeś?

- Zauważyłem – potwierdziłem. Dodatkowo skinąłem głową. – Ja też jestem inny – ciągnąłem szeptem. – Właściwie to nie wiem jaki jestem.

Louis zmrużył oczy, chcąc zapewne wyjaśnień moich słów. Ale w tym samym momencie drzwi mieszkania się otworzyły i do środka weszła Gemma wraz z mamą, przerywając nam rozmowę.

*

Cisza, która spowijała jadalnię, nie była dla mnie niczym nieprzyjemnym. Od ostatnich lat, mniej więcej od czasu odejścia ojca, moja rodzina tak właśnie spędzała wigilię. Wśród ciszy, której nawet nie zakłócał dźwięk kolęd płynących z radia. Jedynie ciche stuknięcia sztućców o talerze przypominały, że ktoś przebywał w pomieszczeniu poza mną.

Przyzwyczaiłem się już do tego. A nawet było mi to na rękę. Mogłem dzięki temu uniknąć wymuszonych uśmieszków, uprzejmości czy kłamstw, które do reszty zepsułyby wigilijną atmosferę. Nie byłem zagorzałym katolikiem. Ale kiedy czułem potrzebę, potrafiłem się modlić.

- Wasz ojciec dzwonił – oznajmiła powoli mama, obejmując wzrokiem mnie i Gemmę.

- Nie obchodzi mnie to – wtrąciłem obojętnie. Nie wysilałem się na miły ton, w efekcie czego moja wypowiedź zabrzmiała sarkastycznie.

- Ale mnie obchodzi! – Anne uniosła głos, denerwując się. Zanim na nią spojrzałem, odetchnęła głęboko, kontynuując: - Wrócił do Anglii wczoraj. Powinniście mieć dobre stosunki z ojcem. Szczególnie ty, Harry. Nie chcę, żebyś do reszty wdał się w niego i za kilka lat sam był jak on. Ciągle uciekał od problemów, chciał władać nad wszystkim, mieć wszystko gdzieś… tego właśnie chcesz?!

Moje zachowanie wyprowadziło ją z równowagi. Ale ja nie dbałem o to. Wyczuwałem nadciągającą kłótnię odkąd tylko usłyszałem pierwsze słowa mamy. Powrót ojca ze Stanów nie był dla mnie dobrą informacją. Nigdy nie chciałem tego usłyszeć. Cóż, może wtedy, gdy byłbym pełnoletni i nie musiał się z nim spotykać. Miałem powody, żeby go nienawidzić.

- Jutro przyjeżdża po was. Zostaniesz tam do sylwestra. Gemma wróci zaraz po świętach, w końcu musi się uczyć. Chociaż ona przykłada się do nauki…

Przewróciłem oczami, słysząc jej uwagę. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że odkąd mama się odezwała, nie wziąłem do ust ani kęsa. Co więcej, straciłem apetyt. Wewnętrznie byłem zdruzgotany powrotem ojca, ale zewnętrznie nie okazywałem tego po sobie. Nie mogłem.

Uniosłem wzrok znad talerza, lustrując postać matki. W tamtej chwili wiedziałem, że właśnie tego pragnie. Tak po prostu się mnie pozbyć. Miała mnie dość, ponieważ sprawiałem coraz większe problemy. Buntownicza natura odzywała się we mnie coraz częściej i dla mamy był to kłopot. A powrót ojca był pierwszą opcją, której się panicznie chwyciła.

Bez słowa i gwałtownie wstałem od stołu, niechcący przewracając krzesło. Mebel upadł na ziemię z głośnym hukiem, sprawiając, że Gemma i Anne podskoczyły ze strachu. Nie podniosłem krzesła. Udałem się w kierunku schodów, mając dość tej całej szopki, w której musiałem uczestniczyć. Jedyne, o czym pragnąłem, to cisza i brak jakiejkolwiek ingerencji w moje życie.

- Harry? Dokąd idziesz? – pytała mama. – Harry, wracaj! Nie skończyliśmy jeszcze!

Miałem ochotę zawrócić. Miałem ochotę wykrzyczeć, że mam głęboko w dupie to wszystko, że udawanie mnie męczy, że nie chcę ich widzieć, żeby dały mi spokój… Ale zrezygnowałem z tego. Już dostatecznie miałem zepsuty humor tego wieczoru. Drzwi, które zamknąłem z hukiem, miały choć w połowie pokazać, jak bardzo wściekły jestem. I dostatecznie uciszyły wołania mamy. Przekręciłem kluczyk w drzwiach, aby nikt nie mógł wejść do mojego pokoju. Położyłem się na łóżku na brzuchu, chowając twarz w rękach, zaczynając zwyczajnie płakać. Nie myślałem, co robię, kiedy wybrałem w telefonie numer osoby, która jedyna mogła mi pomóc w tamtej chwili.  





Osoby chcące być informowane o nowych rozdziałach mogą zostawić tt/numer gg w komentarzu pod notką albo tutaj.
Za wszelkie niedociągnięcia/błędy/literówki przepraszamy. Jutro usiądę nad tym na spokojnie i poprawię wszystko. :3

32 komentarze:

  1. KOCHAM KOCHAM KOCHAM! CZEKAM NA NASTĘPNY <33333
    NO I OCZYWIŚCIE JAK ZAWSZE ŚWIETNY!

    http://one-direction-ziall.blogspot.com/ ( jutro pojawi się rozdział ;> )

    OdpowiedzUsuń
  2. Awwwww genialne ! *o* Piszcie szybko następny <333

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowne!!!!
    zapraszam chętnych do siebie *__* http://onedirection-oneshot.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Matko, aż mnie zatkało. Spodziewałam się w Harrym takiego... Czegoś innego, ale nie aż tak. Wow. Normalnie przez Cb, będę miała uraz na psychice xd Wybrał numer Lou, prawda? Jestem jasnowidzem?! Haha.. Nie mogę doczekać się następnego, życzę bardzooo dużooo weny twórczej ;D @MrsCzarnaaa

    OdpowiedzUsuń
  5. No to dobry wieczór, Mart znowu zawitała i po raz kolejny będzie snuła swoje wywody. Przepraszam z góry za każdy błąd w komentarzu. :3

    Zacznę od tego, że nie wiem od czego zacząć. Także... AHA. Wszystko jest takie... AGHFTSYNBMG. *-* Dobra, najpierw powiem - żebyś wiedziała na przyszłość - że taka długość rozdziału mnie nie zadowala. Nawet jakby był 5x dłuższy, by mnie nie zadowalał, bo ja oczekuję tak długich rozdziałów, żebym siedziała nad nim całą noc! x
    Kiedy zaczęłam czytać rozdział, wszystko było w jak najlepszym porządku. Hazza wraca z Lou do domu, pada śnieg itp. itd. Wiesz o co chodzi, klimacik. A potem taka cisza między nimi... I od razu sieję panikę, no bo przecież o co chodzi, czemu jest taka napięta atmosfera. Czytam dalej. Chodzi o Liama. Swoją drogą, Lou ma takie złote serce, że mu pomógł. *-*
    Ich rozmowa. Wyobraziłam sobie speszonego Harrego na słowa Louisa. "- Naprawdę masz aż taki lęk wysokości?" Boże, to jest takie słodkie, że nie mogę opanować emocji. "Nie zapomnę, Harry (...) Naprawdę chcę wiedzieć, co takiego się z tobą dzieje." Na moich ustach od razu pojawił się uśmiech. Taki szczery uśmiech, na jaki bardzo rzadko mnie ostatnio stać. Lou tak bardzo się o niego troszczy, że wydaje się to wręcz niemożliwe. "- Zauważyłem (...) Ja też jestem inny (...) Właściwie to nie wiem jaki jestem. -
    Louis zmrużył oczy, chcąc zapewne wyjaśnień moich słów." I tu już były Larry feels, no nie. Oczy zaczęły mi błyszczeć, serce waliło jak szalone, a tu wbija Gemma i Anne. No kurde, naprawdę?
    No i ostatnia scena. Stół wigilijny. Hazza uciekający do swojego pokoju. Płaczący Hazza. Od razu rodzi się we mnie taki wymysł wyobraźni (chorej wyobraźni zresztą), że nagle do pokoju wchodzi Louis i broni go przed złem całego świata. :3
    No i ostatnie zdanie. Rozjebało mnie na miliony malusieńkich kawałeczków...
    "Nie myślałem, co robię, kiedy wybrałem w telefonie numer osoby, która jedyna mogła mi pomóc w tamtej chwili."
    No i dziękuję, płaczę.
    Nie chcę naginać prawdy, ale serio. Poleciało mi parę łez. Kurde, nie parę. Wiadrami można by było zbierać wodę. Można by było tą wodę wywozić na jakieś suche tereny albo wywozić dzieciom do Afryki. Kurwa no, nie wiem. Po prostu się rozbeczałam, jak dziecko któremu zabrano zabawkę...

    Dobra, to chyba tyle. Pisz rozdziały jeszcze dłuższe, żebym mogła jarać się historią Larrego... Jak to powiedzieć... ALL DAY, ALL NIGHT. DJ LARRY. Uhm... MALIK. Za dużo oczekiwań. Tak wiem, przepraszam, proszę o wybaczenie.
    Dziękuję za przeczytanie tych smętów.
    Czekam na kolejny rozdział z mocno bijącym sercem! <3
    Larry 4ever. <3

    OdpowiedzUsuń
  6. jeny, jak to opowiadanie porywa :D nie mogę już się doczekać kolejnego rozdziału *.* dawać więcej Larrego! W tym momencie, gdy Lou powiedział, że podoba mu się Nancy, myślałam, że powie, że podobają mu się chłopacy :D to by było dobre... *.*

    x x

    OdpowiedzUsuń
  7. Kolejny cudowny rozdział :) Ucieszyłam się, gdy dostałam choć kilka odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Niestety mam ich jeszcze całkiem sporo ;) Tak mi się marzy inna paczka przyjaciół: Harry, Lou, Liam, Zayn i Niall... Chciałabym, by chłopcy wzięli Liama pod swoją opiekę, bo wyczuwam tam coś więcej niż porwany zeszyt... Prawie podskakuję na fotelu czytając o tym, jak Harry i Louis się do siebie zbliżyli... Wprawdzie póki co są tylko przyjaciółmi, ale od czegoś trzeba zacząć ;) Mam nadzieję, że po tym telefonie Lou już nigdy nie powie, że Harry mu nie ufa... Tylko martwię się jednym. Harold wyjeżdża? Sam? Kurcze, a liczyłam na wspólne ferie świąteczne... Ale może w zamian będą długaśne sms-y... Zobaczymy, bo u was to nigdy nie wiadomo ;)
    I strasznie smutno mi się zrobiło, że w domu Harry'ego święta są taką smutną koniecznością... Pewnie u Lou jest zupełnie inaczej.
    Tak strasznie nie mogę się doczekać, co będzie dalej. Jak potoczy się rozmowa? I czy to naprawdę do Lou zadzwonił? I jeszcze jakieś 101 pytań :D
    Pozdrawiam i życzę natchnienia w pisaniu

    @KateStylees
    http://1d-my-little-mystery-girl.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, jak ja lubię, jak są ludzie, którzy chcą powiedzieć to samo, co ja, a na dodatek umieją to tak ładnie ująć w słowa :) No, także mówię to samo, co Kate :D

      Pozdrawiam, czekam cierpliwie i zapraszam :)
      uwannasaygoodnight.blogspot.com

      Usuń
  8. cudoowne, UWIELBIAM TWOJE OPOWIADANIAAA <3 @sparkkkss

    OdpowiedzUsuń
  9. genialna część! jeżeli dobrze myślę, to Harry zadzwoni do Lou :) bo jak sam loczek przyznał to jedyna osoba, na której mógł polegać. Cieszę się z tego, że się do siebie zbliżyli i że wiedzą o tym, że obaj są 'inni'. To powinno ich jeszcze bardziej do siebie zbliżyć :D
    Zastanawiam się, co będzie z tym wyjazdem Harrego.. czy on na pewno pojedzie do ojca? a może porozmawia jeszcze z mamą, może uda mu się ją przekonać, że się poprawi, że podciągnie się w nauce (oczywiście przy pomocy Louisa). A może pojedzie i będąc z dala od Lou, uświadomi sobie, że czuję coś więcej do chłopaka, że jest dla niego kimś ważniejszym, a nie tylko przyjacielem.. strasznie mnie ciekawią jego losy, więc ładnie proszę o następny rozdział ^_^
    @JLS_GotMyLove

    OdpowiedzUsuń
  10. A myślałam już , że będzie coś więcej :D
    Ach ta niepewność mnie zżera xd
    Ale akcja i ogólność , no przepełnia mnie coś :D

    Zawsze z wielką niecierpliwością czekam na nowe rozdziały . I teraz też będę musiała poczekać :C

    Informuj :
    @Kalink_Kaa

    OdpowiedzUsuń
  11. harry będzie spotykał się ze swoim kuzynem? XD

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudny!! <3
    Szkoda mi Harry'ego, nie zasługuje na to żeby tak cierpieć.
    Mam nadzieję że Louis pomoże mu znowu być tym samym chłopakiem, którym był wcześniej ;)
    Czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudny!! <3
    Szkoda mi Harry'ego, nie zasługuje na to żeby tak cierpieć.
    Mam nadzieję że Louis pomoże mu znowu być tym samym chłopakiem, którym był wcześniej ;)
    Czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobry, przepraszam że tak późno, ale wczoraj już nie dałam rady przeczytać :)
    Przechodząc do rzeczy, ostatnie sceny spowodowały u mnie dziwne uczucia. Tak jakby trochę chciało mi się płakać. Dlaczego? Wszystko przez Harry'ego. On po prostu wydaje się być taki bezsilny. Nikt nie potarfi mu pomóc. A jak już się otworzy, to ta osoba okazuje się być zwykłą dziwką. Przepraszam, za wyrażenie, ale tak jest. Ludzie potrafią być niezłymi fałszerzami, udawać twoich przyjaciół i tak dalej. Do przewidzenia, że zadzwoni do Louis'iego. Ten chłopak jest inny. Chociażby ta sytuacja z Liam'em daje dużo nam o nim do myślenia. Też nie pasuje mu poniżanie ludzi. W końcu każdy jest taki sam, a to że ma inne zdanie to już wolność słowa. Żeby być dobrym, trzeba akceptować każdego. Tu chodzi o uczucia, a nie o to, co kto lubi. To takie płytkie i bezwartościowe. A Liam po prostu zna rzeczywistość. Dlatego przestał ufac ludziom, nawet tym którzy szczerze chcą mu pomóc. Zawiódł się zbyt wiele razy i wyrobił sobie opinię na temat otoczenia. Nie dziwię mu się.
    Harry nie może ojcu wybaczyć, że ich zostawił. Teraz zaczął przekonywać się do Lou i nagle ma wyjechać, znowu zostać sam. Nie jest mu łatwo. Widać, że cały dzień zmaga się z tymi wszystkimi uczuciami. Spędza z szatynem dużo czasu i jest po prostu miło?. Chyba tak. Bo dlaczego nie? Można się pośmiać, poopowiadać, posłuchać, dowiedzieć się różnych rzeczy. Od tego są przyjaciele. A tym bardziej, gdzie w dzisiejszym świecie nie ma ich za wiele.
    Kocham cię ;*
    @amazaynnie

    OdpowiedzUsuń
  15. Końcówka rozdziału jest po prostu magiczna. Tak... Naturalnie można powiedzieć, napisana. W ogóle to całe opowiadanie mi się podoba. W poprzednim Harry był złym chłopcem, a teraz jest... Bezsilny? Skryty? Tak, takie określenia najbardziej pasują. No cóż... Życzę Ci dalszych sukcesów i czekam z niecierpliwością na nowy rozdział :)
    http://wakacyjny-oboz-z-1d.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten roździał jest poprostu cudowny, brak mi słów. Chcę więcej, mam straszny niedosyt. Budujesz takie napięcie.. Czekam na jakieś Larrowate akcje :D Życzę ci weny i dużo pomysłów chcociaż tego ci nie trzeba życzyć bo pomysłów to ty masz co nie miara. Uwielbiam twojego bloga, jestem z Tobą od samego początku i zostane do końca :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Zawze vzytam nowe rozdzialy ale nie zawsze komentuje wiec postamowilam to teraz zrobic. Kocham wasz blog i czekam z niecierpliwoscia na kolejne rozdzialy, a ten byl po prostu cudowny+ fajnis by bylo jakbyscie wpadly i skomentowaly moje imaginy, dobrze slyszec opinie tak dobrych pisarek http://onedirectionimaginydlafanek.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  18. Ta sytuacja, i relacja, która panuje między nimi, rzeczywiście jest inna. Ich stosunek opiera się na przyjaźni, a nie tak, jak w innych przypadkach, które możemy zaobserwować, na seksie, gdzie stronią od rozmowy, tylko pieprzą się jak przysłowiowe króliki. Dlatego miło jest czasem wejść na bloga, gdzie historia przedstawiona tyczy się uczuciami, prawdą życiową i przede wszystkim - emocjami. To taka miła odskocznia po dniu zmęczenia, gdzie twoim największym obowiązkiem jest szkoła, trzymająca się i nie pozwalająca się wydostać. Podziwiam was za to, że znajdujecie czas na pisanie, a potem sprawdzanie błędów - dzięki temu, mimo, że praca jest podzielona, czerpiecie z tego satysfakcję. Tworzycie obólólną pracę. To widać. W każdym zdaniu - oddane są emocje, prawdziwość, bezpośredniość.

    Historia Illusion never change jest moim uzależnieniem, potrafię bez przeszków wczuć się w zachowanie Harry'ego i pomocne oblicze Tomlinsona. Jestem nimi oczarowana, za co dziękuję i życzę weny na kolejne rozdziały.
    JBluvsBabycakes
    Love xx

    OdpowiedzUsuń
  19. W ogóle nie rozumiem Harry'ego bo przecież Lou pokazał, że może mu zaufać.
    Ale coś czuję, że w końcu to zrozumiał bo jestem w 100% pewna, zw to właśnie do niego zadzwonił :)

    OdpowiedzUsuń
  20. BŁAGAM, nie róbcie tylko tak, że Louis będzie zdrajcą i wykorzysta Harry'ego, że go zostawi. To byłoby okropne, i myślę, że zbędne. Proszę. Już i tak SLYG się kończy smutno, to zróbcie chociaż tu szczęśliwe zakończenie. Zrujnujecie nam życia.

    OdpowiedzUsuń
  21. jesteście genialne. Chcę już więcej Larry'ego! ♥

    OdpowiedzUsuń
  22. ohh Harry z tego opowiadania czasami strasznie przypomina mi... mnie... też nie potrafię nikomu zaufać w 100% i... no nie ważne w każdym bądź razie świetnie to opisujecie i to wszystko takie prawdziwe :) mam nadzieję że Harry w końcu otworzy się przed Lou i .. no wiecie ohh kocham was :) chcę już następny!

    OdpowiedzUsuń
  23. słowo "lokując" na początku ogarnęłam jako loki, że harry dlatego lokując nie zrozumiałam tego jako umieścić czy coś, tylko że noooooooo, nie wiem jak to wytłumaczyć ale nie bij jest 1:30 i trochę umieram. ale rozdział przeczytałam uważnie, straaaaaaasznie polubiłam tego Lou, w sensie taki opiekuńczy, godny zaufania, pominę fakt o Nancy, bo miałam mały atak serca kiedy to przeczytałam, ale cóż. czekam aż Harry w końcu powie Lou co go trapi, i ogólnie mu zaufa. A co do Hazzy, to jest strasznie tajemniczy, i jest to cholernie słodkie, i to czyni te opowiadanie takim no. Ciekawym. nie lubię mamy Harry'ego. to że sobie z nim nie radzi nie znaczy że ma się go pozbyć. kolejna rzecz. wnioskując z opisów Hazzy się tnie, hm? mam nadzieję że Lou to odkryje, zabroni mu, pomoże i ogólnie mam przeczucie że Lou go w końcu ogarnie, tylko Hazza musi mu zaufać no! informuj dalej, jakbyś mogła:D

    OdpowiedzUsuń
  24. Zadzwonił do Louisa? Czytałam wiele opowiadań o Larrym, ale twoje jest zupełnie inne. Ukazujesz ich w innym świetle i bardzo dobrze ci to idzie. ;) Zapraszam do mnie i czekam na dalszą część ;) only-one-love-one-life.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  25. Zostałaś nominowana przeze mnie Liebster Award Więcej informacji u mnie na blogu: http://twinkle-in-eye.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  26. Zostałaś przeze mnie nominowana do nagrody Liebster Award ' za dobrą robotę' więcej informacji na ' http://fromlovetodeath.blogspot.com/ ' Pozdrawiam. ; *

    OdpowiedzUsuń
  27. Nominowałam Cię do Liebster Award. Więcej informacji u mnie na blogu: http://dream-of-another-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  28. świetny jak zawsze ;)
    btw. nominowałam Cię do Liebster Award,
    więcej info tutaj ---> http://the-battleground.blogspot.com/2012/11/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  29. Nie moge doczekac się Larrego. Czekam na next ;P

    my-independent-game.blogspot.com - zapraszam !

    OdpowiedzUsuń