środa, 30 maja 2012

Larry: Should let you go - seventh chapter.

Otworzywszy oczy, nie wiedziałem, gdzie się znajduję. Byłem w jakimś pomieszczeniu, było ciemno i czułem coś ciepłego na ramionach. Za to moje stopy były okropnie zimne. Nie lubię mieć zimnych stóp, rawr. Rozejrzałem się wokoło, orientując, że jestem w domu dziadka. Materiał, którym byłem przykryty okazał się bluzą. Louisa, dla ścisłości. Ciekawiło mnie, skąd wzięła się na mnie.
Ach, pewnie Louis był na tyle dobry, że zaoferował się przykryć mnie nią. Sama myśl wywołała na moich ustach uśmiech.
Dostrzegłem, że drzwi na taras są otwarte. Czułem, że Louis będzie właśnie tam. Przecież by mnie nie zostawił, teraz to wiedziałem na pewno. I nie pomyliłem się. Dostrzegłem go już, kiedy stanąłem na równe nogi. Siedział na schodkach, wpatrując się w niebo. Obejmował rękoma swe nagie ramiona, co chwilę pocierając je lekko, a wtedy nawiedziły mnie wyrzuty sumienia. W końcu ja miałem jego bluzę, prawda? Ale była tak przyjemnie milutka w środku, że nie zamierzałem mu jej oddawać. Założyłem ją na siebie, postanawiając przynieść mu coś cieplejszego.
Na paluszkach przyniosłem koc ze swojego pokoju. Zacząłem się skradać ku dwudziestolatkowi. No tak, tak, chciałem go wystraszyć, a co! Taka okazja może się więcej nie powtórzyć!  Będąc już za nim, narzuciłem mu koc na ramiona, obejmując mocno jego szyję. Lekko uwiesiłem się na nim. Louis w tym czasie próbował się wydostać spod moich objęć, ale jeszcze przez dłuższą chwilę mu na to nie pozwoliłem.
- Nie śpisz już? – zapytał retorycznie, kiedy w końcu go puściłem. Momentalnie wstał. – Harry, ja cię przepr…
- Nie masz za co, nic mi nie jest. – Sprostowałem od razu. Usiadłem na najwyższym schodku, czekając, aż chłopak zrobi to samo.
Po chwili klapnął pupcią obok mnie, owijając się szczelniej kocem. Zmarzło się, co? Trzeba było się tak o mnie troszczyć? Poczułem ukłucie gdzieś w klatce piersiowej na samą myśl o tym. Ugh, Styles, ty głupolu! Nie płacz teraz! Nie teraz! Arr, sama myśl, że on się tak o mnie troszczy, zupełnie obca mi osoba, martwi o mnie, sprawiało, iż czułem jeszcze większe przygnębienie. Wiem, powinienem się cieszyć, że ktoś taki jak Louis jest przy mnie, ale… No właśnie, bolało mnie to, że to nie rodzina troszczy się o mnie w ten sposób. Och, rodzice… dlaczego oni…?
- Przepraszam za moje zachowanie. Wiem, że chcesz mi pomóc, ale ja nie radzę sobie z tym. – Wypowiedziałem niemal szeptem. Nie chciałem, aby usłyszał, że mój głos zaczyna się łamać. Odwróciłem głowę na bok, nie chcąc, aby Louis mógł zobaczyć łzy. No, może zobaczyć by nie zobaczył, ale miałem przeczucie, że od razu rozpoznałby, że płaczę. Znów płaczę.
- Już o tym zapomniałem – odparł spokojnie. – To co, powiesz mi w końcu, o co chodzi? Bo szczerze powiedziawszy, mam dość tego nieodzywania się do siebie. Może i mam Nialla czy siostry, ale tobie zawsze coś głupiego przyjdzie do głowy z czego potem mogę śmiać się cały dzień.
Mimowolnie uśmiechnąłem się na jego słowa. To miłe, że ktoś mnie doceniał. Ale jednak było mi ciężko mówić o tym wszystkim. Szczególnie, że już się rozkleiłem. Choć zapewne wspomniałem o tym, co mnie gryzło, w czasie, kiedy byłem pijany. I teraz nic nie pamiętam. Hulaj dusza, piekła nie ma, tiaaaa.
- Moi rodzice się rozwodzą, to już pewne – wydukałem głosem łamiącym się od płaczu. Skuliłem się bardziej, nie chcąc nawet patrzeć w stronę Louisa. Zwyczajnie nie mogłem. Czułem się, jak mięczak. Upokorzony,  że płacze przed nim otwarcie.
No wiem, dla niektórych to nie powód do płaczu, ale zrozumcie, ja jestem takim… synkiem mamusi i tatusia. Ja nie wyobrażam sobie, że nagle miałoby któregoś z rodziców zabraknąć. Bo na pewno nie będę mieszkał z mamą i tatą na raz. A potem mieliby się kłócić o mnie, albo któreś mogłoby zwyczajnie o mnie… Zapomnieć. Przykre.
- To nie koniec świata. – Powiedział w końcu, dotykając lekko mojego ramienia. Zaczął je lekko gładzić, chcąc dodać mi otuchy. – Popatrz, wszystko kiedyś przemija. Nikt nie powiedział, że miłość też będzie trwała wiecznie. Tak naprawdę takie szczere miłości do końca życia są w tych czasach rzadkością. A twoi rodzice na pewno byli w sobie szaleńczo zakochani, biorąc ślub. Jeszcze kiedy urodziłeś się ty, czy siostra, tylko pokazywało, jak wielkim uczuciem się darzyli.
Spojrzałem na niego zapłakany. Skąd on te teksty brał? On powinien iść w kierunku psychologii a nie na dziennikarza. Mówiłem to i się powtórzę. Choć na tego drugiego też się nadawał, co słychać było w jego wypowiedziach, ale prędzej widziałbym go w poradni psychologicznej, w białym kitlu i rozmawiającego z osobami z zaburzeniami psychicznymi. Jakoś przyjemnie się go słuchało, a wszystko, co leży ci na duszy, samo wypływa przez twoje usta. I z lekkością podnosi cię na duchu.
- Każdy koniec jest początkiem czegoś nowego, Harry – dodał po dłużej chwili, a ja zwyczajnie nie wytrzymałem, płacząc jak małe dziecko. Chciałem się do kogoś teraz przytulić, nawet do niego, ale bałem się, jak to odbierze.
Widocznie zdawał sobie sprawę, o czym myślałem. Wyciągnął otwartą rękę ku mnie, trzymając koc w dłoni i nieśmiało sugerując mi ten gest. Od razu przesunąłem się bliżej niego, wtulając się mocno w jego ciepłe ciało. Gładził mnie ostrożnie po plecach, powtarzając, że wszystko będzie dobrze. Wyszukał kilka argumentów, ale ja dobrze wiedziałem, że to wszystko mnie przerosło i zwyczajnie nie umiem sobie z tym poradzić. A już na pewno nie prędko pogodzę się z taką decyzją rodziców.
- Ja bardzo jestem przywiązany do mojej rodziny. Często się zdarzało, że współczułem kolegom z rozbitych rodzin, bo rodzice staczali o nich ciągłe kłótnie. Nigdy tego nie chciałem. Ale widocznie to mnie czeka, Louis. To jest… Takie niesprawiedliwe! – zawołałem cicho, przytulając się do niego jeszcze bardziej. Objąłem go w pasie, wtulając czoło w jego szyję. – Co gorsza, nie chcę, żeby rodzice przestali mnie kochać…
- Nie mów tak nawet! Kochali cię, kochają cię i będą cię kochać, nic tego nie zmieni. Jesteś ich jedynym i najukochańszym synem, którego nikt nie zastąpi, Harry – wyszeptał, obejmując mnie ciaśniej.
Może to zabrzmi teraz naprawdę idiotycznie, ale w jego ramionach czułem się… bezpieczny. Byłem w stanie szybciej dojść do siebie, uspokoić się, zrozumieć pewne sprawy, o których do mnie mówił. Zacząłem żałować, że nie jest Lottie. Gdyby to ona była w jego wieku, na pewno byśmy się zakumplowali i kto wie, może to ona teraz by mnie tuliła do siebie? Choć nie narzekałem na niego. Wtulając się w zagłębienie jego szyi i mocno obejmując jego ciało było mi… naprawdę dobrze. Nie zwracałem wtedy uwagi na to, czy to mężczyzna czy kobieta.
- Szkoda, że nie jesteś dziewczyną – powiedziałem w końcu, kiedy dłuższą chwilę rozważałem jego słowa. – Poprosiłbym cię o rękę nawet tu i teraz. – Zaśmiałem się krótko pod nosem. Mówiłem naprawdę szczerze.
*
 Chyba jeszcze nigdy zwykłe słowa nie sprawiły mi tyle bólu. Zupełnie, jakby ktoś uderzył mnie z całej siły w twarz z otwartej ręki. Czułem tak niewyobrażalne ukłucie w sercu, że słowa nie są w stanie tego opisać. A zresztą! Co ja, głupi, sobie myślałem? Że Harry przybiegnie do mnie i powie „Louis, kocham cię”? Niedoczekanie. Prędzej umrę niż on miałby mi wyznawać miłość.
Czasami naprawdę wydaje mi się, że moja wyobraźnia aż nazbyt pracuje.
Nie mogąc go dłużej tulić do siebie, wyjaśniłem, że mam ochotę się napić. O tak, kolejne kłamstwo. Przy nim zaczynam tak kłamać, jak nigdy. Czasem zastanawiam się, czy nie prościej by było, gdybym powiedział mu całą prawdę i miał z tym wszystkim spokój. Albo by mnie zaakceptował i dalej się przyjaźnił, albo poszedłby do diabła i więcej bym go nie spotkał. Nie ukrywajmy, chyba zwariowałbym z tęsknoty za tym egoistycznym dupkiem.
Wracając z kuchni przystanąłem na chwilę w drzwiach tarasowych. Spojrzałem na profil Harry’ego. Siedział na hamaku i patrzył gdzieś w bok. Dostrzegłem, że nadal jest rozbity. Ugh, kto by pomyślał, że taki podstępny, niedorozwinięty, zarozumiały, egoistyczny, słodki, przystojny, seksowny drań okaże się być takim wrażliwcem w środku? Haryyyyyy, jak ty mi mieszasz w głowie! Niech cię… Mam ochotę cię znów objąć, zapominając o tym, co powiedziałeś.
- Jesteś smutny – zauważyłem, przyciągając na krótką chwilę jego wzrok.
Dostrzegłem, że znów chciało mu się płakać. Nie czekając ani chwili dłużej, podszedłem ku niemu. On w tym czasie wstał, znów wtulając się we mnie. Choć bardziej wyglądało to, jakbym to ja tulił się do niego. No cóż, był wyższy. Ale i tak było przyjemnie. Musiałem na chwilę zapomnieć, że go kocham. Jestem przede wszystkim jego przyjacielem, a przyjaciele się wspierają, prawda? Na tym to wszystko polega. Matulu, jak on przecudownie pachnie!
- Dziękuję ci – wyszeptał, opierając brodę na czubku mojej głowy. Czułem, jak oddycha spokojnie, ani na chwilę nie poluzowując swojego uścisku. Myślałem, że lepiej być nie może. Jednak grubo się myliłem. – Kładziemy się na hamak? Jakoś nie mam ochoty spać.
No tak, wypiło się troszkę alkoholu, wyspało się, to teraz będziesz ożywiony całą noc, czyż nie? Ale kiedy do mojej świadomości dotarło to, że Harry powiedział „kładzie-MY się”, miałem ochotę zacząć skakać z radości. Kiwnąłem twierdząco głową. Jakoś ułożyliśmy się obok siebie, okrywając szczelnie kocem.
- Przestań się tyle wiercić – zawołałem w końcu z rozbawieniem, kiedy chłopak ciągle nie potrafił znaleźć sobie idealnej pozycji.
- To mnie przytul, bo czuję przeciąg – wymamrotał pod nosem.
Czułem, jak moje serce znacznie przyspiesza, a ciało ogarnia fala gorąca. Harry bez skrępowania przysunął się bliżej mnie, opatulając bardziej kocem. Na krótką chwilę spojrzał na mnie, chcąc się upewnić, że nie mam nic przeciwko. Harry, ależ skąd! Chłopak ułożył głowę na moim ramieniu, przyjemnie łaskocząc mnie lokami po szyi. Usłyszałem ciche syknięcie i wtedy przypomniałem sobie o tym, co zrobiłem. Że też przeze mnie będzie teraz cierpiał! Louis, co ci padło na mózg, żeby go uderzyć?
- Jeszcze raz cię przepraszam za ten incydent dzisiaj. Nie chciałem tego zrobić.
- Jak mówiłem, należało mi się. Po alkoholu potrafię tracić nad sobą kontrolę i robić rzeczy, których później żałuję – odparł, na chwilę odchylając głowę w tył.
Spojrzałem na niego z niewyobrażalnej bliskości, czując jego oddech na mojej twarzy. Gorąco, gorąco, gorąco! Miał półprzymknięte powieki, o ile dobrze widziałem w tych ciemnościach. Goręcej, goręcej i jeszcze raz GORĘCEJ! Kurczaczek, jak on poczuje, że moje ciało nagle zrobiło się takie ciepłe, to sobie coś pomyśli! Jejku, jejku, jejku, i co robić?! Spokojnie, Lou, spokojnie. Wdech, wydech, wdech, wydech… Ach, gdybym teraz delikatnie nachylił się w jego stronę…  Mógłbym pocałować go delikatnie… Czy ja czuję ciepło na policzkach?! Louisie Tomlinsonie, jeśli teraz się zarumienisz, przysięgam, własnoręcznie cię uduszę!
- Mam siniaka pod okiem. – Bardziej stwierdził niż zapytał, czekając na jakąkolwiek reakcję z mojej strony.
Przez chwilę zapatrzyłem się w niego, nawołując w myślach, że to jest MÓJ PRZYJACIEL! Przecież nie mogę go stracić z powodu takiej bzdury, jaką była moja miłość do niego! On nie mógł się dowiedzieć! Szczególnie, że wolałby zamiast mnie mieć kobietę koło siebie. Nie ma co się łudzić, Harry na wieki pozostanie dla mnie nieosiągalnym marzeniem. Szybko mruknąłem na znak zgody, przybierając przepraszający wyraz twarzy.
- Tak szczerze, to jesteś pierwszym facetem, który oberwał ode mnie. Nigdy nie sugeruję się przemocą.
- Mam inne wrażenie, Tomlinson. – Powiedział poważnie, klepiąc mnie lekko w brzuch. Ugh, cieeeepło!
Ponownie wtulił się we mnie, zaczynając wspominać jakąś bójkę w której uczestniczył. Wyłożył wygodnie nogi na moje. Przynajmniej nie narzekał na brak ciepła. A ja czułem skoki temperatur mając świadomość, że jest tak blisko. Wszystko stoczyło się oczywiście na temat rodziców, o których tej nocy Harry bardzo wiele mi opowiedział. A ja dziękowałem Bogu, że mogłem go tulić do samego rana. Bo wyszło na to, że w pewnym momencie Harry przysnął, a ja postanowiłem podążyć w jego ślady..
*
Tygodnie spędzone z Harrym minęły nadzwyczaj szybko. Nie zdawałem sobie sprawy, że przebywanie w towarzystwie kogoś dla ciebie ważnego może sprawić, że czas mija ci nadzwyczaj miło. Istotnie, Harry stał się dla mnie kimś ważnym. Kimś, bez kogo nie wyobrażałem sobie dalszego życia. Co za paradoks. On i tak wyjedzie do tego swojego Nowego Jorku, zapomni o mnie, za rok na pewno nie przyjedzie… Ach.
Właśnie zbliżał się piątek, dzień wylotu Harry’ego do jego domu. Okropnie ciężko było mi z tą myślą. Moim młodszym siostrą także. Zdążyły go bardzo polubić, jeśli już nie pokochać jak kolejnego starszego brata i żegnały się z nim tak, jak zwykle żegnają się ze mną, kiedy jadę do Londynu. Choć ja wracam do nich po pięciu dniach, a on? Bóg jeden wie, czy kiedykolwiek tu wróci.
Było właśnie po trzynastej i kończyliśmy jeść wspólny obiad z moją rodziną, Harrym i dziadkiem. Mimo, że panowała przy stole wesoła atmosfera, dało się wyczuć, a nawet zobaczyć, że dziewczynki są trochę przygnębione. Szczególnie Fizzy, która siedziała koło osiemnastolatka i ciągle rozmawiała z nim na przeróżne, ważne dla niej, tematy.
A gdy przyszedł czas pożegnania… Biedaczka rozpłakała się. Harry pocieszał małą, że wróci odwiedzić ją za niedługo. Sam nie do końca wierzyłem jego słowa. Choć Harry diametralnie zmienił się przez te tygodnie spędzone w Doncaster. Według mnie na plus. Obawiam się tylko, że w Nowym Jorku znów będzie taki jak dawniej i po przylocie tutaj ponownie będę musiał go naprowadzić na dobrą ścieżkę. O ile będzie jeszcze ku temu okazja.
Wracaliśmy sami do mieszkania jego i dziadka. Chłopak musiał się jeszcze spakować, a dziadek razem z moim dziadkiem oglądali rugby i sam powiedział, że wróci na piechotę, bo trochę ruchu mu jest wskazane. W samochodzie panowała kompletna cisza pomiędzy nami. Żaden się nie odzywał. Dopiero, kiedy zatrzymałem się przed sklepem, chcąc kupić coś do picia, Harry poprosił o dwie paczki gum miętowych i również jakiś napój, z tym wyjątkiem, że gazowany.
*
To wszystko było gorsze, niż sam przylot tutaj. Właściwie… Zaklimatyzowałem się tu. Choć tęskniłem za rodzicami, Gemmą, Zaynem, Liamem i innymi kumplami, to szczerze powiedziawszy wolałbym mieszkać tutaj z dziadkiem i móc codziennie widywać Louisa i jego kochane siostry. Im dłużej nad tym rozmyślałem, zawsze dochodziłem do jednego wniosku. W Nowym Jorku, albo znów stanę się chamem, albo znów będę wystawiony na pośmiewisko. Osobiście raczej wolałem tą pierwszą opcję. Była dla mnie po prostu wygodniejsza. Chyba, że zacznę wszystkich unikać? Tylko jak długo będę w stanie wytrzymać to wszystko?
Westchnąłem, zerkając w stronę sklepu. Louisa nie było dobre pięć minut. Ciekawiło mnie, ile można kupować gumy i picie. Choć później stwierdziłem, że albo była kolejka czy coś w ten deseń, albo zagadał się ze sprzedawczynią. I wtedy rozległ się dzwonek jego telefonu. Na wyświetlaczu zobaczyłem zdjęcie Nialla z jakimś śmiesznym uśmiechem, dlatego postanowiłem odebrać i przekazać mu, że jego przyjaciel zaraz wróci. Ale zanim ja zdążyłem się odezwać, on najwyraźniej miał coś na tyle pilnego, że nie mogło to czekać ani sekundy dłużej.
- I jak? Powiedziałeś mu to w końcu?
- Mmmm… y-y. – Zaprzeczyłem, nie chcąc się odzywać, żeby nie rozpoznał, że to nie Louis odebrał telefon. A tak, wścibskość to była jedna z moich cech, a czułem, że Niallowi chodziło o mnie. Przecież nie o dziadka, prawda? Co znów za sekret?
- Słuchaj, wiesz, co ja na ten temat sądzę i nie będę ci tłukł do głowy po raz kolejny moich kazań. – Zdziwiłem się trochę, słysząc ten dowódczy ton i determinację w głosie blondyna. Odwróciłem głowę w prawo, patrząc na chodnik, gdzie szły jakieś dwie nastolatki, co chwilę zerkając ku mnie. Co, byłem ubrudzony na twarzy, że tak się uśmiechały? – Louis, jesteś tam?
- Mhm. – Przytaknąłem, co widocznie Nialla zaniepokoiło.
- A tobie co, język urwało? Chyba, że… O cholera! Harry!
- Chciałem powiedzieć, że Louis jest w sklepie, ale sam zacząłeś pierwszy mówić, nie doprowadzając mnie do słowa. – Zauważyłem.
Dziewczyny, które co chwilę odwracały się, żeby na mnie spojrzeć, zaczęły mnie trochę irytować. Może to było niemiłe z mojej strony, ale skwasiłem się nieco w ich stronę. Widziały, nie widziały, nie interesowało mnie to. No proszę! Właśnie dowiedziałem się, że ktoś, komu przez ostatnie tygodnie zwierzałem się ze wszystkich swoich sekretów, sam nie chce przyznać się do swojego. A sądziłem, że mi ufa!
- Lou mnie teraz zabije…
- Nie zabije – odparłem pewnie. Odwróciłem głowę i dostrzegłem, że dwudziestolatek stoi z przerażoną miną przed samochodem. – Przynajmniej powie mi to, co mi powiedzieć powinien. – Rozłączyłem się z Niallem, odkładając telefon na swoje poprzednie miejsce i spojrzałem wyczekująco na chłopaka. – No? Dowiem się, czego takiego nie chcesz mi powiedzieć?
Na twarzy Louisa pojawiła się mina kogoś, kto właśnie się poddaje. Opuścił spięte ramiona, wypuszczając powietrze z ust. No, mam nadzieje, że zaraz się dowiem, o co chodzi. Położył reklamówkę z zakupami na tylnym siedzeniu kabrioletu, a sam wskoczył zwinnie do samochodu, nawet nie otwierając drzwi. Rawr, właśnie dlatego marzy mi się jakieś cacko podobne do tego. No, nieważne.
- No, wykrztusisz to z siebie w końcu?
- To nie takie łatwe jak ci się wydaje, Harry.
Westchnąłem, przewracając oczami. Chłopak ruszył, a niecałe pięć minut potem byliśmy już w mieszkaniu. Zaprosiłem go do środka. Z lekkim ociąganiem wszedł razem ze mną i pomógł zacząć mi się pakować.
- No, Louis, powiesz, co to takiego czy nie? – Nalegałem. Ciekawiło mnie, cóż to takiego strasznego miał mi powiedzieć, że bał się mojej reakcji. Przecież jestem spokojny, raczej go nie pobiję. Raczej. Nie. Chyba. Nie uśmiechało mi się chodzić potem z sinikiem, jak po ostatnim razie.
- Wiem, że to może dziwnie zabrzmieć, ale…
- Proszę cię, Louis! – zawołałem z udawanym rozbawieniem. – Może być coś dziwniejszego, niż to, że jakiś chłopak podobał mi się?
Podszedłem do komody, wyciągając z niej idealnie ułożone bluzki, które dzień wcześniej poskładał tam dziadek. Ułożyłem w jednej z walizek i wtedy dopiero zorientowałem się, że Lou nadal  się nie odezwał. Zerknąłem na niego przez ramię, a wtedy dostrzegłem, że stoi ze spuszczoną głową i moimi dżinsami w dłoniach nad walizką. I… płacze? Tak, to była łza. Jedna jedyna łza, którą dostrzegłem u niego. Nie licząc tych, które wylewał, gdy śmialiśmy się do utraty tchu.
- Hej, Louis. – Podszedłem do niego, wyciągając moje ubrania z jego dłoni i wrzuciłem niezdarnie do drugiej walizki. – Co się takiego stało, hm? – Położyłem dłoń na jego ramieniu, chcąc dodać mu otuchy, ale jemu najwyraźniej to nie wystarczało.
W mgnieniu oka zbliżył się do mnie, obejmując mnie mocno ramionami. Poczułem, jak dłonią zaciska moją koszulkę na plecach, a jego ciało zadrżało od płaczu. Okay, fakt, w pierwszej chwili czułem się dosyć… nieswojo w tej sytuacji. Choć ostatnimi czasy lubiliśmy okazywać sobie takie czułości, oczywiście w ramach żartów. Jednak po tej nocy, kiedy spaliśmy przytuleni do siebie… ograniczałem przytulania się. Jeszcze nagle stałbym się homoseksualny czy coś. No… Po prostu ja i facet? Nie, nie… Ale fakt, że Louis po raz pierwszy, podkreślam, po raz pierwszy zapłakał w moim towarzystwie, sprawił, że obudziło się we mnie uczucie troski. Chociaż ja wylewałem przy nim tonę łez, kiedy zwierzałem mu się ze wszystkiego, ale to szczegół. Zrobiłem z siebie mazgaję.
Pogładziłem go po plecach, próbując trochę uspokoić. Kto by pomyślał, że Harry Styles będzie uspokajał w swoich ramionach jakiegoś chłopaka. Znów zaczynam myśleć, jak pusta blondynka. Nie obrażając wszystkich, przecudownych i inteligentnych blondynek, które bądź co bądź jeszcze się trafiały. I przez ułamek sekundy pomyślałem o Zaynie. Pięknie.
- No już, Louis, już. Wszystko będzie dobrze, tylko powiedz mi najpierw, o co chodzi.
- To naprawdę nie jest dla mnie łatwe. Szczególnie teraz… – odparł, a jego głos był nieco zdeformowany przez moje ubranie. – Mam zbyt wiele do stracenia.
- Louis, coś ty przeskrobał? – zapytałem poważnie, chwytając go za ramiona i odpychając na długość rąk. Chłopak unikał mojego wzroku, a ja czułem, jak jakieś dziwne uczucie, ogarniające mnie od środka sygnalizowało, że to jest dość poważna sprawa. – Louis?
*
Nie, nie, nie! Nie i jeszcze raz nie! Zwyczajnie nie umiem tego z siebie wykrztusić. No, jeszcze po tym tekście, że nie ma nic gorszego, niż chłopak kochający chłopaka. Nie dosłownie, ale to miał na myśli! Bo to miał, prawda? Ale on, kiedy tak patrzył na mnie swoimi pięknymi zielonymi oczyma, zwyczajnie sprawiał, że chciało mi się płakać z bezradności. Otworzyłem usta, chcąc zacząć mówić, ale właściwie tylko na tym się skończyło. Nie potrafiłem wykrztusić ani słowa. Wtedy dostrzegłem kartki A4 do drukarki i do mojej głowy przyszła pewna myśl.
- Pakuj się. – Otarłem łzy z policzka wierzchem dłoni. – Skoro nie potrafię ci tego powiedzieć, po porostu napiszę to. Ale musisz mi obiecać jedno. – Spojrzałem w jego kierunku wyczekująco. Przytaknął. – Otworzysz to dopiero w samolocie, albo w Nowym Jorku, nie wcześniej.
- Coś ty najlepszego narobił?
- Nic złego. Chyba. – Roześmiałem się gorzko.
Zapędziłem go do pakowania się, porywając jedną kartkę i długopis. Usiadłem na biurku, podpierając nogi na krześle. Wziąłem jeszcze jakąś książkę z twardą okładką pod spód i zacząłem pisać. Spodziewałem się, że to będzie raptem kilka linijek. Ale wyszło na to, że moim koślawym i szybkim pismem zajęło to całą stronę i ćwiartkę kolejnej. Skończywszy dostrzegłem, że Harry również zakończył pakowanie i siedział na oparciu fotela, wpatrując się ze mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Zgiąłem kartkę na kilka części, wkładając do kieszeni bluzy, którą Harry zostawił na wierzchu.
- Proszę, przeczytaj to dopiero, jak wystartujesz.
- No, ale…
- Proszę cię! Nigdy o nic cię nie prosiłem, ale teraz to robię. Proszę, zrób to.
Harry w milczeniu przytaknął, lekko marszcząc brwi. Nie podobało mu się to, ot co. Zawsze lubił mieć wszystko podane na tacy, wiedzieć o wszystkim już, teraz. Miałem tylko nadzieję, że nie otworzy tego listu prędzej, niż o to prosiłem.
- Chłopcy? – Usłyszeliśmy głos dziadka i oboje spojrzeliśmy w stronę drzwi. Chwilę potem znaleźliśmy się w salonie, zostawiając bagaże w przedpokoju. – Harry, wnusiu kochany. Dziękuję ci, że chciałeś spędzić trochę czasu ze swoim starym dziadkiem. – Mężczyzna przytulił chłopaka. – Wiem, że przyjechałeś tu tylko ze względu na mamę, ale i tak ci dziękuję.
- Na początku tak było, dziadku. Ale już tak nie jest – odparł szczerze osiemnastolatek. Dziadek w pierwszej chwili nie uwierzył mu, a kiedy posłał mi przelotne spojrzenie, a ja przytaknąłem, uśmiechnął się do wnuka.
- Mam nadzieję, że będziesz chciał tutaj przyjechać w następne wakacje.
 - Może będę wcześniej. W końcu pracy nadal nie mam, a na studia się nie wybieram. – Uśmiechnął się niezręcznie, drapiąc po tyle głowy.
- Cóż, jak tam nie znajdziesz pracy, może w Londynie Louis ci załatwi.
- Na pewno. Już ja mu załatwię coś – przytaknąłem z uśmiechem.
Nie ukrywam, że przyjemnie by było, gdybyśmy razem od czasu do czasu śpiewali w knajpkach, gdzie mnie znali. Cóż, jego głos z pewnością jest wyjątkowy i tak przyjemnie się go słuchało. Te dreszcze, które czuję, kiedy śpiewa są… Niesamowite. Choć po głębszej analizie tego, mogłem stwierdzić, że to przez moje zauroczenie nim, wszystko wydawało się piękniejsze, cudowniejsze, wspanialsze.
Kiedy dziadek wypuścił go z objęć, podszedł do mnie z tym swoim podstępnym uśmiechem.
- Na razie, kujonie.
- Do zobaczenia, skończony dupku.
Uśmiechnęliśmy się jednocześnie, a zaraz potem przytuliliśmy na pożegnanie. Dla mnie to była najbardziej bolesna chwila. Pragnąłem, aby został przy mnie do końca życia. Już nie wymagam od niego wiele, niż to, aby nadal został moim przyjacielem. Bo przecież nim był, prawda?
Niedługo potem staliśmy już z dziadkiem przed bramką, machając do Harry’ego, któremu również nie było łatwo wyjeżdżać. Widziałem to po jego minie. Jakby jechał na ścięcie, jak wtedy drugiego dnia, kiedy przyszedł do mnie na obiad. Uśmiechnąłem się na samo wspomnienie.
- A o co chodzi z tym skończonym dupkiem? – zapytał dziadek z uśmiechem, kiedy Harry zniknął za zakrętem.
- To długa historia… Chodź, opowiem ci. – Objąłem go, zawracając w stronę domu.
Wtedy poczułem coś niesamowicie dziwnego. Tego dnia było naprawdę gorąco, jak na koniec lata. Wprawdzie robiło mi się słabo i duszno, i czułem zawroty głowy już wcześniej, kiedy jeszcze byliśmy z Harrym sam na sam w jego pokoju, ale teraz to wszystko się nasiliło. Dziadek dostrzegł, że coś jest ze mną nie tak i zmartwił się. Próbowałem go zapewnić, że wszystko jest w porządku, ale z samym wypowiedzeniem tych słów chyba straciłem przytomność. Bo ostatnie, co zapamiętałem, to widok bezchmurnego nieba nade mną i ból wraz z upadkiem na ziemię.


Dobry. :3
Jesteśmy wcześniej, niż niektóre z Was sądziły. Rozdział troszkę długi wyszedł, ale nie potrafiłam nijak go skrócić. Mam tylko nadzieję, że nie utnie niczego. I tak, wiemy, że spodziewaliście się już czegoś więcej, ale musicie jeszcze ten jeden rozdział poczekać. Wtedy dostaniecie takiego prawdziwego Larry'ego, obiecujemy. Mamy nadzieję, że się spodoba i ilość tekstu jednak Was nie przeraziła. ;D

30 komentarzy:

  1. Larry, Larry, Larry <3
    Nie mogę się doczekać :<
    Mam nadzieję, ze Louisowi nic nie będzie? :>

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam, kocham ubóstwiam ! Nawet te słowa nie wyrażają tego, jak bardzo chętnie czytam to opowiadanie.
    Dobrze, że akcja się trochę ciągnie a nie tak wszystko od razu.
    Mam nadzieję, że dodacie jakoś szybko,
    pzdr ; ]

    OdpowiedzUsuń
  3. Łiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii.! Kocham to <3 i chcę kolejny to jest zajebiste *_*

    OdpowiedzUsuń
  4. i dobrze ,ze nie skracałaś...
    mimo, iz sa dlugie to bardzo ciekawe ;)
    juz nie moge sie doczekac Larrego ;p
    czekamy na kolejny rozdzial mam nadzieje , ze szybciutko sie pojawi ;d
    a co do Lou to mam nadzieje, ze to nic poważnego bo to ju drugi raz mu sie zdarzylo ;/
    A i oczywiscie musze powiedziec , ze to opowiadanie jest genialne i z wielka przyjemnoscia sie je czyta <33

    Ania

    OdpowiedzUsuń
  5. O kurde nooo, coraz bardziej się rozkręca :D, nie moge sie doczekać następnego! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tam uwielbiam takie długie rozdziały *____*
    Matulu cudowny ! jak zawsze zresztą.
    Ale mnie ciekawi reakcja Harry'ego jak przeczyta "list" Lou *__*
    Czekam na następny ! Dodaj jak najszybciej ;>

    OdpowiedzUsuń
  7. extra <3 jejj. normalnie fenomenalny ; *
    zapraszam do mnie wyobraznia1d.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. alleluja że nie został skrócony.
    boże, to było piękne. nie mam słów.

    OdpowiedzUsuń
  9. genialne <3
    suuuper <3
    zapraszam na bloga gdzie ukazał się przed chwila 26 rozdział
    http://galaxy-strawberry.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. o matko *.* nie uśmiercajcie Lou, bo znajdę i uduszę! :D rozdział genialny :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Człowiek przez Was może dednąć normalnie. Czekam na kolejne rozdziały. To jest niesamowite i mam nadzieje, że Hazza nie wróci do poprzedniego wcielenia po inaczej mord mu. Mnóstwa weny, życzę. http://hazza-boobear.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. zajebisty rozdział i dobrze, że długi. <3
    Z przyjemnością mi się czytało :).

    OdpowiedzUsuń
  13. O boziu, boziu, boziu... Początek był taki... UROCZY *-* Zakochałam się :D
    No i ciekawi mnie co będzie dalej.
    Już nie moge się doczekać. Pięknie jest! :) xx
    http://letmebeyourkryptonite.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam te momenty z Larrym. Jestem ciekawa co Louis mu napisał oprócz tego oczywistego i jak Harry na to zareaguje.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kocham! Kocham! Kocham! Świetny rozdział. I dobrze, że taki długi! Czekam na dalszy rozwój wydarzeń.

    OdpowiedzUsuń
  16. oooo:) Czekam na reakcje Harrego ! ciekawe jak to przyjmnie..
    moze zorientuje sie ze jednak gdzies tam gleboko zakochal sie w Lousie. i co najgorsze musieli sie rozstac..mam nadzieje ze Harry nie zmieni sie w dupka w new yorkuxd u mnie juz 5 rozdzial :)
    lifewithfuckinglove

    OdpowiedzUsuń
  17. BOŻE, ZAJEBISTE! CZEKAM NA KOLEJNY, MAM NADZIEJĘ, ŻE SZYBKO SIĘ POJAWI! *-*

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo się cieszę, że rozdział był taki długi, bo już się go nie mogłam doczekać. Po raz kolejny weszłam tutaj dzisiaj, mając taką malutką nadzieję, że pojawił się nowy rozdział, choć myślałam, że szanse są nikłe. A tu popatrz! Jesteś cudowna, uwielbiam twojego bloga! Nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów!
    ~Maddie

    OdpowiedzUsuń
  19. świetny rozdział ;)nie mogę się już doczekać co będzie w następnym. mam nadzieję, że Harry niedługo wróci do Louisa i że wszystko dobrze się dla nich skończy :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo dobrze, że nie skracałaś ! Nawet się cieszę, bo uwielbiam czytać długie rozdziały :p
    Harry już leci do NY ? Jeezu, jak to szybko przeleciało. Może niech odwołają mu lot czy coś... albo niech dowie się, że Louisowi coś się stało i przyjedzie do niego na białym rumaku ;) A no właśnie - boże, co się stało Louisowi ?! Dlaczegodlaczegodlaczego ?! On jest za dobry, żeby spotkało go coś złego, no...

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja kocham długie rozdziały. Ej błagam Cię ja na tym ryczałam. Weź dawaj kolejny.....<3

    OdpowiedzUsuń
  22. Długie są najlepsze bo wy tak świetnie piszecie że chce się czytać więcej i więcej :P Nie mogę się doczekać reakcji Harrego na tą wiadomość od Lou po prostu mnie ciekawość zżera haha xd :P

    OdpowiedzUsuń
  23. Ave - Bardzo interesujący rozdział muszę przyznać - tylko czegoś tutaj nie rozumiem - skoro - Louis - i - Harry - tak blisko siebie leżeli - Louis - czół ciepło które otaczało jego ciało i z zewnątrz i wewnątrz - to chyba pewne reakcje jego organizmu były nieuniknione - nieprawdaż - hamak - czyli musieli leżeć na boku - ale zdaje mi się że czegoś nie doczytałem - ok. - cóż - teoretycznie - raczej - Louis - nie powiedział w liście o swojej chorobie mam rację - to było można wywnioskować z prologa - powiedział o uczuciu jakie ukrywa do Harrego - tak - czyli - Harry - wrócił do - USA - a - Louis - miał atak i możliwe że pojawi się w ciężkim stanie w szpitalu to zaczyna się samo w sobie stawać coraz bardziej interesujące - takie dramatyczne i smakowite a te wonie kojarzące się ze śmiercią we wczesnym wieku - mniam - pyszności - kosteczki lizać - a ja kocham takie smaczki - tak że czekam na następny rozdzialik - i pragnę jeszcze dodać że ten telefon i przemowa Nialla w poprzednim szczególnie to o tyłku - ciasteczko waniliowe z kremikiem cytrynowym - kosteczki lizać - cóż - teoretycznie - cóż - życzę miłego pisania i czytania - Bon Appetitt !

    OdpowiedzUsuń
  24. Dzisiaj przeczytałam wszystkie rozdziały i to opowiadanie jest super.<3 Czekam z niecierpliwością na następny, chcę więcej Larry'ego .<3

    OdpowiedzUsuń
  25. Genialny :) Czekam na następny :)

    fallinhappiness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  26. podoba mi się :P Szkoda, ze Lou Harryemu tego nie powiedział ; P no ale rozdziaał meeeega <3 Co stało się Lou ? Musialas w tym momencie kończyć ? :( Czekam na nn :P

    OdpowiedzUsuń
  27. hymm... ŚWIETNE !!! z niecierpliwością czekam na następny rozdział . Mam nadzieje że wszystko się ułoży i będzie LARRY FOREVER . :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Już zrecenzowałam bloga. Jeszcze raz dziękuję za tą możliwość.
    http://1d-recenzje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja płaczę ;( Chyba jestem zbyt wrażliwa, ale po prostu kocham się rozklejać... Już ta godzinka? Ja muszę przeczytać reakcję Harrego! Biegnę do następnego! Yuu

    OdpowiedzUsuń