czwartek, 20 kwietnia 2017

Szybkie info!

Cześć kochani!

Przychodzę do was z krótką, aczkolwiek myślę, że istotną informacją. Nie będę się rozdrabniać za bardzo. Chodzi o to, że są zwolennicy blogspota oraz wattpada. Teraz będziecie mieli dostępne część (a może i wszystkie, zobaczymy) opowiadania i shoty mojego autorstwa na wattpadzie dzięki kochanej Marlenie, która wyszła z taką propozycją (dziękuję ogromnie!). Ogólnie KLIKAJĄC TUTAJ znajdziecie Marlene wraz z jej twórczością i u niej pojawią się również moje opowiadania. Każde osobne opowiadanie (wzięte stąd), jeśli się pojawi, będzie miało tu poniżej, jak i w zakładkach, swoje odnośniki na wattpada.

To tyle z mojej strony! Dziękuję Marlence za propozycję, dziękuję za cudowną okładkę do Zialla (jestem zachwycona), miłego czytania moich bazgrołek jak i Marleny twórczości, i... być może do niedługiego zobaczenia ;)

Love, Kate.


P.S. Podsyłam od razu gotowe linki do moich opowiadań:
Larry - Should let you go
Ziall - Take the risk

Niam - As long as you love me
Niam - We could be starving, homeless, broke

środa, 23 lipca 2014

niespodzianka?

woho

pewnie jesteście zdziwieni, że dodałam tutaj jakikolwiek wpis, co? i pewnie zaskoczeni, że nie jest to przedmowa, jakiś mały wstęp do kolejnego rozdziału albo epilogu, albo czegokolwiek takiego. no więc tak, otóż będzie to mała wiadomość ode mnie dla was - jeśli ktokolwiek zagląda tutaj jeszcze, bo naprawdę nie byłabym zdziwiona, gdybyście w ogóle zapomnieli o tym blogu. ale myślę, że sama do siebie nie napiszę tego (chyba, że za bardzo się rozpiszę, bo przecież wszyscy wiemy, że jak jest dużo tekstu, to mało komu chce się to czytać :) pamiętam, jak w styczniu zostawiłam wszystko tutaj z 450K wejść, teraz jest ponad sto tysięcy więcej, więc pewnie ktoś czeka na jakikolwiek odzew tutaj, co?

w każdym razie.

długo nic tutaj się nie pojawiało z przeróżnych powodów. nie będę się tłumaczyć o tym, jak bardzo byłam przejęta klasą maturalną, jak bardzo stresowałam się operacją (bo tam, w międzyczasie pocięli mnie), jak dużo nadrabiania miałam po ponad 6 tygodniach opierdalania się w domu włącznie z feriami, jak bardzo panikowałam zagrożeniem z historii (fakt, tu trochę się bałam, ale wszystko wyszło na prostą) oraz ileż to godzin poświęcałam na przygotowania do matur, zarówno tych pisemnych jak i ustnych, przez co bloga i opowiadania ostawiłam na zupełnie boczny tor. nie, bo tylko bym was okłamała, a po co mam was okłamywać?

prawda jest taka, że trochę bałam się pisać dalej. przemilczmy fakt, że ostatnie rozdziały spartoliłam i teraz napisałabym to inaczej - za bardzo pospieszyłam się z tym opowiadaniem. ale no cóż, przewyższył strach przed pisaniem dalej. nie pytajcie dlaczego. bałam się w ogóle pomyśleć, co będzie dalej, co pisać w zakończeniu. zbyt dużo zmieniło się w moim życiu. zbyt wiele wydarzyło się w tym czasie. wszystkiego było zbyt wiele. choć nie mówię, ze są to złe zmiany, złe wydarzenia. nie wszystko było złe.

myślałam o tym trochę ostatnio i doszłam do wniosku, że należy się wam kilka słów ode mnie na pożegnanie. nie wiem, czy na zawsze czy na chwilę, ale tak, znikam stąd i wiem, że przez najbliższy czas nie widzę w swoim życiu prowadzenia bloga, a już na pewno nie z opowiadaniami. podejrzewam, że kończę z tym definitywnie (zresztą od stycznia czy kiedy tu pisałam ostatnio, zaledwie kilka zdań napisałam w wordzie, pomysły mam, ale nie jestem w stanie napisać tego dobrze, a na chuj mać nie chcę pisać, bo to bez sensu).

ale do czego zmierzam.

chciałabym kiedyś mieć okazję spotkać każdego, kto trafił tutaj, kto poświęcił godziny na czytanie tego wszystkiego, co napisałam (czy nawet sekundy, za ten cień zainteresowania, mimo ze okazało się, że nie trafiłam w czyjeś gusta, nieważne) i przytulić mocno z całej siły, podziękować po prostu. nie wiecie, jak bardzo kocham was za to, że komentowaliście rozdziały, że pisaliście przemiłe słowa mi albo mojej przyjaciółce, że polecaliście tego bloga innym, za wszystko wszystko, za to że byliście najcudowniejszymi czytelnikami pod słońcem. kocham was bardzo mocno. i mam nadzieję, że kiedyś, kto przeczytał te opowiadania, a usłyszy o larrym, że właśnie wspomnicie chociaż o slyg i innych. przyznam, że będzie mi was okropnie brakować i tego, i dodawania rozdziałów, a już na pewno tego, że nie będę miała okazji poznać nowych ciekawych osób. bo dzięki temu blogowi poznałam dużo cudownych osóbek, które z pewnością na długo mi zapadną w pamięci. nie będę już z wami przeżywać wszystkich miesięcy, trochę szkoda, ale takie jest życie. czas ruszyć dalej. czas zacząć żyć a nie tylko marzyć.

chciałam wam jeszcze tylko życzyć wszystkiego dobrego. mam nadzieję, że będzie u was wszystko dobrze, że będziecie szczęśliwi, że spełnią się wasze marzenia, dostaniecie się do wymarzonych szkół, znajdziecie wymarzone prace, partnerów/partnerki, stworzycie cudowne rodziny i będziecie zajebiście szczęśliwi do usranej śmierci. życzę wam tego z całego serca. kocham was bardzobardzobardzo mocno.

SWOJĄ DROGĄ, NIE WIECIE, JAK MI SIĘ ROBI CIEPŁO WOKÓŁ SERDUSZKA, JAK CIĄGLE PRZYCHODZĄ MI NA MEJLA POWIADOMIENIA, ŻE KTOŚ DODAŁ KOMENTARZ DO EPILOGU SLYG. RANY, LUDZIE. CZYTAM WSZYSTKO, KOCHAM WAS ZA WSZYSTKO, ZA TO ŻE CIĄGLE ZNAJDUJE SIĘ KTOŚ, KTO TO CZYTA. JESTEŚCIE NIESAMOWICI.

także tego

myślę, że gdybyście potrzebowali pomocy, mieli jakieś pytania odnośnie czegoś, kiedykolwiek w czymkolwiek, cokolwiek i my byłybyście w stanie wam pomóc, piszcie śmiało na tt do mnie albo do mojej przyjaciółki.


dziękujemy za wszystko słoneczka!
kochamy was bardzo mocno. i nie zapomnijcie o nas ;)

czwartek, 23 stycznia 2014

silent cry for help - thirteenth.

dobry?

nawet nie wiecie, jak strasznie jest mi głupio, że rozdział dodany jest dopiero dzisiaj. właściwie dzisiaj też nie jest zbyt kolorowy dla mnie dzień i gdyby nie fakt, że zwlekałam z tym tak długo (bo mówiłam, że w piątek będzie, a po prostu coś mi wypadło i straciłam głowę ;-;) to dzisiaj pewnie też bym odpuściła... ale nieważne. przepraszam was strasznie! następny postaram się dodać przed wyjazdem na ferie (bo tydzień wcześniej sobie rozpoczynam c:) a jak nie to w trakcie jakoś dorwę laptopa i dodam :>





Liam nigdy nie podejrzewał, że powrót do Holmes Chapel tak bardzo go przytłoczy. Nie zdążył się pożegnać z Zaynem, nawet nie próbował się z nim skontaktować. Nie miał czasu. Jedynie widok Anne bardzo go ucieszył i sprawił mu ogromną radość. Długo ją przytulał, uśmiechając się szeroko. Był to szczery uśmiech. Nie ten, który sprzedał tacie i Harry’emu.

Może tylko wydawało się Liamowi, ale zauważył małą zmianę w zachowaniu swojego przyrodniego brata. Był dla niego bardziej miły, kiedy wrócił, nie zaczepiał. A wręcz odwrotnie, zostawił go w spokoju. Może nawet unikał? To było niepodobne do chłopaka.

Liam nie wiedział, dlaczego w któryś sobotni wieczór, kiedy wszyscy położyli się spać, zakradł się pod pokój swojego brata. Gdy kilka minut wcześniej szedł do toalety, słyszał głos Harry’ego, dlatego wiedział, że nie śpi. Przecież nie mógł zasnąć w dwie minuty, prawda? Nasłuchiwał długo, ale zza drzwi nie dochodziły żadne dźwięki. Zrezygnował z rozmowy z bratem, idąc po prostu do pokoju i próbując zasnąć. Starał się nie myśleć o tym, że odkąd wrócił, Harry ani razu nie dokuczył mu, nawet nie odezwał się do niego słowem.

Podczas niedzielnego obiadu Anne oznajmiła chłopcom, że wieczorem wychodzi wraz z mężem na kolację z okazji którejś tam rocznicy ślubu. Liam był szczęśliwy z tego powodu. A Harry? Nie skomentował tego słowem. W dodatku zaraz po obiedzie wyszedł z domu, nie mówiąc gdzie. Oznajmił tylko, że wróci przed ósmą.

- Liam, proszę cię – powiedziała Anne, kiedy wraz z Desem stali ubrani elegancko na korytarzu i byli gotowi do wyjścia – jeśli Harry nie wróciłby do ósmej, zadzwoń. Martwię się o niego.

- W porządku.

- Chłopak jest już duży, nie zgubi się – wtrącił Des z powagą, bawiąc się w dłoni kluczykami od samochodu. Był zniecierpliwiony, Anne jednak to zignorowała.

- Wydaje się być jakiś dziwny. Chyba choroba go zbiera – powiedziała sama do siebie.

- Może po prostu był czymś zmęczony? Porozmawiam z nim.

Anne niepewnie spojrzała na Liama. Wiedziała, jaka była sytuacja między jej synami i że nawet jej próby nie pomogły pogodzić dwójki nastolatków. Czasem obawiała się zostawiać ich samych choćby na kilka minut. Wiedziała, jaki jest Liam i jaki jest Harry.

- Spokojnie, mamo. Jedźcie już i nie martw się. Zajmę się Harrym. – Zapewnił Liam, niemal wypychając ją z mieszkania. Pomachał im, zanim wszedł z powrotem do środka.

Postanowił zostać cały wieczór w salonie. Włączył telewizję, przynosząc laptop i przez chwilę sprawdzał portale społecznościowe. Krótką chwilę pisał z Jessicą. Dziewczyna była bardzo otwarta na ludzi. Z Liamem utrzymywała raczej dobry kontakt, odkąd pojawił się w szkole. A że była przewodniczącą dwa lata z rzędu, niektóre osoby miały problem z tym, że poświęcała czas takiemu nijakiemu Liamowi. Opowiedział jej krótko, jak było w Londynie, ale nie chcąc wracać do tego etapu – bo po prostu wszystko, co było związane z Londynem, kojarzyło mu się z Zaynem – szybko pożegnał się z dziewczyną i wyłączył laptop.

Kiedy tylko Liam wygodnie ułożył się na kanapie i chciał w pełni skupić na komedii, Harry wrócił. Rozebrał się powoli i od razu skierował do kuchni. Liam nawet nie uniósł głowy. Nie wiedział w jakim nastroju był jego brat i nie był pewien, czy chciał się dowiedzieć.

- Mama mówiła, kiedy wrócą? – Kiedy usłyszał cichy głos Harry’ego tuż nad głową, cały się spiął.

- Nie. Kazała tylko powiadomić ją, jeśli nie wrócisz przed ósmą, ale nawet gdyby, nie zrobiłbym tego i liczę, że będą się dobrze bawić do późna – mruknął cicho.

Harry westchnął głośno.

- Jakiś ty dobroduszny – warknął.

- A co, chcesz im popsuć wieczór? – Liam nie wytrzymał i uniósł się. Jak jego przyrodni brat mógł być tak bardzo egoistyczny? – Powiedz mi, kiedy oni ostatnio gdzieś razem wyszli? Kiedy?

- Nie dbam. To ich życie, ja nie trzymam ich na siłę w domu – odparł niewzruszony.

- Jakim ty jesteś idiotą! – zawołał Liam, stając na równe nogi. Co on wyprawiał? – Rozumiem, że mnie możesz nie lubić, bo nie łączy nas nic, poza papierkiem, który mówi, ż jesteśmy „braćmi”, ale twoi rodzice? Ja pieprzę, Harry, zastanów się ,co ty robisz ze swoim życiem. Jesteś na dobrej drodze do tego, aby cały świat cię znienawidził, tego właśnie chcesz? – zapytał retorycznie Liam, wyrzucając dłonie w górę. Ominął mały drewniany stolik znajdujący się przy kanapie i zatrzymał się obok Harry’ego. – Dlaczego jesteś aż tak głupi, wytłumacz mi to? Szukasz uwagi?

Na chwilę zapadła cisza, która po raz pierwszy nie była niekomfortowa dla Liama. Ale im dłużej ona trwała, tym bardziej do świadomości chłopca docierało to, co właśnie zrobił. Jego dłonie trzęsły się od nadmiaru emocji, a klatka piersiowa unosiła się bardzo szybko. Nie wiedział, co go bardziej przerażało – jego nagły przypływ emocji czy wciąż milczący Harry?

- Przepraszam – wyszeptał w końcu Liam, czując, że sytuacja zaczyna go przerastać. – Przepraszam, nie miałem prawa.

- Przestań to do cholery robić! – zawołał głośno Harry. Wystraszony Liam cofnął się o krok, widząc wściekłość w oczach przyrodniego brata. – Przestań się tak ciągle zachowywać! Przestań być ciągle taki przesadnie miły, słodki i niewinny. Przestań ciągle przepraszać, przestań się zachowywać jak pieprzona cnotka, przestań ciągle o wszystko płakać, po prostu przestań mi ciągle zabierać wszystko, co w pełni powinno należeć do mnie! – zawołał na wydechu, patrząc zawistnie w oczy Liama na moment, po czym bez słowa uciekł po schodach na górę.

Oniemiały chłopiec długo stał na środku salonu, patrząc w miejsce, gdzie chwilę temu zniknął Harry. Nic z tego nie zrozumiał. Czy błyszczące oczy jego brata świadczyły o tym, że naprawdę zbierało mu się na płacz? I to była wina Liama? Ale on nie chciał…

Bez zastanowienia i z determinacją poszedł do pokoju Harry’ego. Wszedł, od razu domagając się wyjaśnień.

- Czy ty naprawdę myślisz, że coś ci zabieram?

Wpatrywał się w plecy Harry’ego. Leżał na łóżku z twarzą ukrytą w poduszkach i się nie odzywał.

- Już ci nagle nie przeszkadza fakt, że lubię chłopaków? – zapytał ciszej, czując, że jego policzki czerwienieją.

- Nigdy mi to nie przeszkadzało – powiedział cicho zachrypłym głosem.

Liam otworzył szerzej oczy, będąc naprawdę zaskoczony wyznaniem przyrodniego brata. To niewiele wyjaśniało. Skoro nie to, co w takim razie było powodem ciągłej agresji ze strony Harry’ego?

- Oh – odpowiedział tylko.

- Możesz sobie być homo, hetero, bi, nawet możesz iść na księdza albo noc w noc bzykać się z kim popadnie, ja to mam gdzieś. To twoje życie – mruknął, wzdychając głośno.

- Więc co…

- Naprawdę nie rozumiesz?

Harry usiadł, spierając łokcie na kolanach. Przeczesał włosy palcami, nie patrząc nawet na Liama.

- Odkąd się tutaj sprowadziłeś z Hannah, wszystko się zmieniło. Mama poświęcała zawsze więcej czasu tobie. Zawsze reagowała, kiedy coś ci się stało, nawet jeśli tylko uderzyłem cię niechcący gumową zabawką. 
Zawsze gotowała to, na co ty miałeś ochotę, nie pytając nawet mnie o zdanie. Zawsze skupiała na tobie swoją uwagę, a mnie odsunęła na drugi tor. Wiesz, jak ja się wtedy czułem? – Spojrzał na Liama, chwilę wcześniej przecierając niezdarnie wierzchem dłoni oczy. – Wiesz?

- Wyobraź sobie, że wiem, jak to jest być odtrąconym przez matkę – powiedział cicho chłopiec, siadając na skraju łóżka w bezpiecznej odległości od Harry’ego. – Ale twoja mama wcale cię nie odtrąca, choć to, co mówisz, wydaje się logiczne. Tak nie jest Harry. Ona ciągle kocha cię tak samo jak wcześniej, uświadom to sobie w końcu.

Harry prychnął.

- Hej, spójrz na mnie. – Powiedział Liam i zaczekał aż jego brat wykona polecenie. – Jesteś silnym i niezależnym facetem. A ja jestem niezdarny jak małe dziecko i ciągle ktoś musi się mną opiekować – dodał, kiedy ujrzał cień uśmiechu na twarzy brata. – Nie potrafię się nawet bić. Co ze mnie za facet?

- Beznadziejny – powiedział Harry, uśmiechając się szerzej.

- No widzisz – poparł Liam, odwzajemniając gest brata.

- Przepraszam – wyszeptał Harry, opuszczając głowę. – Byłem taki paskudny. Nie nienawidziłem cię nigdy, ale czułem irytację, kiedy pojawiałeś się gdzieś w pobliżu. Poczułem się chyba zagrożony.

- Zagrożenie ze strony kogoś takiego jak ja? – Liam zachichotał. – To nowość.

- Przecież ciebie wszyscy lubią, Li. Nawet Jessica leci na ciebie, a mnie kompletnie nie zauważa.

- Jessica, co? – zapytał zdumiony chłopak.

- Zakochała się w tobie? – Odpowiedział pytaniem na pytanie.

- Jak to – Liam nie potrafił zrozumieć.

- Jesteś naprawdę aż tak ślepy czy już zdążyłeś się w kimś zakochać i dlatego niczego nie widzisz? – Harry wstał, podchodząc do biurka i przekładając na nim rzeczy. – Po prostu jesteś gejem i tyle – westchnął Harry. – Ciągle mówi o tobie. Liam to, Liam tamto… - przedrzeźnił głos dziewczyny, po czym westchnął.

- Tak czy siak – zaczął chłopiec po dłuższej chwili ciszy, kiedy uświadomił sobie słowa brata – pomogę ci ją zdobyć. – Harry spojrzał ze zdziwieniem, ale również radością na przyrodniego brata. Nie spodziewał się tego. – A teraz zgoda?

*

Dni do świąt upływały bardzo szybko. Liam rzucił się w wir pracy, a w wolnym czasie starał się nadrobić stracony czas z Harrym. Anne była bardzo zaskoczona tą nagłą zmianą w postawie chłopców i nawet nie ukrywała swojej radości, kiedy nakrywała ich na wesołym śmianiu się. Liam najbardziej lubił wieczorami siedzieć z Harrym do późna i grać na zmianę w którąś z jego gier. Miał fioła na tym punkcie, więc uzbierała się całkiem spora kolekcja.

Owszem, zdarzały się też kłótnie, które sprawiały, że chłopcy kilka dni unikali się, ale potem wszystko wracało do normy i wydawało się, że jest w porządku.

Liam także pomógł Harry’emu zdobyć dziewczynę. Pisał wielokrotnie z Jessicą, i postanowił to wykorzystać. Zaprosił ją któregoś dnia, aby mogła spędzić też trochę czasu z jego bratem. Kiedy okazało się, że oboje uwielbiają Harry’ego Pottera, Liam wycofał się i zostawił ich, rozmawiających o książce. Jak potem brat mu opowiedział, także lubią podobne filmy, mają podobne poglądy na różne tematy i ogólnie wiele ich łączy. A Jessica sama wyszła z inicjatywą spotkania.

- Niby, żeby pogadać jeszcze o filmach – opowiadał później Harry – ale i tak myślę, że mnie polubiła. – Zamilkł na chwilę, patrząc na brata. – Co sądzisz?

- Myślę, że tak. Sam wiesz, że Jess spotyka się jedynie z osobami, które ją interesują – zauważył Liam. Westchnął, uśmiechając się szeroko. – Cieszę się, że możecie się lepiej poznać. Mam nadzieję, że coś z tego będzie.

- Uwierz mi, ja również.

Roześmiali się.

Chociaż żaden nie powiedział tego na głos, oboje cieszyli się, że w końcu zakopali topór wojenny i mogli ze sobą normalnie rozmawiać. Szczególnie Harry, który odczuwał ogromne wyrzuty sumienia z powodu swojej bezmyślności.

*

Wielkimi krokami zbliżały się święta i tego roku atmosfera przy wigilijnym stole była naprawdę wspaniała. Hannah wraz z Louisem co prawda nie mogli przyjechać do Holmes Chapel, ale zaraz po świętach przyrodni bracia mieli polecieć do Londynu, gdzie postanowili wspólnie spędzić sylwestra. Mia miała zostać u rodziny do połowy stycznia, więc w mieszkaniu jej i Hannah było trochę miejsca.

- Ale dawno nie widziałem Hannah – powiedział Harry, kiedy wraz z Louisem i Liamem zatrzymali się przed drzwiami mieszkania.

Louis roześmiał się.

- Nic się nie zmieniła. – Przyznał Louis. – Choć może dlatego, że teraz przebywam z nią ciągle i nawet nie zauważyłem, że przytyła, choć ona ciągle o tym mówi.

- Jak wszystkie dziewczyny – zauważył Liam.

Harry zachichotał, przytakując. Kiedy Louis otworzył drzwi, weszli do środka i odłożyli torby w kąt. Szybko przygotował dla chłopaków coś do picia i postanowili poczekać na Hannah, która prosto po ostatnim dniu w pracy udała się do domu i nie mogła nacieszyć się chłopakami. Opowiadała o wspaniałym sylwestrze, które wraz z Audrey zaplanowały. Buzia jej się nie zamykała i już nie mogła się doczekać imprezy.

Liam jednak nie był entuzjastycznie nastawiony do tego sylwestra. Tak dawno nie widział Zayna, zdążył o nim zapomnieć. I co, nagle znów mieliby się spotkać? To nie wchodziło w grę. Liam nie chciał tego i bał się.

Wieczorem, kiedy Louis znalazł odpowiedni moment, aby nikt nie przeszkadzał jemu i Liamowi, postanowił z nim porozmawiać. Zauważył coś niepokojącego w postawie przyjaciela. Zapukał cicho do drzwi i spojrzał na Liama siedzącego na łóżku i przeglądającego coś w laptopie.

- Możemy pogadać?

Liam skinął głową, odkładając laptop na bok i poklepując miejsce obok siebie.

- Co się stało?

- Może ty mi powiesz? – odparł Louis, siadając obok. – Czy to chodzi o sylwestra? Bo dopóki o nim nie usłyszałeś, byłeś szczęśliwy. A tu nagle bum, Liam jest smutny.

Chłopiec wzruszył ramionami. Nie chciał się tłumaczyć przed przyjacielem, co było powodem jego smutku.

- Chodzi o Zayna? – zapytał niepewnie Louis i kiedy tylko dostrzegł, że ciało jego przyjaciela się spina, znał odpowiedź. – Liam, wiem, że jest coś, o czym nie wiem. Nie rozumiem tylko dlaczego nie chcesz mi o tym powiedzieć.

- Bo to nie ma sensu – wyszeptał.

- Co nie ma sensu? – Louis przysunął się bliżej przyjaciela. – Wiesz, że mi możesz zawsze powiedzieć…

- Przespałem się z nim.

Louis oniemiał, wpatrując się w swojego przyjaciela. To była ostatnia rzecz, o jakiej mógł pomyśleć. Nie mógł uwierzyć w słowa, które właśnie padły.

- Ty… co? – wydukał, przeczesując dłońmi włosy.

- Przespałem się z nim, Lou. Wiem, że źle zrobiłem, ale nie mogłem mu się oprzeć, kiedy proponował mi to wszystko. – Wytłumaczył Liam. – Gdyby Audrey wiedziała… - wyszeptał przerażony.

- Ale jak z nim spałeś, Liam! – zawołał oniemiały Louis. – To takie nierealne i wiem, że nie w porządku w stosunku do Audrey i małego, ale to takie fascynujące! – zachwycił się starszy przyjaciel, przysuwając bliżej. – Opowiadaj mi wszystko ze szczegółami. Kiedy? Dlaczego mi od razu nie powiedziałeś? Zabronił ci? Nie chciałeś? Hej, Liam, powinieneś mi zaufać noooo – powiedział przeciągle, robiąc mały mętlik w głowie chłopca.

Liam zachichotał.

- Powiedz, Zayn jest dobry w te klocki? – zagadnął Louis, nie mogąc wytrzymać z ciekawości.

Chłopiec już otworzył usta, żeby zacząć opowiadać, kiedy drzwi do jego pokoju uchyliły się i dostrzegł w nich Hannah. Dziewczyna była blada na twarzy, a w oczach czaiła się wściekłość. Zaraz za nią stał oniemiały Harry, który nie bardzo wiedział, co ze sobą zrobić, dlatego powoli wycofał się w tył.


- Możesz powtórzyć to, co powiedziałeś, Liam? – zapytała ostrożnie siostra, a Liam już wiedział, że to nie prowadzi do niczego dobrego.

środa, 1 stycznia 2014

silent cry for help - twelfth

dobry!

jak tam po sylwestrze? dobrze się bawiliście? c: nie udało mi się wyrobić z rozdziałem na wczoraj - choć może i bardziej nie chciało mi się tego dokończyć, ale nic straconego. 

mam też małą niespodziankę? planuję shota z Ziallem. nie miałam pojęcia jaki pairing wybrać, ale beta mi podsunęła Zialla, więc niech zostanie. myślę, że opublikuję go dopiero po skończeniu scfh (a tu swoją drogą przyznam, że chyba tylko jeden rozdział i epilog będzie :o, nie wiem, tak teraz szacuję, zobaczymy jak wyjdzie w praktyce) i shota opublikuję już na tumblrze pod tym adresem. i powoli przeniosę wszystkie shoty i opowiadania tam. przyznam, że blogspot coraz bardziej mi ciąży, a że dogadałam się (w końcu po tak długim czasie!) z wyglądem, to myślę, że tam się zobaczymy. kto ma tumblra, zachęcam do obserwowania (byłoby mi niezmiernie miło). jeśli chodzi o follow backi zawsze dam c:

okej, koniec mojego gadania, zapraszam do czytania! ;3







Czas uciekał nieubłaganie i Liam ciągle odtwarzał w myślach rozmowę z Audrey. Zastanawiał się, co powinien zrobić w zaistniałej sytuacji. Porozmawiać z Zaynem i powiedzieć, że czas to wszystko skończyć? Liam coraz bardziej uświadamiał sobie, że obecne życie nie jest dla niego wygodne. Ciągłe ukrywanie się, potajemnie skradzione pocałunki, ukradkowe spojrzenia. Udawanie przed Hannah, że wszystko jest w porządku. Owszem, gdzieś w głębi duszy Liamowi podobało się to życie na krawędzi. Ale to uczucie szybko ulatniało się, kiedy chłopiec zaczynał myśleć i ciągle od nowa analizować swoją relację z Zaynem. I chyba nie chciał rozbijać rodziny małemu Ericowi.

Okazało się, że Louis od dawna podejrzewał, że chłopiec zakochał się w Zaynie. Tego wieczoru, kiedy byli na kręgielni, Liam otworzył się przed nim. Rozmawiali podczas powrotu do domu i chłopiec przyznał, że mężczyzna mógł zawrócić mu w głowie. Oczywiście nie wspomniał nic o wszystkich zbliżeniach. To nie było na miejscu. Louis powiedział, co sądzi na ten temat i Liam nie mógł nie przyznać mu racji.

- To fantastycznie, że w kimś się zakochałeś – zaczął.

- Nie zakochałem – stanowczo zaprzeczył. – Zauroczyłem, jasne?

- Jasne, jasne. – Louis uniósł dłonie w obronnym geście. – I nie chcę ci mówić, co powinieneś zrobić z tą sprawą. To wyłącznie twoja decyzja.

Liam niemo skinął głową.

- Ciekawi mnie tylko, co cię w nim pociąga.

- Oh, to oczywiste – Liam zaczął, ale szybko ugryzł się w język. Co mógł powiedzieć? Że pociąga go pewność siebie i władczość Zayna? Że podobają mu się te wszystkie uczucia, jakich doznaje, kiedy się całują? Kiedy są razem i nikt nie patrzy?

- Różnica wieku, huh? Starszy równa się bardziej doświadczony i ustawiony.

- Nie jestem taki – powiedział cicho Liam.

- Wiem, wiem. – Louis przytulił przyjaciela. – Lubię się z tobą droczyć i patrzeć, jak szczęśliwy jesteś, kiedy o nim mówisz.

Chłopiec roześmiał się, przeczesując dłonią włosy.

- Jak wyobrażasz sobie waszą przyszłość? Wiesz w ogóle czy jest chociaż biseksualny? Bez tego będzie ciężko cokolwiek zdziałać – przyznał, zamyślając się na chwilę.

- Louis, ja nawet nie wyobrażam sobie, że kiedykolwiek będziemy razem, on ma przecież rodzinę – wyznał młodszy, starając się ukryć drżenie głosu na samą myśl, że jego znajomość z Zaynem to jedynie wakacyjna przygoda.

*

Liam do końca sierpnia próbował unikać Zayna jak tylko mógł. Poinformował też Audrey, że w ostatnią sobotę sierpnia ma wykupiony bilet powrotny do Manchesteru, a stamtąd wraca do Holmes Chapel. Cieszył się, że nie musiał długo tłumaczyć się szefowej ze swojej decyzji. Zostały mu dwa tygodnie pracy, chciał je wykorzystać jak najlepiej potrafił.

- Nie myślałeś o sprowadzeniu się tu na stałe? – zagadnęła go, kiedy już miał opuścić jej biuro.

Stanął na środku pomieszczenia, wzdychając głośno. Myślał o tym? Nie mógł ukryć, że nie. Ale nie widział w tym żadnego celu.

- Na razie chciałbym pracować w piekarni rodziców, pomóc im trochę. Zarobię, usamodzielnię się, a potem zobaczymy, może pójdę na studia?

- W mieście miałbyś lepsze perspektywy – rzekła Audrey, opierając się łokciem o biurko. Przyglądała się uważnie swojemu pracownikowi, naprawdę chcąc go jakoś zatrzymać w Londynie. Chociaż chłopak praktycznie był jeszcze gówniarzem, naprawdę wiele jej pomógł i solidnie wykonywał swoją pracę.

- Prawda jest taka, że jeśli będę chciał, nauczę się wszystkiego w pierwszej lepszej uczelni. Wszystko zależy ode mnie i od tego, jak wiele będę od siebie wymagał. Nie uważasz? – Posłał jej długie spojrzenie, uśmiechając się lekko.

- Masz rację – powiedziała cicho, po czym skinęła głową. W końcu wstała zza biurka i podeszła do chłopca. – Mam nadzieję, że wiesz, co robisz. – Uśmiechnęła się.

Liam skinął głową, wychodząc z pomieszczenia. Wiedział co robi? Nie miał bladego pojęcia! A wszystko przez to, że musiał spotkać na swojej drodze Zayna, który z taką łatwością zawrócił mu w głowie.

*

W poniedziałek, kilka dni przed wylotem nastolatka, Zayn zjawił się w biurze swojej żony. Niespodziewanie dostrzegł chłopca, jak wchodził do pomieszczenia, gdzie pracownicy często spędzali popołudniowe przerwy. Było kilka minut po czternastej, co oznaczało, ze wszyscy powinni być na swoich stanowiskach. Zayn szybko wykorzystał to, idąc za nastolatkiem.

Wchodząc do pomieszczenia dostrzegł Liama stojącego tyłem i strojącego dwa kolorowe kubki, do których wrzucił torebki herbaty. Zayn cicho zamknął drzwi, zbliżając się ku nastolatkowi i wystraszył go.

- Co ty tutaj robisz? – zawołał półszeptem Liam, trzymając dłoń na lewej piersi.

- Masz coś na sumieniu – zauważył Zayn.

Liam spojrzał na niego z niedowierzaniem. Oczywiście, ze miał coś na sumieniu. Przecież spali ze sobą, całowali się ze sobą. Do cholery, zdradził z nim swoją żonę, to mało?

- Oh, nieważne. Stęskniłem się za tobą – wyszeptał, obejmując chłopca w pasie i przyciągając ku sobie.

Liam chciał przerwać całą sytuację, ale kiedy tylko jego usta spotkały się z wargami Zayna, zapomniał o otaczającym go świecie. Poczuł adrenalinę i nutkę strachu, które tylko podsyciły w nim tęsknotę za pocałunkami mężczyzny. Oparł jedną dłoń na brzuchu mężczyzny, zaciskając ją ostrożnie. Oddawał zachłannie każdą pieszczotę dopóki mężczyzna w porę nie oderwał się od chłopca i odetchnął głęboko.

- Tak więc mam nadzieję, że szybko poprawisz błędy i nie będę musiał cię więcej upominać – wypowiedział bezstresowo, oblizując wargi.

Liam, będąc ciągle otumanionym, nie wiedział, co się dzieje. Dopóki drzwi za plecami mężczyzny cicho się nie zamknęły. Wtedy zrozumiał, że mężczyzna w ostatniej chwili przerwał pocałunek. O mały włos, a zostaliby nakryci! To wszystko zaczynało wymykać się spod kontroli.

- Dzień dobry, szefie – jedna z redaktorek gazety cicho przywitała Zayna. – Bądź dla niego łagodniejszy. Patrz, jak się ciebie boi. Przecież i tak odwala kawał dobrej roboty.

- Meredith! Miło cię widzieć. – Zayn podszedł bliżej kobiety. – Ty jeszcze nie na macierzyńskim?

- Czekam do końca miesiąca.

- Na kiedy masz planowany poród? – Zainteresował się, spoglądając na brzuch.

- Koniec września. Ale pracuję, ile mogę – zachichotała, kładąc dłonie na brzuch i ostrożnie go gładząc.

Liam nie chciał dłużej przysłuchiwać się rozmowie. Szybko zalał torebki z herbatą i bez słowa, po cichu wymknął się z pomieszczenia i poczekał na windę, która zawiozła go na jego piętro.

*

Na resztę dnia pracy Liam wziął wolne. Poprosił Audrey, aby puściła go wcześniej, gdyż źle się poczuł i kobieta bez mrugnięcia okiem zgodziła się. Oczywiście obcinając ostatnią godzinę z pensji, ale to Liamowi nie przeszkadzało. Musiał uciec z budynku. Musiał znaleźć się z daleka od Zayna, od wszystkich pracowników. Miał wrażenie, że każdy już wiedział o tym, co zaszło między nim a mężczyzną, chociaż to było niemożliwe.

A może jednak…?

A co, jeśli Audrey miała kamery w całej redakcji? Oh, na pewno miała! Musiała kontrolować swoich pracowników i nie tylko. A gdyby doszło do włamania? Ostrożności nigdy za wiele, zważywszy na to jak wielkim wydawnictwem Audrey zarządzała.

Stojąc przed wydawnictwem, spojrzał jeszcze raz w górę, gdzie Zayn prawdopodobnie rozmawiał z Audrey i próbował przerwać dni milczenia, jakie zagościły między tą dwójką od dłuższego czasu. Patrzył, wysoko zadzierając głowę, a wiatr szarpał jego puszystymi lokami.

- Jak ty tak możesz – szepnął sam do siebie, patrząc w niebo.

Ruszył przed siebie, idąc piechotą do mieszkania. Wiedział, że zajmie mu to trochę czasu, ale wiedział też, że dobrze mu to zrobi. Westchnął głęboko, kiedy wyszedł na ulicę.

*

Liam cały wieczór i noc myślał o zaistniałej sytuacji. Czuł niewyobrażalne wyrzuty sumienia. Audrey była taką dobrą osobą, wyrozumiałą, opiekuńczą, pracowitą. Może trochę rozrzutną, ale skoro miała pieniądze, dlaczego nie mogła z nich korzystać? A on miał wrażenie, że niszczy życie nie tylko małemu Ericowi, ale też Audrey.

Czego Zayn oczekiwał od Liama? To pytanie pojawiło się tysiące razy tej nocy w umyśle chłopca. Nie mógł przecież nic dać mężczyźnie, prawda? Nie był tak ambitny jak Audrey, nie mógł się z nią nawet równać.
W końcu Liam stwierdził, że to tylko zabawa ze strony Zayna. Że kręcą go takie rzeczy. Ale Liam nie mógł pozwolić na coś takiego. Nie mógł dać się tak wykorzystywać i pomiatać.

Przed zaśnięciem Liam wyciągnął telefon spod poduszki i wystukał krótkiego sms-a do mężczyzny. Następnie odwrócił się na drugi bok i próbował zasnąć, nie mogąc się doczekać następnego dnia.

*

Podczas wtorkowej przerwy na lunch, Liam wybrał się do restauracji Zayna. Poinformował mężczyznę o swoim przybyciu. Okazało się, że już czekał na nastolatka. Liam był świadom, że nie będą mogli swobodnie rozmawiać, ale mimo wszystko zdecydował się odbyć tą niekomfortową rozmowę przed wyjazdem. Usiadł na wysokim krześle przy barze, od razu przechodząc do rzeczy.

- Musimy pomówić.

- Okej – odparł z uśmiechem Zayn. – Ale mam trochę roboty. Może się czegoś napijesz?  

- Nie chcę niczego – powiedział trochę zdenerwowany. – Zdajesz sobie sprawę z tego, co wczoraj się wydarzyło? – zapytał poważnie.

Zayn uniósł kącik ust ku górze, po czym sparł się na blacie łokciami. Nachylił się bliżej Liama z zainteresowaniem.

- A co takiego się wydarzyło? – zapytał, zwilżając wargi językiem. Uśmiech ani na chwilę nie schodził z jego idealnej buźki i to naprawdę drażniło chłopca.

- Cholera jasna! – warknął Liam, marszcząc brwi. – Pocałowałeś mnie wiedząc, że ktoś lada moment może się tam zjawić! – krzyknął półszeptem, aby nikt go nie usłyszał.

- Bardzo mi się to podobało – odparł pewnie Zayn. – I gdybym mógł, zrobiłbym to nawet tu i teraz.

Liam wyprostował się, zaskoczony. Potarł dłonią po czole, wzdychając głęboko.

 -Czyli co… czyli, że tak to właśnie…

- Przepraszam cię, ale muszę cię na chwilę opuścić – powiedział Zayn przepraszająco i odszedł do pary, od której przyjął zamówienie.

Liam westchnął, starając się uspokoić oddech i bicie serca. Nie rozumiał, jak Zayn mógł być taki spokojny. A może to Liam wszystko wyolbrzymiał? Rozejrzał się po lokalu, chcąc odnaleźć wzrokiem Zayna. Liczył, że mężczyzna prędko do niego wróci i dokończą rozmowę. Jednak zamiast czarnej czupryny mężczyzny dostrzegł blond, która wydawała mu się dziwnie znajoma.

- Podać coś? – zapytał blondyn, kiedy spostrzegł, że Liam mu się przygląda.

- Co? Nie, nie. Ja po prostu czekam na kogoś.

Chłopak skinął głową. W końcu wyciągnął dłoń, uśmiechając się przyjaźnie.

- Jestem Niall. – Przedstawił się, wprawiając Liama w osłupienie.

- Liam – odparł oniemiały nastolatek, ściskając dłoń chłopaka.

- Jestem bratem Audrey. Do tej pory nie mieliśmy się okazji poznać – wyjaśnił.

- Naprawdę? – zapytał zdumiony Liam, unosząc wysoko kąciki ust w górę. – Ale jak to.

Niall wzruszył ramionami.

- Tak wyszło. Szkoda, ze nie mieliśmy okazji wcześniej się poznać.

- Szkoda – przyznał Liam. Dlaczego Hannah nic nie wspomniała o bracie Audrey? – Może uda nam się w przyszłym roku spotkać.

- Wracasz już do domu?

Liam skinął głową.

- Zobaczymy. Może za rok znów tutaj przylecę.

Niall zamyślił się na krótką chwilę. Dostrzegł w oddali, że Zayn już wraca i nie miał wiele czasu do rozmowy z chłopcem.

- Hej, może dasz mi numer? Skontaktuję się z tobą niedługo i później będzie nam się łatwiej spotkać.

- Okej. – Liam zgodził się z ochotą, wpisując ciąg cyfr na telefonie blondyna. – Będę czekał w takim razie.

- Cześć.

- Hej.

Liam pożegnał się z Niallem, czując wewnętrzne zadowolenie, że mimo tego złego dnia udało mu się poznać chłopaka i choć na chwilę zapomnieć o problemie z Zaynem. W momencie, kiedy wrócił mężczyzna, chłopiec zeskoczył z krzesła, nachylając się nad barem.


- Muszę lecieć. Do zobaczenia!

poniedziałek, 23 grudnia 2013

silent cry for help - eleventh


dobry.

omg, myślałam, że zabijecie mnie za poprzedni rozdział, ale cieszę, że został w miarę dobrze odebrany. dzisiaj trochę poszłam na całość, bo końcówki zupełnie nie planowałam, nie tak to się miało potoczyć. ale w sumie jest okej i może zostać. jeszcze w tym roku, jak się uda, a będę z całych sił się starać, żeby najpóźniej w sylwestra rano dodać rozdział. zobaczymy.

póki co, JRYFTHGUIDXKGUJSD WESOŁYCH ŚWIĄT, KOCHANI. życzymy wam, żebyście spędzili te święta jak najlepiej, żeby ten bardziej lub mniej udany rok zakończyć jakoś dobrze, żebyście pod choinką znaleźli górę prezentów (omg, gdybym była świętym mikołajem, zostawiłabym wam tyle prezentów, że miejsca pod choinką by stanowczo brakowało, żeby chociaż móc jakoś odwdzięczyć się za czas poświęcony nam, a już na pewno takim osobom, które są z nami drugie święta tutaj <3), żebyście pocałowali kogoś wyjątkowego pod jemiołą, ah, ah. wszystkiego co najlepsze! mam nadzieję, że chociaż u was to będą kolejne nie zapomniane święta c:

miłego i do następnego!








Liam był pewien, że tej nocy nie uda mu się zasnąć w ogóle.

Zayn poprosił, aby nastolatek został i nie potrafił odmówić. Zatem musiał zadzwonić do siostry i poinformować ją o swoich zamiarach. Hannah z początku nie wierzyła bratu, że w trakcie spaceru przypadkowo trafił na Zayna i ten zabrał go ze sobą do domu. Była przekonana, że jej młodszy braciszek poznał kogoś i obawiała się puszczenia Liama na głęboką wodę. Znała go na wylot. Wiedziała, że chłopiec jest wrażliwy i łatwo przywiązuje się do ludzi. Nie chciała, aby młody zakochał się w kimś nieodpowiednim.

Ale Zayn szybko opanował sytuację, odzywając się i zapewniając, że młodszy brat jego pracownicy jest całkowicie bezpieczny i obiecał grzecznie odstawić chłopca następnego dnia do pracy. Mężczyzna bezproblemowo sprzedał byle jakie kłamstwo kobiecie, będąc przy tym bardzo wiarygodnym. I w efekcie, Liam mógł w spokoju zostać na noc.

- Podziwiam cię – powiedział Liam, kiedy rozłączył się. Siedzieli nago, przykryci kołdrą do pasa i popijali soczek, którego wcześniej nie udało im tknąć. – Nawet nie zająknąłeś się, kiedy mówiłeś te wszystkie kłamstwa.

- Przecież to była prawda, co powiedziałem. Zgarnąłem cię z ulicy i zaprosiłem do siebie. – Zayn wzruszył ramionami, opierając się o stertę poduszek, które pozwalały mu zachować odpowiednią pozycję. – A reszta to po prostu ukoloryzowana historyjka. Przecież na co dzień, kiedy ludzie opowiadają o jakiś wydarzeniach, zawsze dorzucają jakieś kłamstwa dla efektu. Nie zauważyłeś tego?

Liam zamyślił się na chwilę, a po chwili skinął głową.

- No widzisz. Jak ktoś wraca po weekendzie do pracy, opowiada o grubej imprezie i o niestworzonych rzeczach, jakie miały tam miejsce, choć nie wszystko jest do końca prawdą. Chcą wywołać jakieś emocje w drugiej osobie. Podziw, zazdrość, może nawet chcą wzbudzić wyrzuty sumienia, że ta druga osoba nie poszła na tą imprezę.

Zayn uśmiechnął się.

- No tak – skwitował krótko. – A jeśli Audrey wróci?

Zayn przewrócił oczami ze zmęczeniem.

- Jeśli odezwie się do mnie w ciągu najbliższego tygodnia albo dwóch, to idę o sto funtów, że będzie to w sprawie Erica albo pieniędzy. Ostro się wczoraj posprzeczaliśmy. Nawet o ten głupi samochód nie było tyle krzyku.

Liam zamyślił się, w między czasie ziewając. Chciał wypytać, co takiego się wydarzyło, ale zabrakło mu odwagi. Nie chciał być nachalny.

- Przyjąłbym zakład, ale nie dysponuję taką sumą. – Roześmiał się pod nosem.

- W porządku. I tak wiem, że zgarnąłbyś wygraną. Trochę znam Audrey.

Na chwilę zapadła pomiędzy nimi cisza. Liam wciąż siedział lekko przygarbiony, patrząc w bliżej nieokreślony punkt za oknem. Właściwie spoglądał w ciemność, gdyż już dawno zapadła noc. Zayn znów lustrował ciało nastolatka, nie mogąc przestać dziwić się, że jeszcze chwilę temu Liam pozwolił mu się zbliżyć do siebie całkowicie.

- Kładziemy się? – zapytał Liam, zerkając na mężczyznę. – Zdaje się, że rano oboje musimy wcześnie wstać.

Zayn skinął głową, zsuwając się nieco w dół i zapraszając ku sobie nastolatka. Kiedy ten przysunął się bliżej, okrył ich kołdrą, gasząc zapaloną lampkę na szafce nocnej. Przyciągnął Liama do siebie, wtulając się w jego ciepłe ciało. Życzyli sobie dobrej nocy i oboje próbowali zasnąć. Mężczyzna jednak szybko wyczuł, że chłopiec był spięty, dlatego zapytał otwarcie o przyczynę.

- Chodzi o to, że jesteśmy nago? – Domyślił się.

Liam zarumienił się i w duchu cieszył się, iż jest na tyle ciemno, że Zayn niczego nie mógł dostrzec.

- Po prostu nigdy nie spałem nago i czuję się z tym trochę dziwnie.

- To migiem leć po bokserki i wracaj do mnie – powiedział wesoło Zayn, niechętnie wypuszczając chłopca. Ten szybko odnalazł część garderoby, wsuwając na biodra i wrócił do mężczyzny. – A teraz śpij. Dobranoc, dziubek.

Ale Liam zamiast spać, ciągle analizował w myślach wieczór jak i to, co się wydarzyło. Zawsze bał się tego pierwszego razu, że będzie bardzo bolało. Przecież wszyscy tak mówili. A jednak Liam zamiast bólu czuł przyjemność, a każdy pocałunek skradziony mężczyźnie niósł za sobą pragnienie kolejnych.

Liam znów spał w objęciach Zayna i nie mógł powiedzieć, że czuł się źle. Odkąd pamiętał, noce były dla niego udręką. Jako dzieciak bywało, że musiał spać na podłodze owinięty jedynie cienkim kocem, bez poduszki. Bywało, że układał głowę na kilku ciuchach i tak wytrzymywał do rana. W domu dziecka spał z trzema chłopcami w jego wieku w jednym pokoju. Mieli dużo miejsca, nie mógł narzekać na złe warunki. Jednakże nie miał z nimi dobrych stosunków, nie potrafił się z nimi bawić, rozmawiać, wygłupiać. A potem w domu Stylesów, chociaż otaczała go kochająca rodzina, nie lubił wieczorów. Kiedy leżał samotnie w swoim pokoju, myślał o wszystkim, co starał się w sobie zdusić. Wszystko wracało. I do kiedy mógł, spacerował nocą do Hannah i przy niej potrafił zasnąć szybciej.

To było to, czego nastolatek najbardziej nie lubił. Samotności, szczególnie nocą. Bo wtedy czuł się najbardziej bezbronny, bezsilny. Był zdany na siebie, na to, co mu myśli przyniosły. Jak i na częste noce, podczas których płakał, dopóki nie zasnął.

Liam przekręcił się w objęciach Zayna, przyglądając mu się. Niewiele widział przez panującą ciemność, ale mógł zorientować się, jak blisko znajdowały się ich twarze. Po nieco głośniejszym i równomiernym oddechu wywnioskował, że mężczyzna zapadł w sen, dlatego wtulił się w jego klatkę piersiową, także próbując zapaść w sen.

*

Rano obudził go budzik nastawiony wcześniej przez mężczyznę. Kiedy ten niechętnie otworzył oczy, na moment złapał kontakt wzrokowy z chłopcem, po czym przewrócił się na plecy i wyłączył telefon. Z powrotem położył się na boku, wpatrując w Liama.

- Tak dobrze mi się spało. Nie chcę wstawać – mruknął.

Wstali niechętnie. Liam od razu zaszył się w łazience na parterze, a Zayn w tym czasie zrobił lekkie śniadanie dla obojga. Zjedli w ciszy, którą zakłócały dalekie dźwięki muzyki płynącej z wieży w salonie.

Nic się nie zmieniło. Liam nadal nie potrafił spojrzeć Zaynowi w oczy. Dlaczego? Czuł się głupio z myślą, co działo się mniej niż dwanaście godzin wcześniej. Naprawdę uprawiał seks z Zaynem. Za każdym razem, kiedy przymknął oczy, widział go między swoimi nogami i nie wiedział, czy czuł się z tym dobrze. Albo jak wtedy, kiedy widział ich ciała, odbijające się w szybie sufitu. Wszystko było świetnie, dopóki nie nastał ranek i rzeczywistość nie zaczęła go przytłaczać.

- Możemy jechać?

Liam skinął głową, wstając od wysokiego blatu i wkładając talerz do zmywarki, którą Zayn przymknął. Założyli na korytarzu buty, a kiedy byli w pełni gotowi, mężczyzna puścił przodem nastolatka, który zszedł do garażu i zaczekał przy samochodzie, aż jego towarzysz zgasi światło na schodach. Kiedy wyjechali z posesji, Zayn wydawał się być dziwnie szczęśliwy. Liam zaś był zupełnie pogrążony w myślach.

- Nie będziesz się nudził, czekając do ósmej?

Liam pokręcił głową.

- Jakoś dam radę. Może pomogę w czymś? Nie opłaca mi się wracać do domu, nudziłbym się tylko – dodał.

- Mogę dać ci mój laptop, jeśli chcesz.

Liam niemo skinął głową.

*

Kiedy zeszli się wszyscy pracownicy, Liam mógł usiąść w spokoju na małym zapleczu znajdującym się tuż za długą ladą. Uruchomił laptop. W tym czasie Zayn przyjął zamówienie od pierwszych klientów i wrócił do Liama. Przyniósł gorącą kawę dla siebie i sok dla chłopca.

- Napij się. Świeżo wyciskany. Zapewniam, że pyszny.

Liam skinął głową, obserwując Zayna. Mężczyzna usiadł naprzeciw niego przy niewielkim stoliku, upijając łyk parującej kawy. Oblizał usta ze smakiem, wzdychając głośno. Spojrzał na chłopca, przyłapując go na wpatrywaniu się. Speszony Liam wbił wzrok w ekran laptopa, włączając główną stronę facebooka. Zalogował się, z całych sił próbując nie spojrzeć ponownie w stronę mężczyzny. Błądził wzrokiem to po ekranie, to gdzieś po stoliku, to po podłodze, ani na ułamek sekundy nie ruszając głową.

- Słodki jesteś, kiedy to robisz. – Zayn wyszeptał, spierając się łokciem na małym stoliku.

- Co? – zapytał, automatycznie patrząc w oczy Malika.

- Uciekasz wzrokiem przede mną. I rumienisz się – dodał, unosząc kącik ust w górę. – To tylko dodaje ci uroku.

Liam spuścił głowę, zakrywając twarz lewą dłonią. Roześmiał się melodyjnie, zarażając tym gestem Zayna.

- Wiesz? Czasem naprawdę boję się marzyć.

Chłopiec znów spojrzał na mężczyznę, zaintrygowany jego słowami. Jak można było obawiać się marzeń?

- Dlaczego? – zapytał cichutko.

- Kiedy zobaczyłem cię po raz pierwszy po prostu cię zapragnąłem. Później stwierdziłem, że jesteś zbyt młody – przyznał, ciągle mówiąc półgłosem, aby żaden z pracowników przypadkiem go nie usłyszał. Jednak to ogromnie działało na Liama. Jego serce ciężko biło w klatce piersiowej, a oddech stał się nierówny. – Ale kiedy zobaczyłem, jak na ciebie działam, po prostu musiałem. Pieprzyć wiek – roześmiał się wesoło. – Dlatego boję się marzyć. Bo to, o czym teraz marzę, może naprawdę się wydarzyć i…

- Zayn! – wołanie jednego z kelnerów przerwało mężczyźnie.

Malik jedynie przewrócił oczami, wychodząc i zostawiając Liama z kompletną papką w głowie. To wszystko brnęło za daleko. Tak, Liam uważał Zayna za najseksowniejszego mężczyznę na ziemi. Tak, Liamowi przeszło przez myśl, żeby kiedyś pocałować Zayna. Ale nigdy nie przeszło mu przez myśl, że wylądują w łóżku, że będą uprawiać seks, że będą po tym wszystkim zachowywać się jak dobrzy przyjaciele. Zayn przyprawiał Liama o te wszystkie motylki w brzuchu, w które nigdy nie wierzył. Ale towarzystwo Audrey przyprawiało go o mocne kurcze żołądka, gdyż za każdym razem bał się, że kobieta mogła się o wszystkim dowiedzieć. Zayn miał rodzinę, miał żonę, miał dziecko. Dlaczego więc Liam burzył to wszystko?

Jednak wszystkie te myśli przemknęły w mgnieniu oka przez umysł chłopca. Został na zapleczu z uczuciem pustki i poczuciem, że zrobił coś bardzo złego.

*

Liam postawił sobie jeden cel na ten poniedziałek. Przetrwać dzień w pracy, a po powrocie do domu zamknąć się w pokoju i pogrążyć w czytaniu książek. I wszystko szło jak z płatka, dopóki nie nastała przerwa obiadowa, podczas której Audrey wpadła do biura nastolatka, wyciągając go na miasto. Liam nie wiedział, co takiego kierowało kobietą. Dowiedziała się – to była pierwsza myśl. Ale szybko stwierdził, że przecież nikt nie przyłapał jego i Zayna podczas seksu, więc nie było możliwym, aby kobieta coś wiedziała.

Jednak niewiele się mylił w swoich domysłach.

- Okej, bądź ze mną szczery, dobrze? – zagadnęła, kiedy znajdowali się w cukierni nieopodal redakcji. Czekali przy małym stoliku na ciastko, kawę dla kobiety i herbatę dla chłopca.

Liam skinął głową, czując ciężko bijące serce w jego piersi.

- Byłeś wczoraj u Zayna na noc, mam rację?

- To prawda – odpowiedział ostrożnie. – Spotkaliśmy się przypadkowo i zabrał mnie na chwilę do siebie. Potem tak wyszło, że zostałem na noc, bo nie był w stanie zawieźć mnie do domu i nie chciał, abym wracał sam po nocy.

- To prawda. Nigdy nie wracaj sam późno, najlepiej tego unikaj – zauważyła. – Ale widzę, że jednak schlał się, co? – dodała ironicznie.

- Nie! – zaprzeczył stanowczo. – Wypił lampkę wina, może dwie, nic wielkiego.

Audrey skinęła głową.

W tym czasie do stolika podeszła młoda kelnerka z zamówieniem, przerywając im rozmowę. Nagle Liam poczuł się jak maluteńki chłopczyk, który zgubił się wśród tłumu i miał ochotę płakać. Towarzystwo Audrey przytłaczało go. Jak mógł patrzeć kobiecie w oczy ze spokojem, kiedy jeszcze niedawno spał z jej mężem? Nieważne z czyjej inicjatywy. Gdyby chciał, przerwałby to. A teraz? Jak miał bronić się przed kobietą, której po głowie przebiegało tysiące myśli na sekundę?

- W porządku. Powiedz mi… - zaczęła po upiciu małego łyka kawy. – Wydaje się, że Zayn ciebie naprawdę polubił. Zbliżyliście się trochę, co?

Policzki Liama zaczęły płonąć. Audrey wiedziała! – krzyczał jego umysł. A serce z każdą chwilą biło coraz wolniej, jakby chciało przerwać tę torturę.

- No wiesz, jako przyjaciele – ciągnęła dalej, nie zauważając reakcji chłopca. Skupiła wzrok na obłoczku parującego dymu nad filiżanką. – Zayn nie ma wielu przyjaciół w Londynie. Utrzymuje bliskie kontakty z Hannah i Alexem. Reszta znajomych gdzieś zniknęła, kiedy Zayn zdecydował się wyjść za mąż za „taką gówniarę” – zacytowała z niesmakiem. – Trochę mnie nie akceptowali, bo uważali, że będę go ograniczać. A to nie jest prawda – spojrzała w oczy chłopca. – Został tylko Alex i… pojawiłeś się teraz ty. I to dziwne, bo wydaje mi się, że ci ufa.

Liam zaśmiał się nerwowo.

- To chyba dobrze.

- Oczywiście – zgodziła się. – Dlatego wierzę, że jeśli miałby kogoś na boku, wiedziałbyś o tym?

- Pewnie bym wiedział – odparł cicho.

Panika, jaka ogarnęła go w tamtym momencie przekraczała jego możliwości. Przecież jeśli już, to Liam był tym „kimś na boku”, więc to naturalne, że wiedział o tym sekrecie Zayna! Nie mógł tego wyjawić. Nie mógłby nawet wyjawić tego, gdyby nie chodziło o niego. Audrey oczekiwała od niego rzeczy niemożliwych!

- Powiedz mi, znam tą osobę?

- Nie ma żadnej osoby – skłamał gładko chłopiec.

- Jest, widzę to. – Upierała się przy swoim. Cholera, przecież Liam był fatalnym kłamcą.

- Audrey – zaczął Liam, oddychając głęboko. – Zapewniam cię, Zayn nie ma żadnej kobiety na boku – wypowiedział powoli, unikając kłamstwa. Przecież nie miał kobiety, prawda? – Nie wiem, dlaczego tak uważasz, bo według mnie Zayn, jak do tej pory, okazał się być naprawdę kochający i dbający o ciebie i Erica. Dlaczego?

Kobieta spojrzała gdzieś w bok.

- Pewnie ci mówił, o co się pokłóciliśmy?

Liam pokręcił głową.

- Uh, cóż, nieważne. W każdych małżeństwach zdarzają się dobre i złe dni.

- Masz rację.

- Zayn nie ma żadnej kochanki.

- Dokładnie – potwierdził nieco ciszej.

Nagle Audrey roześmiała się, przepraszając Liama za tą niekomfortową sytuację. Więcej nie wróciła do tematu mężczyzny, ale skupiła się na zwróceniu uwagi na kilka rzeczy, które nie spodobały się jej w dzisiejszej pracy Liama i zażądała ich poprawy.

*

Wieczór spędzony z Louisem okazał się być dla Liama małą odskocznią od ostatnich wydarzeń w jego życiu. Przyjaciel wyciągnął go na kręgle, gdyż miał po prostu taki kaprys. Najpierw mieli pójść we trójkę, ale Hannah w końcu zrezygnowała tłumacząc to złym dniem w pracy. Liam tego wieczoru ciągle śmiał się z wygłupów przyjaciela. Chwilami miał łzy w oczach i musiał usiąść, gdyż nie mógł złapać tchu.

- Cieszę się, że Zayn nie odebrał mi ciebie do reszty – powiedział w pewnym momencie Louis sprawiając, że Liama zamurowało.

- Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?

-Często się widujecie… No wiesz – Louis uśmiechnął się zadziornie. – Jest taki seksowny. I często jestem zazdrosny o to, że moja dziewczyna go często widuje, a co dopiero o to, że mi zabierze przyjaciela.

- Lou… - Liam westchnął, pewnie podchodząc do przyjaciela i przytulając go.

Starszy chłopak roześmiał się radośnie, klepiąc lekko młodszego po plecach. W końcu objął go mocniej, opierając brodę o ramię przyjaciela. Stali w swoich objęciach przez chwilę, dopóki Liam nie odsunął się trochę, ujmując w dłonie twarz Louisa.

- Zapamiętaj, głupku – powiedział powoli – byłeś, jesteś i będziesz dla mnie jedyną osobą, która będzie dla mnie najlepszym kumplem i za którą wskoczyłbym w ogień, jak ty to często robiłeś, okej?

Louis skinął niemo, uśmiechając się wesoło.


- Więc kiedy w końcu się przyznasz, że totalnie zauroczyłeś się tym seksownym dupkiem?

niedziela, 15 grudnia 2013

silent cry for help - tenth


hejhej, kochane mordeczki.

próbowałam wyrobić się na piątek, szczególnie że cały tydzień siedziałam w domu (nie licząc poniedziałku i czwartku, gdzie tylko na chwilę pokazałam się w szkole, bo lekcje odwołali na szczęście), ale pochłonęło mnie coś innego i dzisiaj udało mi się skończyć. będzie troszkę zabawnie. hm, tak mi się wydaje. z pewnością nie będziecie się spodziewali tego, co wam przygotowałam. jakieś fajerwerki, serduszka, ochy, achy i te sprawy c: nienie. będzie inaczej. oczywiście dziwne zachowanie Liama z czasem wytłumaczy się. może nawet szybciej niż się wydaje? c: 







Minęło kilkanaście dni od ostatniego spotkania Liama i Zayna. Oboje nie skontaktowali się ze sobą od tego czasu. Również nie mieli okazji się spotkać.

Zayn zdążył pogodzić się z Audrey. Kobieta przyznała, że postąpiła pochopnie kupując samochód i postanowiła go sprzedać. Szybko znalazła nowego nabywcę i na konto wydawnictwa wróciła prawie całość kwoty. Również zaczęła starać się o odbudowę swojego małżeństwa. Miała dość cichych dni jak i tego, że za każdym razem, kiedy pragnęła bliskości, Zayn wychodził z ich sypialni bez słowa i do rana spał na sofie w salonie. Któregoś dnia zaaranżowała kolację, zostawiając Erica pod opieką swoich rodziców. Przeprosiła swojego męża i zapieczętowała to upojną nocą. Myślała, że dzięki temu wszystko wróciło do normy.

Nie wiedziała, jak bardzo się myliła.

Zayna także męczyło ciągłe uciekanie od Audrey. Odpuścił, kiedy usłyszał o sprzedaży samochodu i owszem, starał się żyć jak zawsze. Zaczął spędzać więcej czasu z synem, który był wprost wniebowzięty obecnością taty. Szczególnie, kiedy mężczyzna z dnia na dzień kupował coraz to nowsze zabawki dla syna, wystarczyło jedno jego słowo.

Tak mijały dni mężczyzny po pracy. A wieczorem, kiedy Eric zasypiał, potrafił spać z Audrey, jakby wciąż byli młodzi i szaleńczo w sobie zakochani.

Liam nie potrafił ot tak zapomnieć o Zaynie. Każdego wieczoru, kiedy już leżał w łóżku, trzymał w dłoni telefon i co chwilę pisał krótką wiadomość do starszego, po czym usuwał treść, śmiejąc się pod nosem i szepcząc „idiota” do samego siebie.

W pracy także nikt nie ułatwiał mu sprawy. Któregoś dnia, podczas przerwy na lunch, usłyszał, jak pracownice rozmawiały o pogodnym nastroju szefowej, kwitując to „dobrą nocą”. Liam doskonale wiedział, o czym kobiety mówiły z takim zaangażowaniem. Czasem irytowało go, kiedy tak otwarcie przy nim opowiadały o swoim marzeniu spędzenia nocy z przystojnym szefem, a nawet zajęcia miejsca Audrey. Wtedy też, przypadkowo, Liam dowiedział się, że Audrey jest jego drugą żoną. Zwykle temu towarzyszyło mocne bicie serca w klatce piersiowej chłopca, który z trudem udawał, że nie słucha rozmów kobiet, a tym bardziej, że go nie interesuje temat Zayna Malika.

W drugą sobotę sierpnia Louis wyciągnął rodzeństwo na imprezę urodzinową jego kolegi z pracy. Usłyszawszy, iż przyjęcie miało się odbyć w klubie, Liam w pierwszej chwili chciał zrezygnować. Louis jednak nie dał za wygraną i zaciągnął przyjaciela wraz z dziewczyną.

Z początku nie było najgorzej. Siedział przy stoliku i popijał drinka, obserwując świetnie bawiących się Lou i Hannah. Myślał, iż im szybciej się upije, tym szybciej zacznie się „świetnie bawić”. Niestety jego plany pokrzyżowała wizyta w toalecie po drugim drinku. Poczuł mdłości i w ostatniej chwili zdążył zamknąć się w kabinie i zwymiotować. Osunął się po ścianie, czując przyjemny chłód bijący od szarych kafelek.

Na salę wrócił po piętnastu minutach i oznajmił Hannah, że wraca do domu. Kobieta chciała go odwieźć do domu, ale stanowczo zaprzeczył. Wychodząc z klubu dostrzegł w tłumie kogoś łudząco podobnego do Zayna. Zanim udało mu się rozpoznać twarz mężczyzny, jego serce przyspieszyło biegu, a w ustach gwałtownie zaschło. A kiedy okazało się, że to nie Zayn, Liam roześmiał się z żalem i szybko opuścił klub.

Długo włóczył się po mieście, trochę błądząc, trochę specjalnie przedłużając drogę powrotną i w efekcie zjawił się w domu na dziesięć minut przed tym, jak Hannah i Lou wrócili zadowoleni z urodzin. Liam już zdążył położyć się w łóżku i słyszał jedynie chichot swojej siostry oraz wesołego przyjaciela, który ciągle był zafascynowany świetną imprezą.

*

Niedzielnego poranka wcale nie spieszno mu było wstawać z łóżka. Kilka minut przed dwunastą wyszedł z pokoju i podążył prosto do łazienki, nie witając się nawet z Louisem, który oglądał jakiś program kulinarny. Spokojnie wziął prysznic, który okazał się być dla niego orzeźwieniem i kilkadziesiąt minut później dużo chętniej stanął przed lokatorami.

- Od kiedy interesujesz się kuchnią? – Zapytał przyjaciela, siadając obok.

Louis leniwie spojrzał na chłopca, wzruszając ramionami.

- Prowadząca jest fajna. Sam spójrz. – Ruchem głowy wskazał telewizor, unosząc lewy kącik ku górze.

- Nawet – podsumował krótko Liam.

W tym czasie do Hannah zadzwonił telefon. Odebrała, zapraszając kogoś na górę do ich mieszkania i dodając, że jest otwarte. Liam chciał się dowiedzieć, z kim rozmawiała, ale nie zdążył, ponieważ chwilę później ktoś wszedł do mieszkania.

- Mmmm, jak tu pięknie pachnie. Trafiłem w sam raz! – Po pomieszczeniu rozległ się męski głos, bardzo dobrze znany nastolatkowi, który sprawił, że jego serce znów na moment ciężej zabiło. Chwilę potem wyłonił się zza ściany, obdarzając chłopaków szerokim uśmiechem.

*

Liam nie mógł przestać się zastanawiać, jak Zayn potrafił tak spokojnie flirtować z nim na oczach jego siostry i przyjaciela. Liam z każdym jego słowem coraz bardziej czerwieniał i pragnął, aby to się wreszcie skończyło. Ledwo wytrzymywał w obecności mężczyzny, kiedy byli tylko we dwoje. Ale po obiedzie, na którym Zayn z chęcią został, musiał prędko iść tłumacząc to „zasiedzeniem się”.

Nastolatek po wyjściu gościa od razu pomógł siostrze posprzątać, nawet zaoferował się pozmywać naczynia. Hannah nie trzeba było długo do tego przekonywać. Szybko dołączyła do swojego chłopaka i oboje oglądali jakiś nieznany Liamowi serial, który pozostała dwójka uwielbiała.

Szesnastolatek zaczął rozmyślać o minionym obiedzie. Nie znał nawet głównej przyczyny wizyty mężczyzny. Nie podsłuchiwał jego rozmowy z Hannah, chociaż wyraźnie nie mieli nic do ukrycia. Kiedy wsłuchał się w jego głos, po prostu odpłynął wraz ze słowami mężczyzny. Jednocześnie gdzieś wewnątrz ciągle się bał, że ich tajemnica wyjdzie na jaw. Gdy momentami zamyślał się, wracając do wspólnej kąpieli z Zaynem, a potem Hannah sprowadzała go na ziemię, machając mu dłonią przed oczami, miał wrażenie, że ona o wszystkim wiedziała. Że jakimś cudem się domyśliła. Dlatego Liam bardzo chciał porozmawiać z Zaynem.

Nagle zadzwonił telefon Liama. Oszołomiony chłopak rzucił swoją pracę, momentalnie odbierając telefon, kiedy ujrzał, kto próbuje się z nim skontaktować.

- Halo?

Dyskretnie wyszedł z kuchni, uśmiechając się słodko do Hannah, która spojrzała na niego ze zdziwieniem. Odprowadziła go wzrokiem aż do sypialni. Liam mógł tam w spokoju podejść do okna i usiąść na parapecie, próbując powstrzymać drżenie głosu.

- Już mogę rozmawiać – powiedział cicho, zerkając nerwowo na drzwi.

Usłyszał po drugiej stronie cichy śmiech mężczyzny.

- Coś się stało? – zapytał, unosząc kąciki ust lekko w górę.

- Spotkaj się dzisiaj ze mną

*

Liam ciągle niedowierzał, że to zrobił. Okłamał Hannah. Jeszcze nigdy mu się to nie zdarzyło. Próbował kilka razy, kiedy w domu dziecka miał małe kłopoty z jednym chłopakiem z sąsiedniego pokoju, jednakże siostra bardzo szybko go rozgryzła i odkryła, że kłamał. Jak więc udało mu się tym razem?

Nastolatek nie myślał zbyt długo. Kiedy wyszedł na ulicę i przeszedł przez jezdnię, ruszył na północ, w stronę centrum. Nie spieszył się, wolnym krokiem mijał zabieganych przechodniów. W całym tym zdenerwowaniu i adrenalinie, klaksony samochodów tylko bardziej powodowały u niego rozdrażnienie. Nie mógł z tym nic zrobić.

Co on w ogóle robił? Okłamał swoją siostrę, jedyną osobę, która była z nim przez całe życie, której ufał, którą kochał najbardziej na świecie. Dla kogo? Dla niedawno poznanego mężczyzny, który kompletnie zawrócił mu w głowie. Liam już nie próbował odtrącać tych myśli, ani śmiać się z nich. Zayn naprawdę zawrócił mu w głowie. Bo gdyby tak nie było… pędziłby teraz w umówione miejsce, aby spędzić trochę czasu z mężczyzną?

Jasne, że nie.

Liam jednak nie wyobrażał sobie wiele. Po tych dwóch tygodniach, kiedy nie miał żadnego kontaktu z Malikiem, doszedł do wniosku, że dla starszego była to zwykła jednorazowa przygoda. Żonaty mężczyzna, który ma dziecko, nie mógłby się zaangażować w coś poważnego z nim. A nawet jeśli, Zayn poszukałby sobie odpowiedzialnej kobiety w jego wieku, a nie szukał wśród gówniarzy młodszych aż o dziesięć lat. Chociaż to było dla Liama czymś oczywistym, gdzieś wewnątrz czuł małe ukłucie zawodu.

Kiedy nastolatek tak szedł pogrążony w myślach, zatrzymał się obok niego samochód. Chłopiec szybko zorientował się, że to Zayn, dlatego obszedł pojazd i usiadł od strony pasażera.

- Hej – przywitał się Liam. – O czym chciałeś pogadać? – zapytał, zapinając pas bezpieczeństwa. W tym czasie Zayn włączył się do ruchu i zawrócił z powrotem.

- To na miejscu. Lepiej mi powiedz, dlaczego byłeś dzisiaj taki spięty.

- Ja? – zdziwił się Liam. – Wydawało ci się.

- Mhm, jasne. – Zatrzymał się na światłach, dlatego mógł spojrzeć na chłopca i uśmiechnął się przebiegle. – Przyznaj się – powiedział ciszej.

- Naprawdę – zapierał się chłopiec, jednak jego policzki przybierały coraz czerwieńszego odcieniu. – Gdzie właściwie jedziemy? – Liam szybko zmienił temat, nie chcąc się tłumaczyć przed mężczyzną.

- Do mnie – odparł bez emocji, ruszając.

- Audrey już czeka?

- Proszę, nie wspominaj o niej – jęknął błagalnie mężczyzna.

Zaskoczony Liam spojrzał w milczeniu na mężczyznę, chcąc jakiegoś wyjaśnienia. Nie wiedział, co się dzieje.

- Ta kobieta doprowadza mnie do szału. Mam wrażenie, że jest coraz gorzej. Coś się psuje i ona nawet nie próbuje pomóc mi dowiedzieć się co.

- Może ma… te dni? – zasugerował nieśmiało Liam. – No wiesz, kobiety w tym czasie są trudne do zniesienia.

Zayn roześmiał się wesoło.

- Ciągle kłócimy się i godzimy. Czasem nie odzywamy się do siebie kilka godzin, czasem dzień, czasem któreś z nas wyprowadza się z domu… - wytłumaczył.

- Tak jak dzisiaj – zauważył Liam.

Zayn jedynie mruknął, przytakując.

Liam nie pamiętał, jak upłynęła im reszta drogi. Zayn zaczął mu coś opowiadać, ale nastolatek nie umiał powiedzieć, co konkretnie. Czasem się uśmiechnął, kiedy mężczyzna się uśmiechnął, czasem przyglądał się mężczyźnie, kiedy ten o czymś mówił w spokoju i patrzył przed siebie, prowadząc. A czasem skinął głową, kiedy w tym całym monologu Zayn spojrzał na niego. Czasem coś powiedział, sam nie pamiętał co.

A kiedy dotarli do domu Zayna, wszystko działo się nieprawdopodobnie szybko. Wysiedli z samochodu i Liam ani na chwilę nie mógł zapomnieć, jak mężczyzna na niego działał. Serce nastolatka mocno biło w piersi, a kiedy ukradkiem zerknął na dłonie, trzęsły się jak pierwszego dnia szkoły. Później weszli przez garaż do domu Zayna, aż znaleźli się w kuchni, gdzie mężczyzna już zdążył nalać soku do szklanki dla obojga.

Liam nie zdążył porządnie upić łyka, a Zayn już zdążył go pocałować. Spragniony tego nastolatek, oddał pieszczotę, ujmując w dłonie twarz mężczyzny i łapczywie pogłębił pocałunek. Usłyszał chichot, a także poczuł, jak usta starszego wygięły się w wesołym uśmiechu. To było to. Ten czas, na który Zayn tak długo czekał. Nigdy nie mówił o tym głośno, nawet bał się myśleć, ale szaleńczo pragnął chłopca. I kiedy odczuł, że to działa w dwie strony, po prostu działał.

- Czekaj – szepnął, odrywając się od nastolatka. – Chodź.

Chwycił roztrzęsioną dłoń Liama i zaprowadził go na najwyższe piętro w domu. Pewnie popchnął chłopca, a potem sam wdrapał się na łóżko, siadając okrakiem na nim. Zdjął z siebie koszulkę, odrzucając na bok i zrobił to samo z bluzką Liama. Pocałował go pewnie, rozpinając guzik rozporka chłopca.

- A jeśli ktoś tu wejdzie? – wyszeptał przestraszony Liam.

- Nikt nie wejdzie. Jesteśmy zupełnie sami i nikt nam nie przeszkodzi – odparł Zayn, zsuwając spodnie nastolatka.

- Może nie powinniśmy?

Zayn uśmiechnął się pewnie, całując nastolatka. I na tym skończyły się ich rozmowy. A przynajmniej Liam nic z nich nie pamiętał. Obawiał się tego pierwszego razu z mężczyzną. Nigdy wcześniej nie uprawiał seksu z nikim, więc jak miał zachować spokój i poddać się chwili? Dlatego więc, kiedy usta mężczyzny objęły jego członek, odchylił głowę, łapiąc w dłonie poszwę kołdry. Spojrzał w stronę zachodzącego słońca, uśmiechając się szeroko.

Na krótką chwilę spojrzał jeszcze w dół i szybko tego pożałował. Wzroki ich obojga się spotkały i Liam poczuł ogromne zażenowanie całą sytuacją. Co miał robić? Jak miał się zachować?

*

Kiedy Zayn musiał odebrać telefon, Liam postanowił pójść do toalety. Usiadł nagi na podłodze, opierając się łopatkami o chłodne kafelki. Przyciągnął ku sobie kolana i oparł o nie dłonie. Obserwował je dłuższą chwilę i próbował jakoś zaprzestać ich drżeniu. Słyszał szaleńcze dudnienie swojego serca, a w ustach czuł suchość.

Nagle uświadomił sobie, że ciągle się uśmiecha. Jak żenująco musiał wyglądać siedząc bezradnie w małej toalecie, gdzie na wyciągnięcie ręki mógł dotknąć drugiej ściany, kompletnie nagi i w dodatku uśmiechający się. Liam zdawał sobie z tego sprawę i miał ochotę się rozpłakać. Był pewien, ze Zayn wyśmieje go, kiedy dostrzeże, co dzieje się z nastolatkiem.

Sam już nie wiedział, czy dobrze postąpił, godząc się na wszystko. Był gotowy na to wszystko? Zaczynał wątpić. Czuł się źle sam ze sobą. Dotknął swojego ciała, brzucha, ud, bioder. Czuł się grubo, czuł każdą fałdkę pod dotykiem. A Zayn? On miał idealne ciało. Liam zastanawiał się, co mężczyzna w nim widział. Do niego naprawdę pasuje ktoś taki jak Audrey, a nie taki malutki, pulchniutki chłopiec.
I znów poczuł łzy wzbierające pod jego powiekami.

Nagle od drzwi ktoś zapukał. Liam doskonale wiedział, kto to. Spojrzał przestraszony, próbując wstrzymać oddech w swojej piersi i nasłuchiwał.

- Wszystko w porządku, dziubek?

Liam mruknął w odpowiedzi.


- To możemy wracać?